Czwarty i piąty tom Podziemnego Tokio ponownie zabierają czytelnika do okrutnej, alternatywnej stolicy Japonii. Poznajemy coraz więcej faktów na temat świata, w którym, znaleźli się bohaterowie, jednak wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi.
Historia na wyciągnięcie ręki
Kenji Sakaki tworząc katów w dalszym ciągu posługuje się postaciami historycznymi. W czwartym tomie kontynuowany jest wątek walki z Marią Antoniną, z jej wielką obsesją na temat Fersena. Później na scenę wkraczają kolejne postaci znane z lekcji historii, a także takie, o których w polskich szkołach raczej się nie nauczało.
Trudno jednak stwierdzić, by intencją autorki było nauczanie historii. Kreowane przez nią postacie zdają się nie mieć walorów edukacyjnych, a jedynie być ciekawym tłem dla przedstawianych wydarzeń. Niemniej trzeba przyznać, że twórczyni odwołuje się do faktów. Zagadką bez odpowiedzi pozostaje czy bliżej końca opowieści okaże się czy tożsamość katów ma jakieś głębsze znaczenie, czy też jest jedynie dodatkowym smaczkiem.

Krwawa sprawa
Podobnie jak wcześniej, twórczyni nie szczędzi czytelnikom przemocy. Z kart Podziemnego Tokio krew się wręcz wylewa. O ile początkowo jedynie niektóre sceny były szokujące, to z czasem epatowanie przemocą przestało zaskakiwać. Jest ono li jedynie elementem świata przedstawionego.
Ponieważ Kenji Sakaki uśmierca liczne postacie, koniecznym stało się wprowadzanie kolejnych bohaterów, czy może nawet bardziej statystów, których główną rolą jest zginąć w sposób mniej lub bardziej spektakularny. Widać tu wyraźną zmianę, którą dało się zauważyć już nieco wcześniej. Początkowo autorka umieściła klasę Yomiego i Yamiego w świecie przerażającym swoją pustką. Z czasem jednak zaczęły zapełniać go coraz liczniejsze postaci. Wydaje się to koniecznością, by być w stanie opowiadać dłuższą historię, w której giną kolejne (i to liczne!) osoby. Niemniej, zmienia to nieco nastrój mangi, która opowiada mniej o osamotnieniu, a więcej o walce.
Ciekawym zabiegiem jest niewątpliwie rozwijanie postaci katów, którzy mają swoją zwyczaje, cele, pragnienia i nie są jedynie bezwolnymi narzędziami jakim wydawał się Benkei – pierwszy, którego na swojej drodze spotkali bohaterowie Podziemnego Tokio.

Przekonująca grafika
Mangę narysowano w bardzo ładny sposób. Już same obwoluty silnie przyciągają wzrok. W omawianych tomach postaci katów przedstawione są en face przez co spojrzenie odbiorcy koncentruje się na symbolu na ich maskach. Nastrój obu okładek jest znacząco odmienny, ale obie zdecydowanie oddziałują na czytelnika.
We wnętrzu sytuacja wcale nie wygląda gorzej. Oczywiście poszczególne kadry nie są tak dopracowane jak kolorowe ilustracje umieszczone na obwolutach, jednak podczas lektury całość sprawia dobre wrażenie. Niektóre postaci bywają rysowane w niepokojący czy nawet odstręczający sposób, ale nie wynika to z braku umiejętności, czy staranności, tylko jest celowym zabiegiem artystki.
Więcej tego samego
Co prawda po pierwszym tomie nastrój opowieści uległ zmianie za sprawą wprowadzenia większej liczby postaci zaludniających Podziemne Tokio, ale potem czytelnik otrzymuje już to, czego może się spodziewać. Jeśli początek opowieści przypadł komuś do gustu, to kontynuacja zdecydowanie nie będzie rozczarowaniem. Jednocześnie oznacza to, że nie nastąpiła jakościowa zmiana i jeśli ktoś liczy, że historia może z czasem bardziej mu się spodobać, to zapewne się rozczaruje. Kenji Sakaki trzyma porównywalny poziom zarówno, jeśli idzie o tworzenie fabuły, jak i światotwórstwo czy wreszcie warstwę graficzną.
