David Chauvel i Jérôme Lereculey wymyślili cykl Pięciu krain wypełniony zwierzęcymi bohaterami, który bardzo dobrze przyjął się w naszym kraju. Czy ich kolejny komiks pt. Wollodrïn, rozgrywający się w typowym świecie fantasy okaże się równie fenomenalny?
Wyprawa, z której nie wszyscy wrócą żywi
Mam w kolekcji trochę komiksów fantasy, ale do tej pory jeśli chodzi konkretnie, o takie typowe high fantasy z elfami, orkami i krasnoludami itd., absolutnie najlepsze były dla mnie powieści graficzne ze Świata Akwilonu. I po kilku fenomenalnych tomach wydanych w tym roku z tego cyklu, absolutnie nie byłem przygotowany na to, że cokolwiek przebije to uniwersum. A jednak przyszedł Wollodrïn od Lost in Time i pozamiatał. Pierwszy tom tej epickiej przygody składa się z pięciu rozdziałów, które z kolei przekładają się na trzy główne wątki. Zatem omówię je teraz po kolei:
Poranek popiołów – fenomenalny początek, spotykamy naszych bohaterów w lochu, gdzie czekają na egzekucje. Jednakże okazuje się, że są w czepku urodzeniu, ponieważ niejaki Gast z księstwa Regonem postanawia ich wynająć do brudnej roboty. Przy okazji organizuje też epicką ucieczkę z więzienia. Zadanie jest proste w założeniach. Trzeba udać się na ziemię orków i uratować dziedziczkę jednego z rodów. Jednakże, jak to w życiu bywa, wszystko po drodze się komplikuje. Na przykład nasi biedni bohaterowie, kompletnie przypadkiem lądują w samym środku bitwy!
Konwój – w tej opowieści doszło do rozdzielenia bohaterów z Poranka popiołów i obserwujemy dalsze losy jednej z głównych postaci oraz nowego protagonisty, który przewinął się we wcześniejszym rozdziale. Opowieść koncentruje się na ochronie konwoju grupy wyznawców Ernöna (co ciekawe, to tacy ichniejsi Amisze!). Niestety nasza dwójka bohaterów podejmuje fatalną w skutkach decyzję i po zapasy zachodzi do Ergon Hel, miasta, w którym rozpęta się piekło…
Ten, który śpi – dla odmiany ta opowieść nie łączy się nijak z poprzednimi historiami. Koncentrujemy się tu na postaci młodego krasnoluda, który postanawia się udać do podziemnej zakazanej krainy, aby zdobyć kwiat dla uroczej dziewczyny…

Krasnoludy, ludzie, elfy i orkowie
Powiem, wam, że gdyby Lost in Time wydało tylko Poranek popiołów, to powiedziałbym, że to jest dla mnie dziesiątka. Absolutnie, mamy do czynienia z fenomenalną historią i to za sprawą naszych bohaterów. Prym wiedzie w tej niedopasowanej gromadzie Jokki. Krasnolud, któremu gęba się nie zamyka. Jakby tego było mało, ma dość swobodne podejście do życia, więc żartuje nawet w lochu! A potem wywija taki numer swoim kompanom, że aż ryknąłem śmiechem w czasie lektury. Ja już byłem przekonany, że autorzy wprowadzą nowy wątek, a to był jedynie dowcip. To jednak nie wszystko, okazuje się, że Jokki ma drugie oblicze. To odkrycie zszokowało mnie niesamowicie!
Kolejna postać, to Ebrinh, zdolny wojownik, który przede wszystkim ujął mnie swoją opowieścią, o swej ciekawej przeszłości. Doprawdy, jaka to piękna scena, gdy widzisz, co się faktycznie wydarzyło, a jednocześnie czytasz dymki, w których to mości Ebrinh perfidnie kłamie!
Pierwszy Retiarius Etzarn, przez polityczne machlojki został wrobiony i skazany na śmierć. W teorii pozbawiony honory, a jednak z jakiegoś powodu, my czytelnicy, jak i zresztą zleceniodawca wiemy, że Retiarius, choć mógłby uciec, nie odpuści, aż nie zrealizuje zadania. W końcu złożył obietnice, że ocali dziewczynkę. Dość szybko to właśnie on przejmuje dowodzenie nad niesforna grupą bohaterów i trzyma ich krótko. Dzięki czemu dochodzi do kilku zabawnych dialogów (oczywiście z udziałem Jokkiego).
Poza tą trójką pojawia się jeszcze kilku ciekawych bohaterów. Mamy też w drużynie jedną kobietę, czyli tropicielkę Onimaku. Niemniej nie chcę się aż tak rozpisywać o każdej postaci. Ważniejsze jest to, że naprawdę polubiłem naszych protagonistów. Najbardziej dla mnie szokująca była dramatyczna scena… śmierci jednej z postaci. Niby jeszcze za dobrze nie poznałem tego bohatera, ale zrobiło mi się autentycznie przykro. Wiedziałem, że nie żyje, ale i tak przewracając kolejną stronę, liczyłem, że może jednak przetrwał, bo tak bardzo chciałem go znów zobaczyć w akcji.

Malowniczy krajobraz fantasy
Nie samą fabułą stoi komiks! Jak zatem wygląda sprawa z oprawą graficzną? W moim odczuciu jest przyzwoicie. Mniej więcej poziom podobny, jak w przypadku Świata Akwilonu, czyli bardzo miło ogląda się to intrygujące uniwersum fantasy. Chauvel wymyślił też kilka oryginalnych stworów, które zostały epicko zilustrowane przez Lereculeya. No i sceny batalistyczne też mają rozmach. Najbardziej za to podoba mi się projekt elfów. Popkultura przyzwyczaiła nas, że ta rasa tak typowa dla światów fantasy zwykle cechuje się niebywałą urodą. W Wollodrïnie przypominają raczej obcych przybyszów z innej planety! Wydanie, jak to w przypadku Lost in Time stoi, na bardzo wysokim poziomie. Niestety nie uświadczymy tutaj niestety żadnych dodatków, a tym bardziej mapki, a właśnie tego elementu mi najbardziej brakuje.
Czy warto odkryć sekrety Wollodrïna?
Wollodrïn ciężko mi jednoznacznie ocenić. Znaczy, gdyby to był tylko Poranek popiołów, to prawie na pewno powiedziałbym, że to jest pierwsze miejsce w kategorii najlepszy komiks 2025 roku. Wzruszyłem się, polubiłem bohaterów, nie raz wybuchnąłem śmiechem. Sam świat i postacie po prostu zaciekawiły mnie od razu! Wszystko, tu było, aby dać 10. Potem jednak poziom trochę spada. Jasne, nadal są to mocne opowieści, choć taki Konwój wydaje mi się trochę wtórny ze względu na podobne opowieści, które czytałem w komiksach ze Świata Akwilonu. Niestety pierwsza z trzech opowieści dostałaby ode mnie dychę, a pozostałem dwie ósemkę, co daje nam mocną dziewiątkę. I tym sposobem nadal moim najlepszym komiksem 2025 roku pozostaje Świat Arkadiego t. 2. Nie zmienia to oczywiście faktu, że najbardziej będę czekał w przyszłym roku właśnie na kontynuacje Wollodrïna! Jestem ciekawy, co się wydarzy w drugim tomie, a przede wszystkim pragnę się przekonać, czy zostaną domknięte wątki z Poranka popiołów! Polecam wszystkim, bo to kawał genialnego i wcale nie tak generycznego fantasy, jak można było się spodziewać. Dla samego obcowania z tym delikatnie mówiąc pomylonym krasnoludem Jokkim, warto sięgnąć po ten komiks. Z całego serca miłośnika fantasy polecam Wollodrïn!!!
PS: Chciałbym przy okazji wspomnieć, że w Wollodrïnie, w przeciwieństwie choćby do Świata Akwilonu, różne rasy posługują się innymi językami. Kolejny plus dla pozycji od Lost in Time!

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.