Teresa Valero wraca do swojego noiru z chirurgiczną precyzją i większym rozmachem. Contrapaso. Dla dorosłych, z zastrzeżeniem to druga odsłona cyklu, która nie tylko domyka pytania po pierwszym tomie, ale i poszerza pole widzenia – od kryminału ku wiwisekcji państwa opartego na strachu. To wciąż rzecz wybitnie „dla dorosłych”: nie ze względu na dosłowność, lecz na temat, ciężar i konsekwencję.
Noir w objęciach dyktatury
Rok 1956. Europa oswaja już Hiszpanię Franco, a Madryt balansuje między amerykańskim blichtrem a żelazną cenzurą. Na tej scenie Valero rozstawia swój duet: Emilio – dziennikarz, falangista z instynktem śledczego – i León, syn socjalistów, władzy zawsze „nie po drodze”. Towarzyszy im Paloma, kuzynka Leona, wojująca feministka, której wściekłość jest jednocześnie tarczą i młotem. Sprawa wydaje się „filmowa” aż do bólu: trup znaleziony w kinie z taśmą w ustach. Ale taśma to tylko wstążka zawiązująca pakiet większych brudów: korupcję instytucjonalną, handel dziećmi, opresyjny aparat, który mielił sumienia jak taśmę w projektorze.
Valero pracuje jak dokumentalistka i reżyserka jednocześnie. Odtwarza miejsca, plotki, rekwizyty epoki; świat przedstawiony jest oszałamiająco wiarygodny, a jednocześnie podszyty mrokiem – miejscami jakby rysowany cieniem Goyi. Frankofońska „szkoła” kadrowania przeplata się z iberyjskim nerwem: nic nie jest przerysowane, za to kontrast – światło/cień, uśmiech/strach – tnie jak brzytwa. Kiedy trzeba, narracja przyspiesza do „kinetycznego” noiru; kiedy indziej każe nam zastygnąć w stopklatce i policzyć oddechy.
Tak jak w najlepszych kryminałach społecznych, sprawa jest tylko narzędziem. Badamy nie tylko motyw i narzędzie zbrodni, lecz tkankę kraju: fałszywe pojednanie, gęstą sieć donosów, mechanizm ucieczki w konsumpcyjny miraż. Z pewnością – miejscami Contrapaso koresponduje z telewizyjnymi kronikami zbrodni (jak kultowy serial RTVE magazynie El Caso z lat 60.), ale Valero robi krok dalej: każdy kadr to też przypis do historii najnowszej.

Research, który czuć w kościach
Emilio i León nie są komiksowymi typami, tylko ludźmi uwikłanymi – w ideologie, w klasę, w pamięć. Paloma nie gra tu „dodatku progresywnego”, tylko pełnoprawną oś konfliktu i sumienia. Dialogi są sprężyste, chemia w duecie – wyczuwalna; to ci sami „sympatyczni partnerzy” co wcześniej, ale bardziej poobijani, bardziej świadomi ceny.
Ta opowieść stoi na badaniach. W topografii, kostiumie, żargonie. Dzięki temu nawet sceny akcji mają ciężar gatunkowy – nie są popisem formalnym, tylko konsekwencją układu sił. Plus dla polskiego wydania za przekład: język półwyspu Iberyjskiego, jego rejestry i „skręt idiomatyczny” są przeniesione z wyczuciem; gdzie trzeba, pozostawiono hispanizmy, by nie wygładzać chropowatości.
Pierwszy tom kończył się domknięciem z pytaniami. Drugi odpowiada – ale nie osładza. To noir, w którym „sprawiedliwość” rzadko znaczy to samo dla obywatela i dla państwa. I choć sprawę można uznać za rozwiązane, sedno pozostaje: jak żyć w kraju, który nauczył się czarno-białych kadrów? Contrapaso. Dla dorosłych, z zastrzeżeniem to kryminał, który dekonstruuje reżim, a nie tylko go dekoruje. Gęsty, pięknie narysowany, boleśnie aktualny.
