Peter Parker nie ma chwili wytchnienia – wystarczyło, że na horyzoncie pojawił się Sęp, a już wplątał się w kolejne zamieszanie. Tym razem jednak stawka jest wyjątkowa, bo w jubileuszowym numerze Amazing Spider-Mana na scenę wkracza nowa, złowieszcza drużyna i wielka bijatyka, która zamienia urodzinową okazję w prawdziwe superbohaterskie przyjęcie.
Mogę pomóc, to pomagam
Drugi tom Nowej Złowieszczości Zeba Wellsa to przede wszystkim mieszanka jubileuszowego widowiska i powrotu do powolnie rozwijanej głównej intrygi. Trzon tomu stanowi rozbudowany, 86-stronicowy numer 6 (w oryginalnej numeracji – 900), w którym Spider-Man musi zmierzyć się z kolejną wersją Super Adaptoida, uzbrojonego w moce Złowieszczej Szóstki. Wells sięga tutaj po klasyczne elementy – Żywy Mózg, złoczyńców z lat 60. i jubileuszowy klimat – ale sprowadza to do jednej, długiej sekwencji akcji. Pomysł na przeciwnika, który obsesyjnie chce odpowiedzieć na pytanie „kim jest Spider-Man?”, jest ciekawy, lecz sama historia chwilami wydaje się rozciągnięta i oparta bardziej na widowisku niż na fabularnym ciężarze. Jednocześnie Wells dobrze balansuje ton, nie czyniąc głównego złoczyńcy jednoznacznie złym.

Po jubileuszowym epizodzie narracja wraca na znajome tory – Peter Parker ponownie spotyka Normana Osborna, tym razem nie jako odwiecznego wroga, lecz sprzymierzeńca próbującego odkupić winy. Ten nietypowy sojusz zostaje wystawiony na próbę, gdy do akcji wkracza Vulture, tym razem napędzany osobistą zemstą. Konflikt, choć oparty na klasycznym komiksowym nieporozumieniu, daje Wellsowi okazję do przypomnienia, że w tym uniwersum dawne antagonizmy mogą prowadzić do nieoczekiwanych sojuszy. Nowa zbroja Petera, skonstruowana przez Osborna i wyposażona w goblinowe gadżety, to symbol tego ryzykownego eksperymentu. Szkoda tylko, że całość czyta się jako historię bardziej nastawioną na zestawianie postaci i ich wzajemnych interakcji niż na wyjaśnianie głównych zagadek fabularnych. O tym jednak trochę później, bo…
Spójrzmy, co my tutaj mamy
Pod względem wizualnym drugi tom Nowej Złowieszczości to prawdziwy pojedynek dwóch uznanych artystów – Eda McGuinnessa i Johna Romity Jr.. Każdy z nich wnosi do serii odmienną stylistykę, co sprawia, że komiks jest zróżnicowany wizualnie i daje czytelnikowi dwa różne spojrzenia na Spider-Mana. McGuinness odpowiada za jubileuszowy, rozbudowany numer 6 (900) i trzeba przyznać, że to popis jego dynamicznego stylu. Kadry są duże, ekspresyjne, pełne energii, a postacie mają wyraźnie podkreślone proporcje – chwilami wręcz „kreskówkowe”, co doskonale pasuje do widowiskowej akcji i odświętnego charakteru tej historii. To rysunki, które robią wrażenie rozmachem i detalami, nawet jeśli sama opowieść bywa zbyt rozwleczona. 70 stron pozwoliło McGuinnessowi w pełni zaprezentować wachlarz umiejętności: od monumentalnych ujęć Złowieszczej Szóstki po dynamiczne sekwencje walki z Super Adaptoidem.

W dalszej części tomu pałeczkę przejmuje Romita Jr., którego styl od lat budzi mieszane reakcje, ale tutaj widać, że jest w dobrej formie. Owszem, jego postacie bywają kanciaste, a twarze nie zawsze prezentują się atrakcyjnie, jednak akcja narysowana przez niego ma wyjątkową płynność i ciężar. Walka z Sępem czy prezentacja nowej zbroi Petera z goblinowymi gadżetami wypadają bardzo efektownie. Pomaga tu też tuszowanie Scotta Hanny, które wygładza kontury i nadaje planszom spójności. Ogólnie obaj artyści potrafią świetnie uchwycić kontrast między codziennym Peterem Parkerem a pełnym energii Spider-Manem, dzięki czemu ich style dobrze się uzupełniają, zamiast ze sobą rywalizować.
Dobrze, czy nie dobrze?
Kolejny komiks z serii Zeba Wellsa to mieszanka wzlotów i upadków. Z jednej strony otrzymujemy efektowny, jubileuszowy numer, który wizualnie robi ogromne wrażenie i w ciekawy sposób celebruje 60-lecie Spider-Mana, a także intensywną, emocjonującą walkę z Sępem – jedną z najlepszych sekwencji akcji w ostatnich komiksach z pajęczakiem. Z drugiej strony centralna narracja nie spełnia do końca oczekiwań, a decyzje Petera bywają zaskakujące i nie zawsze spójne z jego dotychczasowym wizerunkiem.
Niestety komiks, składający się jedynie z trzech zeszytów, cierpi momentami na brak głębi i niuansów, które uczyniły pierwszy tom tak udanym. Krótka forma sprawia, że pewne wątki zostają zepchnięte na dalszy plan lub zupełnie pominięte, co może rozczarować część fanów. Wciąż brak odpowiedzi, co tak naprawdę zrobił Peter sześć miesięcy wcześniej i dlaczego jego relacje z Avengersami, Fantastyczną Czwórką czy Mary Jane są tak napięte. Co gorsza, nieco schematyczne rozwiązania fabularne, jak konflikt wynikający z prostego nieporozumienia, sprawiają wrażenie zbyt dobrze znanych i przewidywalnych.

Mimo to nie można odmówić temu tomowi kilku mocnych momentów. Świetna oprawa graficzna – zarówno McGuinnessa w numerze rocznicowym, jak i Romity Jr. w historii z Sępem – nadaje całości odpowiedniego rozmachu i dynamiki. Pojawia się też ciekawy rozwój w życiu zawodowym Petera, związany ze współpracą z Normanem Osbornem i debiutem nowego kostiumu inspirowanego goblinową technologią. Podsumowując Nowa Złowieszczość to przyzwoita, choć nie wybitna odsłona przygód Spider-Mana – mocna przede wszystkim wizualnie i w scenach akcji, ale fabularnie ustępująca swojemu poprzednikowi. To tom, który warto przeczytać dla jubileuszowego numeru i intensywnej konfrontacji ze starym przeciwnikiem, choć pozostawia nadzieję, że kolejne części zaoferują bardziej wielowarstwową i satysfakcjonującą narrację.