W życia wędrówce na połowie czasu…
Jesień, czas zamierania i gorączkowych przygotowań do zimy. Dla wielu stworzeń oznacza po prostu koniec życia. Liście lecą z drzew, a wśród nich jeden bardziej wygadany, żółty i brzozowy, który głęboko wierzy, że czeka go jeszcze co najmniej drugie tyle do przeżycia. Przecież opadnięcie z gałęzi to początek pięknej przygody! Rozpoczynająca się w ten sposób droga, zgodnie z legendą, kończy się nie w niebie, ale na jesiennym przyjęciu!
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi można zrobić tylko jedno: spróbować na niego wrócić. Koniec języka za przewodnika, zaradny listek spotyka grzybową pannę, która niczym Wergili wskaże mu kierunek ku słońcu. Jak w pierwowzorze odkryją po drodze kolejne kręgi… no, może nie przesadzajmy już z analogiami. Porządna przygoda zawsze oznacza, że kogoś się po drodze spotyka, poznaje nowe sposoby na życie i rozumienie świata.

Tylko Beatrycze
Skoro jesteśmy w Boskiej Komedii i wiemy, kto gra Dantego i Wergiliusza, gdzie umiłowana tego pierwszego? O, tu sprawa się komplikuje. Listek zasadniczo nie jest skłonny do romantycznych czy mistycznych uniesień. Grzybka tęskni za jednym takim, ale to wątek poboczny. A jednak w najgłębszym kręgu piekła pojawia się Ona… Boginka? Lesza? Wieczna kobiecość (czyli wycieczka w rejony faustowskie?) z początku nie robi najlepszego wrażenia, ale dajcie jej chwilę. Nie obiecuję, że wszystko się wyjaśni, bo daleko jej do spodziewanej siły życiowej, po której przejściu kwitną kwiaty i zazielenia się trawa. To raczej personifikacja mądrości rozkładu, kompostujący na pewno pokochają tę postać!
Ulla Donner cytuje Boską Komedię nieraz, chociaż nie są to frazy znane każdemu. Zerknijcie na sam koniec komiksu, gdzie znajdziecie pełną listę — przekonacie się, że Dante miał poczucie humoru. Dla nas tłumacz, Piotr Paczkowski skorzystał z przekładu Jarosława Mikołajewskiego, najnowszego na polskim rynku. Brzmi to świetnie, czytelnik z miejsca orientuje się, że stworzenia lasu od czasu do czasu wpadają w podniosły nastrój i przemawia przez nie poeta. Bywa i tak, że cytat wpleciony jest w dialogi bardzo naturalnie i poczujecie tylko lekkie swędzenie podejrzenia… lub dowiecie się o nim dopiero przeglądając spis wtrętów z Dantego.
Kreska Donner… a może powinnam od razu napisać plama? Bo w tych kadrach chodzi raczej o kolor, zwłaszcza czerń i żółć, z których mroków wydobywają się kolejne kształty. Autorka często tworzy kompozycje na całą stronę, barokowe, skręcające ku turpistycznej estetyce płyty nagrobnej. Doskonale oddaje to ciężki nastrój rozpadu późnej jesieni, atmosferę jak z Upadku domu Usherów czy Deszczu jesiennego Staffa. Las dawno poprzerastał grzybnią i kłączami, na jego dnie narosła wilgotna warstwa mniej energicznych znajomych listka… Czujecie te orzechowe zapachy?
Barokowe ciężary i memento mori nie wyczerpują treści Naturalnej komedii. Znajdziecie tu też zupełnie współczesne wątki ekologiczne czy społeczne. Nawet grzyby poddają się dyktatowi nierealistycznych wzorców piękna i szczęścia jak z Instagrama. Donner przez cały komiks miesza wysokie z niskim, dokładnie jak Dante, co wydaje mi się świetnym i wciąż świeżym pomysłem, chociaż może was też czasem wytrącać z nastroju, jeśli ponadczasowy smętek i staczanie się ku śmierci przemawia do was jakoś bardziej.
Myślę, że po kontakcie z Naturalną komedią nieco inaczej spojrzycie na późnojesienne, mało instagramowe liście zalegające leśne runo czy miejskie chodniki. Donner nie tyle pokazuje piękno ich rozkładu, ile zwraca uwagę na interesującą degrengoladę, jakiś taki pociągający smrodek, kuszące rozchełstanie, buntowniczy turpizm. I nawet nie musi powtarzać, że wiosną z tego będzie cudo. Upadek ma tu wartość samą w sobie, poddanie się grawitacji, powolność spokojnego gnicia.
