Któż nie zna Króla Artura, Merlina czy Mordreda? Chociaż ich historia doczekała się bardzo wielu powtórzeń to jednak twórcy wciąż mierzą się z nią na nowo. W opowieściach eksplorowane są różne warianty, a część z nich odbiega bardzo daleko od pierwowzoru. W omawianym komiksie z tematem zmierzyły się trzy osoby – scenarzysta Jérôme Le Gris oraz dwóch rysowników – Benoît Dellac i Paolo Martinello.
Zachwycające rysunki
Tym co rzuca się w oczy już na okładce są fenomenalne ilustracje. Każda strona wypełniona jest pracami, które nie tyle przykuwają wzrok, co zachwycają. Nie wszystkie postacie są piękne, ale wszystkie narysowane są bardzo dobrze. Twórcy bardzo umiejętnie operują kreską oraz kolorami by oddać tajemniczą i groźną atmosferę opowieści.
W komiksie dominują niewielkie kadry – często przedstawiające tylko jednego lub dwóch bohaterów. Szkoda, że nie otrzymaliśmy większej liczby dużych prac. W całostronicowych ilustracjach zdecydowanie lepiej byłoby widać zachwycający styl Paolo Martinellego.
Wydanie Pendragona oddaje sprawiedliwość przepięknym ilustracjom. Duży format, twarda oprawa, kredowy papier – wszystko doskonale do siebie pasuje i pozwala w pełni docenić warstwę wizualną opowieści, która zdecydowanie jest jej najmocniejsza stroną.

Zawiązanie akcji
Dużo ciężej ocenić jest fabułę komiksu. Pierwszy tom obejmuje niewiele ponad sto stron historii. Twórcy dobrze pokazują nam ramy w jakich rozgrywać się będzie opowieść. Otrzymujemy połączenie realiów historycznych, z celtycką mitologią i dark fantasy. Niestety sam sposób przedstawienia wydarzeń pozostawia co nieco do życzenia. O ile ilustracje zachęcały do zatrzymania wzroku, a po nasyceniu się nimi przewrócenia strony, o tyle fabuła nie była zbyt wciągająca. Na szczęście wraz z rozwojem wydarzeń sytuacja lekko się poprawia.
Le Gris zanadto skoncentrował się na przedstawieniu świata, a za mało uwagi poświęcił samej opowieści. Tak naprawdę pierwszą odsłonę Pendragona dałoby się streścić w zaledwie kilku zdaniach. To z jednej strony rozczarowuje, ale z drugiej można mieć nadzieję, że w dalszej części scenarzysta przedstawi bardziej frapującą część historii. Sugeruje to druga część komiksu, która jest zdecydowanie bardziej interesująca. Pozostawia ona pewien niedosyt i zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.
Plejada postaci
Na stu stronach Pendragona spotykamy całą plejadę postaci. Tylko niektóre z nich poznajemy nieco lepiej – większość jest ledwie zarysowana. Wśród nich pojawiają się osoby, znane z większości inkarnacji opowieści o Arturze – Merlin, Gawain, Mordred, Morgana i rzecz jasna sam Artur. Są też jednak postaci, mniej rozpoznawalne, a także takie nie pojawiające się w innych wersjach mitu.
Trochę szkoda, że większość bohaterów nie jest zbyt pogłębiona – dobrze by było lepiej zrozumieć ich motywacje, przekonania i pragnienia. Spośród wszystkich przedstawionych bohaterów najciekawszy wydaje się Mordred, który z pewnością odegra ważną role w dalszej części historii.
Piękne, lecz średnie otwarcie
Twórcy oddali w ręce czytelników komiks bardzo dopracowany w warstwie wizualnej jednak pozostawiający pewien niedosyt w kwestiach fabularnych. Szkoda, bo zdecydowanie widoczny jest potencjał. Pozostaje mieć nadzieję, że w kontynuacji opowieści wszelkie niedostatki zostaną poprawione i legenda o Królu Arturze po raz kolejny będzie mogła zabłysnąć niczym dobyty Excalibur (czy też Calibur, jak twórcy określają miecz w tej odsłonie).
