Miejsce do rozmowy ze zmarłymi
Omawiana gra zaprasza nas do śledzenia poczynań młodej kobiety imieniem Sam. Po wcześniejszym zebraniu informacji na temat domostwa, w którym rzekomo znajduje się miejsce do kontaktu ze zmarłymi, wybiera się zdeterminowana w podróż, z zamiarem skontaktowania się z jedną z jej bliskich osób. Z kim dokładnie i czemu? Tego nie wiemy. Uwaga co do lokacji docelowej jest tylko jedna: podobno z tego miejsca nikt nigdy nie wrócił.
Fabularna otoczka Heartworm to miks psychologicznego horroru i surrealistycznej wizji innego świata. Początek jest dość tajemniczy i nie do końca wiemy, z kim chce porozmawiać bohaterka oraz o co chce zapytać. Jednym z ważniejszych aspektów drogi bohaterki są miejscówki bezpośrednio powiązane z Sam. Gdy badamy otoczenie, możemy dowiedzieć się więcej o samej protagonistce oraz jej bliskich. I jest to naprawdę mocny aspekt produkcji, bo całe tło skrywające się za podróżą jest na tyle tajemnicze i podawane szczątkowo, że nie stracimy przez całą grę zainteresowania przedstawionymi wydarzeniami.

Inspiracja najlepszymi
Rozgrywka składa się z wielu inspiracji najlepszymi survival horrorami z ery Playstation 1 oraz 2. Już samo przejście przez pierwsze drzwi zdradza, że zmiany lokacji zostały „zapożyczone” z pierwszych odsłon serii gier Resident Evil, ponieważ widzimy charakterystyczną animację, którą fani serii dobrze znajdą. To tylko początek, bo sam wygląd inwentarza, walka czy projekty lokacji, to w pełni staroszkolny styl horrorów z epoki PSX. Dodatkowo możemy modyfikować naszą rozgrywkę, ustawiając kamerę zza pleców naszej bohaterki podczas celowania (polecam włączyć tą opcję, bo więcej można dzięki niej dostrzec), zamiast klasycznego formatu lub mamy możliwość zmiany stylu sterowania na bardziej współczesny.
Niestety niektóre aspekty rozgrywki wyszły średnio. Kamera, mimo statycznych form, potrafi mocno szaleć podczas zmiany perspektywy, a ustawienie widoku zza pleców bohaterki podczas walki również może zdezorientować gracza. Walka w swojej formie jest bardzo prosta, bo korzystamy jedynie z aparatu fotograficznego jako broni (Fatal Frame się kłania), do którego znaleźć można różne modyfikatory, np. pozwalające na wykonanie 3 szybkich fotek za jednym strzałem. Jednak walka sama w sobie jest mocno nieopłacalna. Od zwykłych przeciwników możemy bardzo łatwo uciec, a warto to robić, by oszczędzić amunicję oraz zasoby medyczne. Są jednak walki, których nie da się ominąć, mianowicie walki z bossami. Te potyczki jednak nie należą do najtrudniejszych. Dowodem na to jest fakt, że w grze jest osiągnięcie za poniesienie śmierci i po ukończeniu całej gry… nie udało mi się go zdobyć.
Inna historia dotyczy zagadek. Ich poziom jest zmienny, co gwarantuje dobry balans między oczywistymi łamigłówkami, a tymi bardziej skomplikowanymi. Raz zdarzyło mi się utknąć w jednej lokacji, bo zgadywanka była dość nieoczywista, ale ostatecznie doznałem olśnienia, które kazało mi powiedzieć na głos „a no tak…!” i mogłem ruszyć dalej. Zagadki to zdecydowanie lepsza część produkcji, w porównaniu do walki. Tak samo warto zagrać na wzgląd na eksplorację, bo nie dość, że miejscówki są ładne, to również kluczowe jest zaglądanie w każdy kąt, bo może skrywać ukryte przedmioty.

Nieznany, ale mało straszny wymiar
Z produkcji można wyczuć klimat nie tylko nostalgii, ale również utraty, braku tych ostatnich słów do osoby, z którą nie możemy już porozmawiać oraz psychiczny ból. To nie jest historia łagodna, a będzie mocniej odczuwalna dla kogoś, kto w życiu stracił kogoś bliskiego. Chęć przekazania tych ostatnich słów przez Sam towarzyszy również nam. Kibicujemy bohaterce, by miała okazję to uczynić. Głównie dlatego, bo przez całą wędrówkę dzieli się z nami swoim życiem, swoimi wspomnieniami mniej lub bardziej przykrymi lub wesołymi. Cudowny jest klimat całego tytułu, jednak nie jest to równoznaczne ze strachem.
Strach objawia się głownie na początku, kiedy nie jesteśmy pewni co nas dalej czeka, czym może nas zaskoczyć inny, nieznany nam świat, a do tego potwory wydają się skrywać jakieś tajemnice dotyczące swego bytowania. Niestety ten czar pryska po godzinie, bo zauważamy, że wrogowie nie stanowią jakiegoś większego zagrożenia. Towarzyszą temu zabawne sytuacje, gdzie oponenci gonią nas przez pół mapy, nie mogąc nic zrobić. Do ust ciśnie się słynna piosenka t.A.T.u Nas ne dogonyat.

Z jednej krainy, do obszaru poza mapą
Tytuł niestety cierpi na sporą ilość błędów, również wpływających na rozgrywkę. Czasami gra zawiesi się, kiedy będziemy próbowali wejść w interakcję z obiektem. Wygląda to jakby miał wyświetlić się tekst, bo gra znowu wraca do normy po kilkukrotnym naciśnięciu przycisku odpowiedzialnego za przewijanie pola z pisemną treścią. Dodatkowo, po zapisaniu i wczytaniu gry następnego dnia zauważyłem, że zebrany wcześniej przedmiot znowu się pojawił. Po podniesieniu duplikatu zapisałem grę oraz wczytałem ponownie i… przedmiot znowu się pojawił, ale miałem jego egzemplarz już w ekwipunku. Dzięki temu mogłem mieć nieskończoną ilość materiałów leczniczych, jednak nie chciałem wykorzystywać tego błędu.
Pojawiły się również błędy dźwiękowe, gdzie słyszałem zmierzające w moją stronę kroki potwora, a po przeczekaniu potwór się nie pojawiał. Gdy spojrzałem w jego stronę okazało się, że słyszałem jego kroki, ale w ogóle się nie ruszał. Wisienką jednak na torcie był moment, gdzie w jednej z lokacji chciałem rozpocząć walkę z potworami, ale po chwili moja postać… wypadła za mapę i nie mogłem jej jakkolwiek wydostać.
Ostatnią rzeczą, do której chciałbym się przyczepić, jest minimapa. Bywa ona mocno nieczytelna ze względu na fakt, że połączenia do innych miejsc rozjeżdża się po całym zarysie mapy, a dodatkowo niektóre miejscówki składają się z dwóch fragmentów, przez co nie zauważymy, że przeszliśmy do innej lokacji.
Mimo tych błędów i niektórych mało dopracowanych elementów produkcji Heartworm to kawał klimatycznego doznania growego, które zaprasza gracza do wspólnej podróży w poszukiwaniu nieżyjącej persony, do której zmierza Sam. To wyprawa interesująca, głęboka i mimo wszystko dobrze zrobiona. Gra również do najdłuższych nie należy, bo ukończenie jej za pierwszym razem powinno zająć 4-5 godzin, jednak zdecydowanie zostanie ona z nami na dłużej.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od agencji Evolve PR, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.