W popkulturze najsłynniejszym barbarzyńcą jest Conana. Michael Moreci i Nathan Gooden postanowili rzucić mu wyzwanie i powołali do życia Owena barbarzyńcę. Czy morderczy bohater wyposażony w gadający topór przyćmi słynnego Cimmeryjczyka?
Krew, flaki i jeszcze więcej krwi…
Zazwyczaj na początku recenzji opisuje fabułę omawianej pozycji. Choć w tym wypadku mam nadzieję, że nikt ode mnie nie oczekuje, że rozwlekle opiszę ten aspekt w komiksie Barbaric. Znaczy, mógłbym w sumie w jednym słowie ją opisać, czyli rzeź. Jasne, przewija się w retrospekcjach motyw spotkania głównego bohatera z wiedźmami, które przeklęły go… „dobrem” (!). I teraz Owen może zabijać tylko tych złych. Ma jeszcze do tego gadający topór i spotyka sympatyczną wiedźmę, ale to i tak bardziej latanie od jednej rzezi do drugiej. Nie ma tu nic ciekawego pod względem fabularnym. Po prostu dużo krwi się leje, wbrew pozorom dużo się też gada, ale koniec końców historia jest bardzo uboga. Trochę lepiej wypadają bohaterowie. W popkulturze gadająca broń nie jest czymś nowym, ale nadal ten pomysł mi się bardzo podoba. W Barbaricu topór protagonisty upija się krwią, potrafi czkać i bełkotać, a nawet rozważać problemy językoznawcze. Jest to durne, momentami zabawne, często też bez sensu, ale jakkolwiek to zabrzmi, topór bohatera jest najciekawszą „postacią” (?) w tym komiksie. Choć jak kogoś koncept gadającej broni fascynuje, to najlepiej sięgnąć po genialną Furię. Poza bronią mamy naszego protagonistę, który jest prostym barbarzyńcą i przynajmniej nie jest mocno wkurzający, a za to momentami bywa zabawny. Pojawia się też prześladowana wiedźma, z ciekawą mocą, umożliwiającej jej przywoływanie przedmiotów, które ma wytatuowane na swoim ciele.

…i jeszcze więcej flaków i odciętych głów…
Pod względem graficznym Barbaric jest po prostu ok. Dużo krwi, cała masa niemilców, w tym duchy, jakieś węże, i piękny morderczy topór ze świecącymi oczyma. Przeleciałem przez ten komiks błyskawicznie bez jakiegoś większego zwracania uwagi na konkretne kadry. Natomiast przy wydaniu, muszę powiedzieć, że pierwszy raz rozczarowałem się jakością. Już nie raz Lost in Time wydawało komiksy w miękkiej oprawie, ale po raz pierwszy bez skrzydełek, więc, mimo, że przeczytałem tę pozycję, to już widać delikatne zagięcia rogów. Na plus za to oceniam dodanie galerii okładek na końcu tomu.

…przez klnącego niczym szewc barbarzyńce
Nie jestem rozczarowany Barbaricem, bo nie miałem względem niego większych oczekiwań. Nastawiłem się na lekka rozrywkę i to właśnie dostałem. Patrząc obiektywnie, to ciężko mi dać przyzwoitą notę tej pozycji, bo fabuły tu za grosz, bohaterowie jakoś dają sobie radę, głównie dzięki gadającemu toporowi. Masa tu flaków, krwi i przeklinania (według mnie aż za dużo tu przekleństw), jeśli ktoś potrzebuje takiej odmóżdżającej lektury, to będzie zadowolony. Dla mnie będzie to jeden z najgorszych komiksów, jakie przeczytałem w tym roku, ale jednocześnie niczym mnie specjalnie nie wkurzył ani nie zirytował (jak np. protagonista Miasta Latarni). Nie będę na pewno sięgał po kontynuacje, mimo że kilka razy parsknąłem śmiechem w czasie lektury pierwszego tomu. Niestety ten styl do mnie nie przemawia, ale jak ktoś lubi się odmóżdżyć nie tylko w czasie oglądania filmów klasy Z, to może spróbować sięgnąć po Barbarica. Jak dla mnie jest to idealna lektura do poczytania w łazience.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.