Jak analizować postać, wokół której koncentrują się wszystkie wydarzenia i która od początku wydaje się być faworyzowana przez bogów? A jeśli rzeczywiście cieszy się ich przychylnością, to dlaczego jego powrót do Itaki trwa aż dziesięć lat?
Wielowymiarowy problem
Gdyby Odyseusz wrócił do domu zaraz po wojnie trojańskiej, byłby jedynie zwycięskim wojownikiem – człowiekiem, który wygrał bitwę dzięki podstępowi, ale jednocześnie złamał jedno z najważniejszych praw: święte prawo gościnności ustanowione przez Zeusa. Nolan proponuje jednak zupełnie inną drogę. Jego Odyseusz wraca nie jako niepokonany bohater, a jako człowiek, który musiał zmierzyć się z własnymi czynami, poczuciem winy i konsekwencjami swoich decyzji. Dopiero po tej przemianie można uwierzyć, że naprawdę zasłużył na miano wybrańca bogów – nie dzięki sile, lecz dzięki odnalezieniu równowagi między mądrością, człowieczeństwem i honorem.
Kontrast ten doskonale obrazuje zestawienie dwóch scen. Podczas polowania Odyseusz napina cięciwę łuku, by ostrzec zwierzynę przed atakiem, dając jej szansę na ucieczkę. W wojnie trojańskiej postępuje odwrotnie – wykorzystuje zaufanie Trojan i łamie prawo gościnności, aby odnieść zwycięstwo. Ta wojna od początku wydaje się bardziej walką o honor niż o Helenę, lecz do tego wątku jeszcze powrócę.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie dlatego Homer skazał Odyseusza na dziesięcioletnią tułaczkę. Nie po to, by pokazać kolejne potwory i wyspy, lecz by opowiedzieć historię człowieka, który dopiero podczas podróży odkrywa, kim naprawdę jest.

Kontrowersje przed premierą
Odyseja w reżyserii Christophera Nolana stała się jednym z najgłośniejszych filmów tego roku. Jeszcze przed premierą ogromne emocje wzbudzała obsada: dyskutowano, czy Elliot Page sprawdzi się jako wojownik, czy Helena powinna być grana przez Lupitę Nyong’o, a także czy Zendaya jest odpowiednią aktorką do roli Ateny. Niezależnie od tych kontrowersji Nolan podjął się niezwykle ambitnego zadania i stworzył film, który wywołał skrajne emocje zarówno wśród krytyków, jak i widzów.
Wielu recenzentów określa Odyseję mianem najbardziej epickiego filmu w dorobku reżysera. Ogromne znaczenie ma tutaj rozmach realizacyjny – zdjęcia kręcone w technologii IMAX oraz spektakularna skala przedstawionego świata. Szczególnie dużo pochwał zebrał Matt Damon w roli Odyseusza, a także Robert Pattinson, Anne Hathaway i Tom Holland. Zdaniem wielu krytyków Damon stworzył jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze.
Jednocześnie Nolan zaskakuje kierunkiem, w którym prowadzi opowieść. Zamiast widowiskowego filmu przygodowego otrzymujemy historię o traumie wojennej, poczuciu winy, odpowiedzialności i konsekwencjach czynów. Potwory oraz mityczne stworzenia schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca psychice głównego bohatera.

THE ODYSSEY
Wartość wizualna
Już od pierwszych minut uwagę zwraca warstwa wizualna filmu. Stroje, scenografia oraz sama Itaka zachwycają surowością i autentycznością. Nolan odchodzi od romantyzowanej wizji starożytnej Grecji, przedstawiając ją jako świat monumentalny, chłodny i naznaczony wojną. Stonowana kolorystyka buduje atmosferę tęsknoty i nieustannego oczekiwania na tych, którzy nigdy nie wrócili z pola bitwy.
Każdy kadr przypomina starannie skomponowany obraz. Samo doświadczenie seansu w IMAX-ie stanowi jeden z największych atutów filmu. Niestety nie miałam okazji obejrzenia filmu w tym formacie. Jak przystało na Christophera Nolana, ograniczono wykorzystanie CGI do minimum. Naturalne krajobrazy Europy i Afryki, kamienne wybrzeża oraz światło pochodni sprawiają, że świat przedstawiony wydaje się wyjątkowo namacalny.
Zgodnie z artykułem opublikowanym w National Geographic Traveler, zdjęcia do filmu realizowano w autentycznych plenerach Grecji, Włoch, Maroka, Islandii i Szkocji. Wśród wykorzystanych lokacji znalazły się m.in. Jaskinia Nestora i plaża Voidokilia w Grecji (wykorzystane jako jaskinia Polifema i okolice podróży Odyseusza), wyspa Favignana na Sycylii (filmowa Itaka), Aït Benhaddou w Maroku (Troja), a także surowe krajobrazy Islandii (m.in. Hades i wyspa Heliosa) oraz szkockiego wybrzeża (okolice wyspy Kirke i część scen z Lajstrygonami). Dzięki wykorzystaniu rzeczywistych miejsc świat przedstawiony zyskuje na autentyczności, a każda z krain odwiedzanych przez Odyseusza wyróżnia się własnym, niepowtarzalnym charakterem.
Na uwagę zasługują również kostiumy. Ich odbiór okazał się jednak znacznie bardziej podzielony. Zamiast baśniowej estetyki twórcy postawili na realizm – len, skóra i naturalne tkaniny tworzą obraz społeczeństwa wyniszczonego wieloletnią wojną. Dla jednych było to odważne i przekonujące rozwiązanie, inni zarzucali filmowi zbyt zachowawczą kolorystykę oraz kostiumy sprawiające momentami wrażenie współczesnych.
Podobnie wygląda kwestia scenografii. Pałace, świątynie i miasta oddają monumentalny charakter epoki, a ich wnętrza, oświetlane niemal wyłącznie ogniem, budują niezwykłą atmosferę. Jednocześnie wiele lokacji pozostaje do siebie bardzo podobnych. Być może był to świadomy zabieg mający podkreślić realizm świata, jednak momentami utrudnia orientację i sprawia, że kolejne miejsca tracą własną tożsamość.

Dźwięki Odysei – od czarów Kirke do Travisa Scotta
Ścieżka dźwiękowa nie należy, moim zdaniem, do najmocniejszych elementów filmu, ale bardzo dobrze spełnia swoją funkcję. Nie jest to muzyka, która po seansie natychmiast pozostaje w pamięci, jednak znakomicie buduje napięcie i atmosferę kolejnych scen. Zamiast dominować nad obrazem, wspiera opowiadaną historię, co w przypadku tak monumentalnego widowiska wydaje się świadomą decyzją.
Szczególnie zapadła mi w pamięć scena z Kirke. Towarzyszący jej śpiew podczas rzucania zaklęć nadaje całej sekwencji niezwykle mroczny, niemal hipnotyzujący charakter. To właśnie dzięki muzyce przemiana wojowników w świnie staje się jedną z najbardziej niepokojących scen filmu, balansującą na granicy horroru.
Dużo emocji jeszcze przed premierą wzbudzał udział Travisa Scotta. Część internautów obawiała się, że jego obecność będzie próbą uwspółcześnienia Odysei i wprowadzenia elementów kojarzonych z rapem. W praktyce okazało się jednak, że jego pieśni zostały dobrze wpisane w świat przedstawiony i nie zaburzają klimatu filmu. Wręcz przeciwnie – stanowią interesujące nawiązanie do tradycji ustnego przekazywania eposów.
Uważam również, że obsadzenie Travisa Scotta było trafnym ruchem marketingowym. Współczesna kultura internetowa w ogromnym stopniu kształtuje zainteresowania najmłodszych odbiorców, a obecność jednego z najpopularniejszych artystów mogła zachęcić wiele osób do obejrzenia filmu z czystej ciekawości. Dobrym przykładem wpływu internetu na współczesną kulturę były protesty w Nepalu w 2025 roku, podczas których młodzi ludzie organizowali się głównie za pośrednictwem Discorda. Pokazuje to, jak silnie internet wpływa dziś na sposób uczestniczenia młodego pokolenia w kulturze i życiu społecznym. W tym kontekście wybór Travisa Scotta wydaje się nie tylko decyzją marketingową, ale również próbą dotarcia do nowego pokolenia widzów.

Między wojną a Itaką
Wracając do samej podróży Odyseusza, mimo że wiele epizodów zostało skróconych względem poematu Homera, film nie traci poczucia zagrożenia. Sceny z potworami przypominają chwilami kino grozy, jednak ich główną funkcją nie jest widowiskowość, lecz ukazanie stanu psychicznego bohatera. To właśnie jego wewnętrzna walka staje się głównym punktem całej opowieści.
Część recenzentów zwraca uwagę, że pierwsza połowa filmu rozwija się powoli i momentami może wydawać się zbyt statyczna. Wielu dodaje, że cierpliwość zostanie wynagrodzona świetnym filmem.
Pierwszym ważnym wydarzeniem jest zdobycie Troi. Nolan niezwykle sugestywnie oddaje emocje obecne u Homera, jednocześnie ukazując brutalność wojny w całej jej bezwzględności. Widz obserwuje mordowanie niewinnych ludzi, niszczenie dorobku kulturowego, świątyń i symboli religijnych oraz przemoc wobec kobiet. Właśnie te wydarzenia stają się źródłem traumy wojennej Odyseusza. Przez cały film obserwujemy u niego objawy przypominające PTSD – bohater nieustannie wraca myślami do zbrodni popełnionych zarówno przez siebie, jak i przez własnych ludzi.
W interpretacji Nolana fizyczna obecność Ateny wydaje się personifikacją tej traumy. Po zbezczeszczeniu świątyni i zamordowaniu kapłanki przez oddziały Agamemnona, bogini staje się nie tylko opiekunką Odyseusza, ale również ucieleśnieniem jego wyrzutów sumienia. Dzięki temu jej obecność nabiera głęboko psychologicznego znaczenia i wykracza poza klasyczne przedstawienie bogów znane z literatury klasycznej.
Po opuszczeniu Troi Odyseusz wraz ze swoimi ludźmi napada na kraj Kikonów, aby zdobyć zapasy potrzebne do dalszej podróży. Już tutaj Nolan ponownie przypomina o brutalności wojny – Grecy plądrują miasto, niszczą wszystko, co napotykają na swojej drodze, i traktują przemoc jako naturalny element codzienności. W jednej ze scen rozmawiają z mieszkańcem, od którego dowiadują się o sytuacji w Itace. Po raz pierwszy wybrzmiewa wtedy myśl, że świat, do którego chcą wrócić, może już nie istnieć w takiej formie, jaką pamiętają.
Kolejnym etapem podróży jest spotkanie z Polifemem. Nolan rezygnuje z widowiskowego pojedynku na rzecz napięcia i inteligencji Odyseusza. Cyklop zabija wielu wojowników, dlatego jedynym sposobem ucieczki okazuje się podstęp (kolejny) – oślepienie go rozżarzonym palem. To właśnie w tym momencie bohater ponownie zwycięża dzięki sprytowi, a nie sile. Jednocześnie sprowadza na siebie gniew Posejdona, ojca Polifema, który od tej chwili będzie prześladował go przez resztę podróży.
Film znacząco upraszcza ten fragment poematu. W przeciwieństwie do Homera pojawia się tylko jeden cyklop, a cały epizod zostaje mocno skrócony. Nie przeszkadza to jednak w zachowaniu jego symbolicznego znaczenia – Odyseusz po raz kolejny przekonuje się, że każde zwycięstwo ma swoją cenę.
Jeszcze bardziej brutalny okazuje się atak Lajstrygonów. Olbrzymy nie pozostawiają Grekom żadnych szans. Szczególnie ciekawym rozwiązaniem wizualnym jest wykorzystanie efektu paralaksy – obracające się drzewa potęgują poczucie chaosu i dezorientacji podczas walki. W późniejszych scenach olbrzymy zasypują flotę głazami, niszcząc kolejne statki i zabijając większość załogi.
Po tej tragedii ludzie Odyseusza są całkowicie zdruzgotani. Mimo to, za namową swojego wodza, postanawiają dopłynąć do kolejnego brzegu i uzupełnić zapasy. To jeden z pierwszych momentów, w których Odyseusz zaczyna otwarcie wątpić we własne decyzje. Coraz częściej zadaje sobie pytanie, czy prowadzi swoich ludzi we właściwym kierunku i czy którakolwiek z ich ofiar miała sens.
Po dotarciu na wyspę załoga rozdziela się. Odyseusz udaje się na polowanie, pozostali wojownicy kierują się w stronę domu, który dostrzegli z morza. Po drodze napotykają trzy dzikie koty – lwa, pumę i geparda. Można odczytać je jako symbol dawnych odwiedzających wyspy (mieszkańców, władców lub dowódców), których Kirke wcześniej przemieniła w zwierzęta. Lew, tradycyjnie kojarzony z królem, dodatkowo podkreśla ogrom jej mocy i zdolność podporządkowania sobie nawet tych, którzy wcześniej sprawowali władzę.
To właśnie tutaj poznajemy Kirke. Nolan przedstawia ją jako kobietę żyjącą w całkowitym odosobnieniu. Choć zgadza się ugościć Greków, od pierwszych chwil widać, że ich obecność budzi w niej lęk. Każe wojownikom zostawić broń przed domem, a atmosfera spotkania pozostaje pełna napięcia. Trudno nie odczytać tego jako komentarza do realiów wojny – dla samotnej kobiety pojawienie się uzbrojonych żołnierzy oznacza przede wszystkim zagrożenie.
Scena uczty należy do najmocniejszych w całym filmie. Wojownicy rzucają się na jedzenie z nienaturalną zachłannością, jakby nie potrafili już kontrolować własnych instynktów. Wtedy Kirke wypowiada jedno z najbardziej znaczących zdań filmu:
„Mężczyźni są nienasyceni. Nigdy nie mają dość”.
Chwilę później zamienia ich w świnie. Sama przemiana została zrealizowana niemal jak scena z horroru – jest brutalna, odpychająca i niezwykle sugestywna. Ugniata ich ciała jak glinę, nadając im nową formę.
W tym samym czasie Odyseusz kończy polowanie. Zanim wypuszcza strzałę, napina cięciwę łuku, ostrzegając zwierzynę przed atakiem. To drobny gest, ale ma ogromne znaczenie symboliczne. W przeciwieństwie do wydarzeń spod Troi daje swojej ofierze szansę na ucieczkę. Nolan wyraźnie pokazuje, że bohater powoli zaczyna kierować się innym systemem wartości – tym sprzed wojny.
Po spotkaniu z Kirke Odyseusz słyszy od niej gorzkie oskarżenie. Zarzuca mu, że zaufał własnym ludziom i bez wahania pozwolił uzbrojonym wojownikom wejść do domu samotnej kobiety. Przypomina mu, że ci sami mężczyźni jeszcze niedawno gwałcili, mordowali i plądrowali kolejne miasta. Jej słowa wybrzmiewają wyjątkowo mocno, ponieważ pokazują wojnę z perspektywy kobiet – tych, które nie walczyły na polu bitwy, lecz każdego dnia żyły w strachu przed przybyciem kolejnej armii. A może przed „ludźmi morza”?
Nawet po odzyskaniu ludzkiej postaci jeden z wojowników pyta Odyseusza, dlaczego zamierza oszczędzić „wiedźmę”. To krótkie zdanie doskonale pokazuje, jaki los spotkałby Kirke, gdyby nie dysponowała własną magią. Film wyraźnie sugeruje, że kobiety w świecie wojny stawały się ofiarami niezależnie od tego, po której stronie konfliktu się znajdowały.
Choć jestem w stanie docenić sposób, w jaki Nolan pokazuje zagrożenie, z jakim mierzyły się kobiety podczas wojny, sama postać Kirke pozostawiła we mnie spory niedosyt. Dla wielu współczesnych czytelniczek i badaczek jest ona jedną z najbardziej fascynujących bohaterek Odysei – niezależną, świadomą własnej siły, samowystarczalną i posiadającą wiedzę, której mężczyźni się boją. Tymczasem w filmie jej charakter został wyraźnie uproszczony.
Nie można jednak zaprzeczyć, że pomimo uproszczenia postaci Kirke, Samantha Morton stworzyła jedną z najbardziej wyrazistych kreacji w całym filmie. Jej Kirke jest jednocześnie tajemnicza, niepokojąca i pełna gniewu, a sam sposób, w jaki aktorka prowadzi tę postać, nadaje jej scenom niemal horrorowy charakter. Morton ukazuje Kirke nie tylko jako potężną czarodziejkę, ale także jako kobietę świadomą własnej siły i rozczarowaną mężczyznami, którzy wielokrotnie doprowadzali ją do cierpienia. W rezultacie bohaterka staje się jedną z najciekawszych kobiecych postaci filmu i wnosi do opowieści wyraźny, choć nienachalny, wątek feministyczny.
W poemacie Homera Odyseusz pozostaje z Kirke przez rok, a ich relacja jest znacznie bardziej złożona. Można odnieść wrażenie, że Nolan świadomie ogranicza ten wątek, przedstawiając Odyseusza jako bardziej lojalnego wobec Penelopy. W efekcie Kirke zostaje sprowadzona przede wszystkim do roli antagonistki. We współczesnych interpretacjach Odysei często podkreśla się jednak, że Penelopa symbolizuje dom, obowiązek i odpowiedzialność, natomiast Kirke uosabia alternatywną drogę życia Odyseusza. Właśnie dlatego tak mocne ograniczenie tej relacji pozostawia we mnie poczucie niewykorzystanego potencjału.
Mimo wszystko to właśnie Kirke wskazuje Odyseuszowi dalszą drogę. Radzi mu udać się do Hadesu i zasięgnąć rady wieszcza Tejrezjasza. Tym samym rozpoczyna się jeden z najbardziej emocjonujących etapów całej podróży.
Podróż do Hadesu stanowi jeden z najmocniejszych i najbardziej poruszających momentów filmu. To właśnie tam Odyseusz spotyka poległych towarzyszy, z którymi walczył pod Troją. Rozmawia między innymi z Sinonem (Elliot Page), którego słowa ponownie kierują jego myśli ku Itace i wydarzeniom sprzed wojny. Hades nie jest jedynie miejscem spotkania ze zmarłymi – staje się przestrzenią konfrontacji z własnym sumieniem. Tutaj również proces przygotowania do rozmowy nabiera strasznego wymiaru.
Scena ta jest niezwykle brutalna emocjonalnie. Pokazuje niesprawiedliwość losu ludzi, którzy polegli, choć byli tacy sami jak pozostali członkowie załogi. Bogowie nie okazali im litości, a Odyseusz po raz pierwszy naprawdę uświadamia sobie ciężar odpowiedzialności za decyzje, które podejmował jako dowódca.
W mediach społecznościowych i wielu recenzjach często pojawiały się zarzuty, że dialogi Nolana są zbyt współczesne i nie pasują do Odysei. Nie mogę się z tym zgodzić. Rzeczywiście język bohaterów bardziej przypomina XXI wiek niż starożytny epos, jednak siła tych dialogów tkwi nie w archaizacji, lecz w emocjach i znaczeniu wypowiadanych słów.
Najlepiej pokazuje to rozmowa Odyseusza z Sinonem. Gdy ten mówi: „Oddałem życie za twoje kłamstwa”, jedno zdanie wystarcza, by uświadomić widzowi ciężar winy, z jaką bohater będzie musiał żyć już do końca swoich dni.
To właśnie w tych scenach Matt Damon pokazuje pełnię swoich aktorskich możliwości. Znakomicie oddaje człowieka rozdartego między obowiązkiem, poczuciem winy i pragnieniem powrotu do domu. Spotkanie z poległymi towarzyszami odblokowuje w Odyseuszu emocje, które przez lata próbował tłumić.
Nie mniej istotna okazuje się rozmowa z Agamemnonem (Benny Safdie). To właśnie on radzi Odyseuszowi, aby po powrocie do Itaki nie ujawniał od razu swojej tożsamości, lecz najpierw wybadał sytuację. Ta rada stanie się później kluczowa dla finału filmu.
Jednocześnie Hades ukazuje Odyseusza jako postać zawieszoną pomiędzy światem bogów, żywych i umarłych. Bohater próbuje walczyć o swoich ludzi, błaga o możliwość ocalenia ich losu, jednak słyszy jedynie, że ich przeznaczenie zostało już przypieczętowane. To jeden z najbardziej przejmujących momentów całego filmu. Po raz pierwszy wyraźnie widać, jak bolesne jest bycie „wybrańcem bogów”, skoro nawet on nie potrafi ocalić tych, za których czuje się odpowiedzialny.
Od tego momentu Odyseusz wydaje się coraz bardziej zagubiony. Świat, do którego chciał wrócić, przestaje istnieć, ludzie, którym ufał, zawodzą go, a przyszłość staje się całkowicie nieprzewidywalna. Im bliżej Itaki, tym mniej pewny jest samego siebie.
Kolejnym ważnym etapem podróży jest spotkanie z syrenami. Można odczytywać je jako metaforę bezsilności wobec własnego losu. Odyseusz jako jedyny nie zatyka uszu woskiem i świadomie słucha ich śpiewu.
Muszę przyznać, że sam ten epizod pozostawił we mnie pewien niedosyt. W porównaniu z poematem Homera został mocno skrócony i uproszczony. Jednocześnie zawiera jedne z najpiękniejszych dialogów filmu. Syreny nie kuszą Odyseusza bogactwem ani władzą. Przypominają mu o obietnicach, których nie dotrzymał, i sugerują, że wszystko, czego najbardziej pragnął, już kiedyś posiadał.
To właśnie ta scena najmocniej skłoniła mnie do refleksji. Czasami rzeczy najważniejsze zostają przez nas umniejszone lub zagłuszone przez własne ambicje, lęki i pragnienia. W interpretacji Nolana syreny stają się symbolem iluzji odciągających człowieka od poznania samego siebie. Nie są jedynie kolejnym potworem na drodze bohatera, lecz uosabiają jego wewnętrzne rozdarcie.
Następnie załoga dociera do Scylli i Charybdy. W tej chwili Odyseusz oddaje ster swoim ludziom i spełnia się przepowiednia, według której część załogi musi zginąć. To wydarzenie staje się przełomowe – po raz pierwszy bohater traci autorytet i przestaje być dla swoich ludzi nieomylnym przywódcą.
Ostatnim ciosem okazuje się wyspa Heliosa. Głodni i wyczerpani wojownicy ulegają własnym instynktom i zabijają święte bydło, mimo wyraźnego zakazu bogów. Wtedy Odyseusz uświadamia sobie jedną z najważniejszych prawd całej swojej podróży – „Może ich ocalić przed bogami, ale nie przed nimi samymi”.
To zdanie doskonale podsumowuje jego przemianę. Odyseusz przestaje wierzyć, że jest w stanie kontrolować los wszystkich wokół siebie. Zaczyna rozumieć, że największym zagrożeniem dla człowieka często nie są bogowie ani potwory, lecz jego własna natura. Zeus karze załogę, niszcząc statek, a jedynym ocalałym zostaje Odyseusz, który trafia na wyspę Kalipso.
Muszę przyznać, że nie mogę przestać myśleć o kreacji Charlize Theron. Już sam wybór tej aktorki do roli Kalipso okazał się znakomitą decyzją. Jej kostium, sposób poruszania się i ekranowa obecność sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok.
Choć sceny z Kalipso przeplatają się z wydarzeniami rozgrywającymi się w innych momentach filmu i celowo zaburzają chronologię, ich emocjonalny wydźwięk okazuje się niezwykle poruszający. Analizując relację Odyseusza i Kalipso, można odnieść wrażenie, że ich losy zostały ze sobą nierozerwalnie splecione. Miłość Odyseusza do Penelopy nigdy nie wygasa, jednak to właśnie pobyt u Kalipso pozwala mu uleczyć duszę i zaakceptować własną przeszłość.
W interpretacji Nolana motyw lotosu bardzo dobrze wpisuje się w temat traumy wojennej. Zapomnienie jawi się jako kusząca alternatywa wobec cierpienia, a lotos staje się symbolem ucieczki od bólu i wspomnień.
Cała podróż Odyseusza opiera się na napięciu pomiędzy pamięcią i zapomnieniem. Lotos, Kirke oraz Kalipso reprezentują pokusę zatrzymania się i porzucenia przeszłości. Itaka, Penelopa i Telemach nieustannie przypominają mu natomiast o tym, kim był i kim chce się ponownie stać.
To właśnie dlatego coraz bardziej przekonuje mnie interpretacja, według której każda z wysp symbolizuje inny etap psychiki Odyseusza. Dzięki temu Odyseja przestaje być wyłącznie opowieścią o powrocie do domu, a staje się historią człowieka próbującego odnaleźć samego siebie.
Po wszystkich tych wydarzeniach Odyseusz dociera wreszcie do Itaki. Równolegle Nolan prowadzi narrację rozgrywającą się w królestwie, gdzie Telemach próbuje chronić zarówno tron, jak i swoją matkę przed naciskami zalotników. Sam wątek Telemacha momentami wydawał mi się nieco zbyt uproszczony. Jego podróż w poszukiwaniu informacji o ojcu nie wywołała we mnie takich emocji jak historia Odyseusza i chwilami sprawiała wrażenie zbyt naiwnej.
Zupełnie inaczej odbieram jednak sceny rozgrywające się w pałacu. Mroczna scenografia, gra światłem i atmosfera nieustannego zagrożenia doskonale budują napięcie. Szczególnie zapadła mi w pamięć rozmowa Penelopy z Telemachem, podczas której stanowczo sprzeciwia się pomysłowi ponownego zamążpójścia. W pewnym momencie mówi, że od dwudziestu lat pozostaje królową i tron nigdy nie był pusty. To jedno zdanie doskonale pokazuje, jak niesprawiedliwa była sytuacja kobiet w świecie zdominowanym przez patriarchat. Penelopa sprawowała realną władzę, a mimo to jej pozycję nieustannie podważano wyłącznie dlatego, że była kobietą.
Przez cały film przewija się również postać Ateny. Choć na ekranie pojawia się zaledwie przez kilka minut, jej obecność ma ogromne znaczenie dla przemiany Odyseusza. W interpretacji Nolana bogini wydaje się być personifikacją jego wyrzutów sumienia i traumy, dzięki czemu jej obecność działa znacznie silniej niż klasyczny komentarz zewnętrznego narratora czy wewnętrzny monolog bohatera.
Interesujące jest również to, jak reżyser buduje znaczenie Ateny na przestrzeni całego filmu. Penelopa wręcza Odyseuszowi spinkę z wizerunkiem bogini. Podczas wojny Grecy niszczą świątynię Ateny, a później bogini nieustannie powraca jako symbol winy i odpowiedzialności. Można zastanawiać się, dlaczego właśnie ona staje się najważniejszym bóstwem w interpretacji Nolana. Być może dlatego, że uosabia mądrość, której Odyseuszowi najbardziej zabrakło podczas wojny, a którą zdobywa dopiero w trakcie swojej podróży.
Bardzo mocno wybrzmiewa również idea, że upadek Troi oznaczał nie tylko zwycięstwo Greków, ale wręcz koniec pewnego świata. Nolan sugeruje, że wojna nie niszczy wyłącznie miast, lecz również wartości, na których opiera się całe społeczeństwo.
To prowadzi do jednej z najważniejszych refleksji filmu. Odyseusz uświadamia sobie, że wszystkie wydarzenia zapoczątkowało złamanie prawa gościnności – jednej z fundamentalnych zasad świata Homera. To nie bogowie doprowadzili do tragedii. To ludzie naruszyli porządek, który miał chronić zarówno zwycięzców, jak i pokonanych. Człowiek wybrany przez bogów staje się jednocześnie tym, który zachwiał równowagą całego świata.
Szczególnie mocno wybrzmiewa to w chwili, gdy po raz pierwszy padają słowa, że to Grecy są prawdziwymi „ludźmi morza”. W tym momencie role odwracają się całkowicie. Zwycięzcy przestają być wyłącznie bohaterami, a zaczynają ponosić moralną odpowiedzialność za własne czyny.
Choć sama końcowa walka momentami wydawała mi się zbyt długa i mniej angażująca niż wcześniejsze wydarzenia, nie wpłynęła znacząco na moją ocenę filmu. Znacznie ciekawszy okazał się sam finał. Odyseusz oficjalnie przekazuje władzę Telemachowi, który zostaje królem Itaki. Następnie wraz z Penelopą wyrusza na zachód, aby oddać hołd poległym i dopełnić pokuty za wydarzenia wojny trojańskiej. Jest to zakończenie odmienne od tego znanego z poematu Homera, ale bardzo konsekwentnie domyka motyw odkupienia, który Nolan prowadzi od pierwszych scen filmu.

Czy Nolan zapomniał o kobietach?
Jednym z największych problemów tej adaptacji pozostaje jednak sposób przedstawienia kobiet. Moim zdaniem film prawdopodobnie nie przeszedłby testu Bechdel. Kobiece bohaterki niemal nie rozmawiają ze sobą na tematy niezwiązane z mężczyznami, a ich perspektywa zostaje zepchnięta na dalszy plan.
Najbardziej odczułam to w przypadku Heleny i Klitajmestry. Obie postacie pojawiają się jedynie na chwilę, choć ich historie należą do najbardziej tragicznych konsekwencji wojny trojańskiej. Nie dowiadujemy się niemal nic o losach Heleny po powrocie do Sparty ani o wewnętrznych motywacjach Klitajmestry, której historia została zredukowana do absolutnego minimum. Choć w micie i późniejszej tradycji wyraźnie podkreśla się, że gniew Klitajmestry wobec Agamemnona wynika przede wszystkim z poświęcenia ich córki, Ifigenii, dla powodzenia wyprawy na Troję, film znacznie mocniej akcentuje jej związek z Ajgistosem. W efekcie ciężar odpowiedzialności zostaje przesunięty z tragedii matki na obraz niewiernej żony, co – w moim odczuciu – upraszcza jedną z najbardziej złożonych kobiecych postaci greckiej mitologii. To uproszczenie sprawia również, że późniejsza zemsta Orestesa traci część swojego tragicznego wymiaru. W klasycznej tradycji nie jest on jedynie synem mszczącym śmierć ojca, lecz bohaterem uwikłanym w nierozwiązywalny konflikt moralny między obowiązkiem wobec ojca a zbrodnią matkobójstwa.
Nie oznacza to jednak, że Nolan całkowicie ignoruje temat przemocy wobec kobiet. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie pokazuje brutalność wojny i cierpienie cywilów. Mam jednak wrażenie, że w kluczowych momentach ciężar emocjonalny zostaje ponownie przeniesiony na Odyseusza, podczas gdy kobiece doświadczenia pozostają jedynie tłem jego przemiany.
Film spotkał się również z krytyką części badaczy literatury klasycznej. Emily Wilson, jedna z najbardziej cenionych tłumaczek Odysei, określiła scenariusz jako abysmal, zarzucając mu brak emocjonalnej i politycznej głębi. Rozumiem te zastrzeżenia, jednak wydają mi się one zbyt surowe. Warto pamiętać, że Nolan nie tworzył ekranizacji przeznaczonej wyłącznie dla filologów klasycznych. Powstał film skierowany do szerokiej publiczności, która niekoniecznie zna poemat Homera. W wielu miejscach uproszczenia wydają się więc świadomym wyborem, dzięki któremu historia staje się bardziej przystępna.

Uproszczenie intymności
Jednocześnie mam wrażenie, że Nolan nadmiernie upraszcza seksualny wymiar Odysei. Zgadzam się, że współczesne kino często niepotrzebnie seksualizuje bohaterów i wykorzystuje sceny intymne jedynie dla efektu. Paradoksalnie jednak w przypadku adaptacji literatury starożytnej tak daleko idące ich ograniczenie wydaje mi się równie problematyczne.
Mitologia grecka jest światem, w którym seksualność stanowi integralną część opowieści. Romanse bogów, narodziny herosów i potworów oraz relacje między ludźmi i bóstwami nie są jedynie dodatkiem do fabuły – budują charakter postaci, ukazują ich motywacje i wyjaśniają zależności między bohaterami. Ograniczenie tych wątków sprawia, że świat przedstawiony traci część swojej złożoności.
Odnoszę również wrażenie, że jest to świadoma decyzja reżysera, który konsekwentnie przedstawia Odyseusza jako bardziej lojalnego i moralnie nieskazitelnego męża niż w poemacie Homera. W efekcie relacje z Kirke czy Kalipso zostają znacząco złagodzone, a sam bohater wydaje się mniej wewnętrznie rozdarty.
Zmienia to również wydźwięk zakończenia. W poemacie ponowne spotkanie Penelopy i Odyseusza nie kończy się natychmiastowym pojednaniem. Penelopa wystawia męża na próbę, nakazując wyniesienie ich małżeńskiego łoża. Odyseusz oburza się, ponieważ wie, że łóżko zostało wykonane z żywego pnia drzewa oliwnego i jest nierozerwalnie związane z fundamentami domu, a więc nie da się go przenieść. Dopiero ta reakcja przekonuje Penelopę, że przed nią rzeczywiście stoi jej mąż. Ograniczenie tego wątku sprawia, że finał filmu traci część emocjonalnej głębi obecnej w oryginale.
Mimo licznych zmian względem oryginału i mojego rozczarowania sposobem przedstawienia kobiecych bohaterek nie potrafię przejść obok tego filmu obojętnie. To przede wszystkim opowieść o człowieku, który przez lata próbował odnaleźć samego siebie.
Podczas jednej z analiz psychologicznych filmu usłyszałam interpretację, która szczególnie zapadła mi w pamięć. Według niej każda z wysp symbolizuje inny aspekt psychiki Odyseusza: Polifem uosabia ego, Kirke – instynkty, Kalipso – komfort i pokusę pozostania w miejscu, syreny – tęsknotę oraz iluzję, a Itaka staje się symbolem prawdziwego „ja”.
To właśnie ta interpretacja najlepiej podsumowuje moje doświadczenie z seansem.
Ostatnie słowa filmu: „Tylko pieśń pozostanie po nas, którzy umieli pisać” można odczytywać na wiele sposobów. Jednym z możliwych odczytań jest refleksja nad tym, że historię zapisują zwycięzcy, dlatego pamięć o wydarzeniach bywa niepełna i jednostronna. Można potraktować ten cytat jako hołd dla Homera, którego opowieść przetrwała niemal trzy tysiące lat, lub jako komentarz do świata nieustannie niszczonego przez wojny, w którym giną nie tylko ludzie, ale również kultura, wiedza i pamięć.
Fakt, że film trafił do kin w 2026 roku, gdy na świecie nadal toczy się kilkadziesiąt konfliktów zbrojnych, nadaje temu zakończeniu wyjątkowo gorzki wydźwięk.
Ostatecznie Odyseja nie jest dla mnie filmem o potworach ani o powrocie do domu. Jest opowieścią o winie, pamięci, przebaczeniu i długiej drodze prowadzącej do odnalezienia własnego człowieczeństwa. To właśnie dlatego, mimo licznych wad, pozostanie ze mną na długo po zakończeniu seansu.