Supergirl nigdy nie była wyłącznie żeńską wersją Supermana. W historii DC bywała eksperymentem, próbą rynkową, sobowtórem, anielską figurą odkupienia, bohaterką alternatywnych światów, postacią z przyszłości, a nawet gniewną Red Lanternką. Najciekawsza jest właśnie wtedy, gdy wymyka się prostemu opisowi: nie stoi tylko obok Supermana, lecz ujawnia napięcie między dziedzictwem Kryptona, dziewczęcą tożsamością, traumą ocalałej i potrzebą samodzielnego zdefiniowania własnego miejsca w świecie.
Super-Girl z życzenia
Zanim pojawiła się klasyczna Kara Zor-El, w komiksach DC funkcjonował wcześniejszy, bardzo dziwny wariant tej idei. W Superman #123 z 1958 roku Jimmy Olsen używa magicznego totemu i życzy sobie, aby Superman miał kobiecą partnerkę o podobnych mocach. W ten sposób powstaje Super-Girl – nie kuzynka z Kryptona, nie ocalała z Argo City, ale postać właściwie magiczna, chwilowa i eksperymentalna. Ten epizod jest bardzo znaczący, bo pokazuje, że Supergirl narodziła się najpierw jako pomysł do przetestowania. DC sprawdzało, czy czytelnicy zaakceptują żeński odpowiednik Supermana. Brzmi to dziś osobliwie, ale właśnie takie próbne historie często decydowały o przyszłości całych mitologii komiksowych. „Super-Girl z życzenia” nie była jeszcze pełnoprawną bohaterką, ale otworzyła drogę Karze Zor-El, która zadebiutowała rok później.