Polowanie na krökkeny
Tytułowy Asgard nie odnosi się do krainy bogów, ale do imienia, które otrzymał protagonista od swojego ojca. Główny bohater niestety urodził się z wadą – bez jednej nogi. Z tego powodu miał zostać zabity, ale jednak los się do niego uśmiechnął. Wbrew woli bogów, jego ojciec postanowił go ocalić i nadać mu imię Asgard. Po tej krótkiej trzystronicowej scenie przenosimy się o czterdzieści lat do przodu. Protagonista jest doświadczonym łowcą potworów – krökkenów. Za opłaty gotowy jest wypatroszyć każdą bestię. Taką też ofertę składa mieszkańcom rybackiej wioski Dyflin. To właśnie ich rybacy ostatnio wypłynęli i zginęli po ataku krökkena. A ocalała tylko młoda niewolnica, którą zresztą uratował Asgard. Nie wdając się w szczegóły, koniec końców Asgard podjął się zlecenia i wraz z trzema innymi bohaterami wypłynął na polowanie. Jednakże dość szybko okazuje się, że to nie jest zwykły krökken, a wielki wąż. I w zasadzie cała historia zawarta w tym komiksie koncentruje się na starciu Asgard i jego małej drużyny z potężnym potworem.

Morderczy pojedynek z Jörmundgandem
Od razu mogę powiedzieć, że spodobała mi się ta historia. Czytało mi się ją szybko i przyjemnie. Nie ma tu zbędnych dłużyzn, wszystko skoncentrowane jest na ekscytującym polowaniu. W międzyczasie mamy kilka retrospekcji, dzięki czemu lepiej poznamy przeszłość wygnanego Asgarda Żelaznej Nogi. I oczywiście fabuła jest w pewnym stopniu przewidywalna, ale mimo to, nagłe zwroty walki, czy sam finał były ekscytujące. Ja bawiłem się wyśmienicie w trakcie czytania. Nie miałem w sumie żadnych oczekiwań, a wkręciłem się w tę opowieść już od pierwszej strony, ale to też zasługa świetnych rysunków, umiejętnie budujących nordycki klimat. Doceniam także przesłanie, jakie zawarto w tym komiksie. Bo to nie tylko historia o starciu z wielkim wężem, ale także o walce z przeciwnościami, a przede wszystkim ze swoim kalectwem. Choć w sumie przede wszystkim tutaj wysuwa się aspekt psychologiczny. Asgard ze względu na brak nogi też uważa się za przeklętego/gorszego, czyli widzi siebie w taki sposób, jak postrzegają go wszyscy inni. Ta niespodziewana lekcja dodała głębi i uroku opowieści nastawionej głównie na akcję.

Piękno nordyckiej krainy
Jak wspomniałem we wcześniejszym akapicie, bardzo mi się spodobały rysunki Ralpha Meyera. Widać na każdym kadrze, że rysownik po prostu czuje te klimaty. A te większe kadry z potężnym wężem robią niesamowite wrażenie. Natomiast w kwestii wydania nie będę się w zasadzie czepiał. Znalazłem raptem dwa błędy, w tym jedną nadmiarową spację. Poza tym nic innego nie rzuciło mi się w oczy, co rzutowałoby na niższą ocenę za wydanie. Na końcu zamieszczono szkicownik Ralpha Meyera oraz leksykon wyjaśniający terminy pojawiające się w komiksie. Na zdecydowany plus oceniam także postawienie na wydanie zbiorcze w twardej oprawie – ta opowieść zasługuje, aby przeczytać ją od razu w całości.

Czy warto poznać losy Żelaznej Nogi?
Asgard nie jest jakimś przesadnie wybitnym komiksem, ale nie każda powieść graficzna musi być wyrafinowana. W przypadku tej najważniejsze jest, że dostarczyła mi mnóstwo frajdy. Nie tylko ekscytowałem się walką z wielkim wężem, ale także ujęła mnie osoba protagonisty i jego zmagania z tak naprawdę samym sobą. Z wielką radością znajdę miejsce na Asgarda na mojej półce i równie chętnie za jakiś czas do niego wrócę. Zarówno po to, aby jeszcze raz zobaczyć wielkie polowanie na samego Jörmundganda, ale także, aby pozachwycać się rysunkami Ralpha Meyera.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Taurus Media, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.