Sergio Toppi, uznany włoski twórca komiksów, stworzył mnóstwo komiksów, a jego styl jest unikalny. Czy ósmy już z kolei tom kolekcji dzieł Toppiego okaże się wyjątkowy i ponadczasowy – w końcu opowiada o wojnie, a wojna dotyka nas wszystkich.
Jedenaście bajd
Miałem już możliwość poznać twórczość Toppiego, przy okazji tomu szóstego poświęconego Japonii. Ten wybitny włoski twórca zdobył rzesze fanów na całym świecie. Ja jednak do tego grona się nie zaliczam. Niemniej tom szósty był na tyle przyjemny, że naszła mnie ochota posłuchać kolejnych bajd serwowanych przez Toppiego. I przy okazji najnowszej części srodze się zawiodłem. Nie miałem wygórowanych oczekiwań, ale nie spodziewałem się, że niektóre opowieści Toppiego w tym tomie tak mnie zmęczą. Zaczęło się niepozornie od Ogonioka, historii opowiadającej o czarowniku zmieniającym ludzi w króliki – nic wybitnego. Potem poziom skoczył za sprawą ciekawej opowieści o badaczu szczątków tajemniczego syberyjskiego plemienia. Przyjemna historia, do tego przemyślanie zaprojektowana. Chyba najbardziej tutaj zapada w pamięć, to jak silne mogą być wierzenia zabobonnych chłopów w jakieś starej, zapadłej wsi. Potem natomiast trafiamy na równię pochyłą, a przynajmniej w moim odczuciu. Kolej transsyberyjska jest historią o niczym, zero emocji i to pomimo mocniejszego finału. Saint-Acheul 1917, Jak rozwścieczony niedźwiedź, Tell el Aqqaqir 1943 to są trzy przypadki z po prostu głupimi pomysłami. Jasne, można te koncepty odczytywać metaforyczne i ma to sens, ale nadal… ja czułem się lekko zażenowany. Toppi miał bujną wyobraźnię, ale w tych trzech wypadkach kompletnie mnie nie kupił. Kollwitz 1742 też prawie dołączyłbym do niechlubnej trójki, ale nie będę ukrywał, że finał mnie zaskoczył.

Smutna prawda o wojnie
Po przeczytaniu poprzedniego akapitu można dojść do niesłusznego wniosku, że nie warto sięgnąć po ósmy tom Kolekcji Toppiego. Na szczęście poza średniakami i kiepskimi historiami, mamy też kilka naprawdę dobrych i mocnych komiksów. Zacznijmy od dwóch mądrych i pouczających opowiadań, czyli Tego, co za mną kroczy i Nahima – doskonały komentarz na temat wojny. Ogólnie w tych wojennych historiach mimo wszystko jedna rzecz doskonale wyszła Toppiemu, czyli pokazanie piekła wojny. Najlepsze jest to, że nigdy nie starał się on opowiedzieć po żadnej ze stron. Często jedynie po strojach rozpoznajemy, kto jest jakiej narodowości, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. Wojna dotyka wszystkich i tak naprawdę wszyscy na tym tracą. Najlepiej jednak to przedstawiają wspomniane chwile temu komiksy – prawdziwe perełki tego zbioru. Najdłuższa opowieść też wypada całkiem dobrze – podobnie zresztą było w tomie poświęconym Japonii. Ukryta twarz przede wszystkim wybrzmiewa w finale, kiedy znów nie chodzi o wielką skalę, ale o mały dramat rodzinny. I tak to jest z tym tomem. Z jednej strony Toppi w tych komiksach powiedział kilka naprawdę mądrych i poruszających rzeczy i to w sposób prosty, nienachalny, trafiających w serducho, ale z drugiej strony połowa zawartych w tym tomie opowieści jest po prostu rozczarowująca.

Artystyczny styl Toppiego
Teraz przechodzimy do najtrudniejszej części do oceny, czyli oprawy graficznej. Wiem, że bardzo wiele osób ceni sobie jego kreskę. Jednak choć ja też dostrzegam piękno w jego rysunkach, według mnie jego styl bardziej nadawał się do statycznych obrazów, a nie do dynamiczniejszych komiksów. Brakuje mi tutaj czasem płynnego przejścia między kadrami. Częściej mam wrażenia, że po prostu przeskakuje od jednego obrazu do drugiego. Ale pomimo to, jak spojrzeć na dowolny kadr, widać ogrom pracy, jakie włożył w nie Toppi. I każda taka scena, to często takie małe arcydzieło. Największe wrażenie w tym tomie robią mundury z poszczególnych epok! Do wydania nie mam w sumie żadnych zastrzeżeń. Dodam jedynie, że na końcu tomu zamieszczono kilka grafik Toppiego.

Czy warto zainteresować się twórczością Toppiego?
Od razu na wstępie powiem, że dla mnie Japonia jest o wiele lepsza niż ten tom. Może za sprawą mojej fascynacji Krajem Kwitnącej Wiśni, a może, dlatego że każda z tamtych historii miała w sobie swój urok. Nie były wybitne, ale przez zanurzenie w japońskim folklorze bardzo przyjemnie się je łykało. W tomie ósmym klimatyczne rysunki pomagają zanurzyć się w ten świat, ale samym historiom brakuje szczypty… magii. Toppi udziela tutaj kilku istotnych lekcji, ale jeśli robi to przy użyciu topornych i według mnie głupich pomysłów, to wypada to średnio przekonująco. Żeby jednak nie było, na każdą słabą opowieść przypada jedna dobra, a nawet bardzo dobra. Ostatecznie, w moim odczuciu ósmy tom jest po prostu mocno nierówny.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.