Mała… wielka gra?!
Nie grałem w Biały Zamek, ale słyszałem same głosy zachwytu nad tym tytułem. Zatem, gdy tylko pojawiła się okazja, aby przetestować wersję dwuosobową, to od razu się na nią rzuciłem. I w sumie już na początku tej recenzji mogę zdradzić, że ta planszówka zostanie u mnie w kolekcji, bo zapełnia lukę, z której istnienia nie zdawałem sobie sprawę. Mianowicie to moje pierwsze małe euro. Uwielbiam eurosucharki, takie jak Teotihuacan, Daitoshi, Podwodne miasta czy Terraformacja Marsa. Wszystkie wymienione tytuły jednak cechuje duże pudło, długi czas rozgrywki i setup. Tymczasem Biały Zamek: Duel to małe pudełko, które można zabrać w podróż, a do tego zajmuje mało miejsca na stole, gra się szybko i co najważniejsze zapewnia porównywalne emocje co wymienione wcześniej gry. Szczerze, to nie spodziewałem się, że można upchnąć angażującego, wymagającego i satysfakcjonującego eurosa w tak kompaktowym pudełku!

Trzy drogi do zwycięstwa
Przejdźmy jednak do zasad gry. Grywalność wszak jest najistotniejszym elementem każdej planszówki. W Białym Zamku: Duel musimy rozważyć dwie istotne kwestie. Po pierwsze, gdzie umieścimy nasz znacznik latarni (występują w trzech kolorach, na danym polu nie może powtórzyć się żadna barwa). To jest o tyle istotne, iż kolor, który przykryjemy tym znacznikiem, determinuje, jakie profity otrzymamy (np. za czerwony kolor dostajemy ryż). Najważniejsze jest jednak podjęcie decyzji, jakie akcje chcemy wykonać, ponieważ zależą one od miejsca postawienia pionu latarni. I tutaj już objawia się mózgożerność tego tytułu. Właśnie ta decyzja przyczynia się też do powstania downtime’u, ale przy grze dwuosobowej, aż tak to nie boli.
A jakie mamy akcje? Dzięki nim przede wszystkim otrzymujemy karty rozwijające nasz silniczek albo przynoszące punkty na koniec gry. Ponadto pozyskujemy zasoby, przesuwamy naszego dworzanina na torze awansu społecznego, czy też zdobywamy znacznik zamiany aktywacji (dzięki temu możemy zamienić miejscami akcje!). To jest mała gra, ale zależności i zasad jest na tyle dużo, że nie chce Was tym wszystkim zamęczyć. Zatem przejdę do punktowania końcowego. W Białym Zamku: Duel wszystko sprowadza się do gromadzenia rodzajów symboli: flag, mieczy i masek oraz ptaków origami. To są trzy różne sposoby na zapunktowanie, każdy wymaga od nas kierowania się w trochę innym kierunku (np. aby zapunktować za flagi, trzeba jak najdalej przesunąć się na torze awansu społecznego).

Piękno, minimalizm i perfekcja w japońskim klimacie
Już za sam rozmiar Biały Zamek: Duel dostaje ode mnie oczko w górę. Aczkolwiek sama zawartość też jest wykonana porządnie. Nie sposób tu się do czegokolwiek przyczepić. Tym bardziej że jest tu tyle elementów zmiennych, że regrywalność tego małego eurosa jest spora. Czasem plansza może być tak przygotowana, że umożliwia nam rozbudowanie naszego silniczka (zwiększenie ilości towarów, które dostajemy za położenie znacznika latarni na konkretnym kolorze), a czasem trzeba planować kilka kroków do przodu, aby mieć za co wykonać poszczególne akcje. Biały Zamek nie nudzi się wcale. Za każdym razem mamy do czynienia z błyskotliwą łamigłówką, która jest o tyle trudniejsza, że przeciwnik blokuje poszczególne pola (upchnięto tu więcej negatywnej interakcji niż w większości dużych eurosów typu Teotihuacan). Jeszcze wypada mi pochwalić wydawnictwo, że do pudełka dorzucili promocyjne dwa żetony towaru, które dodają niepozorną, ale jednocześnie ciekawą opcję na zdobycie dodatkowych punktów. Zatem, gdybym miał się do czegoś na siłę przyczepić, to powiedziałabym jedynie, że okładka wygląda średnio zachęcająco.

Czy zostanę nowym Daimyo?
Biały Zamek: Duel dostarczył mi masę frajdy. Każda partia, którą rozegrałem, była odmienna. Nie tylko różny układ początkowy wpływał na taktykę, ale jednocześnie za każdym razem koncentrowałem się na czymś innym. Za pierwszym razem zbierałem flagi, potem spróbowałem skupić się na maskach i mieczach, a następnie na origami. Potem jeszcze kombinowałem z samymi mieczami, a na końcu poszedłem we wszystko po trochu. I mam poczucie, że te sposoby na punktowanie są dość zbalansowane. Po rozegraniu kilku partii nie mam dość tej sprytnej planszówki i już się nie mogę doczekać, kiedy do niej zasiądę! Podsumowując, Biały Zamek: Duel to dla mnie kolejne tegoroczne zaskoczenie. Jest to po prostu genialny, angażujący i bardzo satysfakcjonujący, ale przy tym malutki euros.