Roberta Kirkmana chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Na podstawie jego komiksów (The walking Dead, Invincible) powstały równie genialne seriale. Czy Void Rivals też ma predyspozycje do przebicia się na mały ekran? A może to średniak, który nie dorasta do pięt wspominanym na początku serią?
Podróż przez pustkowie
Pierwszy tom Void Rivals, okazał się przeciętniakiem, którego akcja rozgrywała się gdzieś na pograniczu Energon Universe. Drugi tom natomiast pokazuje, że wszystkie komiksy z tego uniwersum tworzą jedną spójną całość. I doprawdy widzę w tym naprawdę spory potencjał. Zacząłem lepiej rozumieć, po co w ogóle stworzono tę opowieść i, że w kolejnych tomach jeszcze większą rolę odegrają Transformersy. Problem jest tylko taki, że patrząc, ile to różnych historii ma wejść w skład Energon Universe (w tomie drugim Void Rivals Nagle Comics zapowiada kolejne dwie serię, czyli Destro i Scarlett) zastanawiam się, czy na pewno chcę w to brnąć.
Wróćmy jednak do tego konkretnego tomu. Co ciekawego przydarzyło się w kontynuacji dwójce protagonistów, których poznaliśmy wcześniej? W gruncie rzeczy cała ta część opowiada, o ich wędrówce przez pustkowie. W pogoń za nimi rusza niebezpieczny zabójca o imieniu Proximus, ale na szczęście nasi herosi natykają się na Autobota Springera. W międzyczasie Robert Kirkman rozbudowuje swój świat, bo dochodzą kolejne intrygi. Epizodyczny łowca nagród z pierwszego tomu zdaje się mieć do odegrania, o wiele ważniejszą rolę – największe zaskoczenie tego tomu. Mało tego, Kirkman dodaje mu trochę głębi, do tego stopnia, że zrobiło mi się go osobiście żal. Wiem jedno, jeśli komuś spodobał się pierwszy tom, to drugi powinien podejść mu jeszcze bardziej.

A gdzie się podział Energon Universe Special?
Pora porządnie ponarzekać na wydanie Void Rivals. Po pierwsze po ponownej lekturze pierwszego tomu stwierdzam, że brak skrzydełek przy miękkiej oprawie to zbrodnia. Komiks przez to o wiele szybciej niszczeje. Po drugie i najważniejsze, z tyłu zeszytu zamieszczono informacje, co zawiera ten tom, a konkretnie „Void Rivals 7-12 oraz materiały zawarte w Energon Universe 2024 Special”. Tu nie ma nic poza komiksem. No dobra są zapowiedzi kolejnych serii, które wyda Nagle Comics, ale to chyba nie jest wspomniany „special”, prawda? I na koniec uważam, że osiemdziesiąt cztery złote ceny okładkowej za to wydanie, to trochę za dużo. Jeśli natomiast chodzi o oprawę graficzną, to jest ona poprawna, nie zachwyca ani nie przeszkadza w lekturze. Lorenzo de Felici sprawnie rysuje, ale jego kreska jest co najwyżej lekka, prosta i przyjemna dla oka, ale bez żadnych fajerwerków.

Czy warto się przekonać, co takiego tym razem wymyślił Kirkman?
Po lekturze drugiego tomu Void Rivals bije się z myślami, czy bardziej zagłębiać się w Energon Universe, czy tylko skupić się na tej serii, a może ją całkiem porzucić. To jest przyzwoity komiks, bo czego innego można byłoby się spodziewać po Robercie Kirkmanie. Jednakże jest to jedynie prosty, choć wciągający akcyjniak. Pojawia się coraz więcej różnych wątków i zamiast dostawać odpowiedzi, mamy więcej znaków zapytania. Najbardziej ubolewam, że Rękoid miał jeszcze mniej kwestii do wypowiedzenia w tym tomie, a był chyba najciekawszym elementem, który zachwycił mnie w pierwszej części. Ostatecznie Void Rivals jest dla mnie jedynie przyjemnym przeciętniakiem idealnym na oderwanie się od szarej rzeczywistości, po ciężkim dniu w pracy.