Wietnam bez bohaterstwa
Jak sam tytuł komiksu wskazuje, mamy do czynienia ze zbiorem trzech historii. Choć warto nadmienić, że na Bronx składa się sześć krótkich opowiastek rozgrywających się w tytułowym miejscu. Niemniej, ta skromna próbka komiksów powinna wystarczyć, aby ocenić Saichanna, jako rysownika, a także dać jako takie pojęcie, o jego zdolnościach scenopisarskich (sam napisał i zilustrował Bronx). Na pierwszy ogień zatem idzie Kwiat. Ricardo Ferrari i Alberto Saichann postanowili opowiedzieć o Wietnamie bez stawiania się po którejś ze stron. Ponadto zdecydowanie sprzeciwili się gloryfikowaniu wojny. Zamiast tego pokazali prawdziwe oblicze konfliktu za sprawą trzech głównych postaci. Nguyen Ho, to wietnamski bojownik, specjalizujący się w dokonywaniu zamachów na amerykańskich żołnierzy. Natomiast Boby Quayle III jest typowym żołnierzem, który się niczym nie wyróżnia, do czasu, gdy podobnie jak Nguyen, natyka się na tytułowy kwiat. Jest to wyjątkowo luksusowa prostytutka, która nie tylko dostarcza swoim klientom mnóstwo rozkoszy, ale budzi w nich prawdziwe „ja”. Odkrywa skrywane traumy, pragnienia. Kwiat zaintrygował mnie fabułą, przede wszystkim ujęła mnie naturalność w pokazaniu okrucieństwa, bezsensowności i „brudów” wojny. Jednocześnie zamiast na wielkiej historii skupiamy się na małych, prywatnych, osobistych opowieściach zdawałoby się mało znaczących w tym konflikcie postaci. To wszystko powoduje, że po lekturze, cały ten komiks pozostaje na dłużej w pamięci. I jeszcze mocniej wybrzmiewa w dobie licznych konfliktów na świecie.

Przyszłość oparta na programowaniu
Najdłuższa historia pod tytułem Bakteria, została wymyślona przez Eduardo Mazzitelliego. I dla mnie jest perłą w tym zbiorze. Najlepiej też oddaje niebywały talent oraz kreatywność Saichanna. Najpierw jednak przejdźmy do fabuły. Otóż mamy wizję przyszłości, w której ludzie postępują według wcześniej zaprogramowanych instrukcji. Dosłownie komputery mówią, co masz robić danego dnia. Kogo masz odwiedzić, co zrobić o poranku, ile czasu możesz poświęcić się na kochanie z kobietą (i ile razy możesz się z nią kochać). Przerażająca wizja świata, nie? A co się dzieje, gdy ktoś zignoruje instrukcje? Rozpętuje się niewyobrażalny chaos, a taki osobnik zostaje bakterią, którą trzeba jak najszybciej wyeliminować. Taka przygoda spotyka Marka Hertza. I wraz z nim będzie nam dane odkryć wszelkie tajemnice tej przerażającej dystopii. Niby dużo widziałem filmów o podobnej tematyce, parę książek też przeczytałem na czele z Folwarkiem Zwierzęcym czy Nowym Wspaniałym Światem. Niemniej i tak pomysły Eduarda, nagłe zwroty akcji, w tym spektakularny finał zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Najbardziej jednak zszokowało mnie to, co wyrabia Saichann. Niby cała historia jest pisana na poważnie, ale uważny czytelnik zauważy, że w prawie każdym kadrze rysownik umieścił coś szalonego, nietypowego, zaburzającego ogólne doznania. Często są to dziwaczne stworzenia z długimi szyjami i jęzorami. Ich reakcje na to co się dzieje na pierwszym planie, bawiły mnie niezmiernie. Jednakże najlepsze są futurystyczne sprzęty z twarzami i kończynami! Wyobraź sobie, drogi czytelniku, komputer z kreskówkową mordką, który gestykuluje (większość sprzętów posiada mechaniczne ramiona) w czasie udzielania odpowiedzi na Twoje pytanie. Saichann miał tutaj całą masę dziwnych pomysłów i wszystkie je kupuję. Ten futurystyczny świat to perełka pośród całej masy uniwersów science fiction. Po przeczytaniu tego komiksu już wiedziałem, że ten zbiór będzie jedną z lepszych rzeczy, jaka trafiła w moje ręce. Niestety… potem przyszła pora na Bronx.

Niegościnny Bronx
Trzecim komiksem, rozbitym na sześć opowieści, w tym zbiorze jest Bronx. Jednemu zaprzeczyć nie mogę, Saichann jest genialnym rysownikiem. Tak, próbka jego zdolności scenopisarskich w postaci Bronxu trochę zniechęciła mnie do jego twórczości. Te sześć historyjek stawia przede wszystkim na brutalność. Najbardziej nią epatuje rozdział zatytułowany Bohater. I może autorowi chodziło o to, aby wyrwać czytelnika ze strefy komfortu, niemniej trochę zniesmaczyły mnie te utwory. Może i da się z tego wyciągnąć jakąś życiową lekcję, jak choćby o fałszywym bohaterstwie, ale nie zmienia to faktu, że trochę się męczyłem w czasie lektury i miałem wrażenie, że czytam o niczym. Ot, wielki aktor strzela focha, traci pracę i ląduje na samym dnie. Cóż mogę powiedzieć, po lekturze Bronxu? Wiem tylko jak niegościnni i niegodziwi są mieszkańcy tej dzielnicy. I podobnie jak nie chciałbym się w niej znaleźć, tak i nie mam ochoty, więcej czytać tej historii.

Czy warto poznać trzy oblicza Saichanna?
Kwiat pokazał prawdziwe oblicze wojny wietnamskiej, Bakteria natomiast zaprezentowała przerażająca wizję przyszłości. Pomimo, że Bronx nie przypadł mi do gustu to przez wzgląd na te dwie genialne historie nie zamierzam karać tego komiksu niższą oceną niż osiem. Fakt, chyba wolałbym cieńszy tomik, bez trzeciej powieści graficznej, bo jeśli kiedyś pozbędę się tego dzieła z kolekcji, to z powodu Bronxu. Niemniej całościowo jest to naprawdę dobra próbka niesamowitego talentu Saichanna. Trzy kompletnie odmienne i przepięknie zilustrowane historie, z czego niewątpliwie co najmniej jedna z nich do Was trafi – sprawdźcie!

PS: Do tej pory rzadko kiedy przyczepiałem się do jakości wydania komiksów od Lost in Time. Teraz przyszła pora na zmianę, bo choć Saichann też prezentuje najwyższy poziom w tej kategorii, to ma jeden, drobny detal, który mnie osobiście razi. Mianowicie na końcu tomu mamy aż dwie puste, niewykorzystane białe kartki. Nie przepadam za takim marnotrawstwem przestrzeni. Szkoda, że nie udało się dorzucić jakiś dodatkowych grafik artysty, czy chociaż jego biogramu. Pewnie większości, to nie będzie przeszkadzać, wiadomo też, że kwestii technicznych nie da się przeskoczyć, niemniej coś takiego za każdym razem rani moje poczucie estetyki.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.