Drużyna Vox Machiny nie znosi przerw w swoich przygodach! Zwłaszcza wtedy, gdy trzeba uzupełnić sakiewki o kilka złotych monet. Sprawdźmy więc, co czeka ich tym razem!
Do bitki i do wypitki
Nawet bohaterowie potrzebują czasem chwili wytchnienia – a już szczególnie tacy jak członkowie Vox Machiny. Postanawiają więc zrobić przerwę od niebezpiecznych wypraw i wydać zarobione złoto w karczmach Westruun. A że ich dewiza brzmi: „jak się bawić, to na całego”, monety znikają w błyskawicznym tempie.
Aby uzupełnić stan sakiewek, Scanlan, Vex, Vax i reszta ekipy biorą udział w podziemnych walkach awanturników. To jednak tylko rozgrzewka przed prawdziwymi wyzwaniami. Niedługo później miasto zostaje spowite tajemniczym lodem, a jeden z członków drużyny poświęca się, by ocalić resztę. Aby go uratować, Vox Machina musi zmierzyć się ze smokiem! I to wcale nie koniec problemów – mieszkańcy obarczają winą za całe zamieszanie znajomego drużyny. Choć bohaterowie mają swoje wady, lojalność wobec przyjaciół stawiają zawsze na pierwszym miejscu. Intryga okazuje się jednak znacznie głębsza, a jej trop prowadzi aż do Emon, gdzie czekają nowe sekrety i jeszcze większe niebezpieczeństwa.

Proste rozwiązanie jest skuteczne
Przenoszenie sprawdzonych formuł z jednego medium do innego nie zawsze jest proste. Zdarza się, że świetna powieść zmienia się w kiepski serial, a znakomita gra planszowa nie przekłada się na udany film. Tymczasem Vox Machina doskonale radzi sobie na trzech frontach — jako internetowy serial, telewizyjna produkcja oraz komiks. Każde z tych mediów trzyma wysoki poziom, a historia nie tylko nie traci na jakości, ale wciąż się rozwija, zdobywając nowych fanów.
Mamy już trzeci tom, co w przypadku wielu serii często oznacza spadek jakości, ale tutaj jest odwrotnie — drużyna nie zwalnia tempa, a każda część jest lepsza od poprzedniej. I choć już przy wcześniejszych tomach nie szczędziłem pochwał, teraz mogę śmiało powiedzieć, że Vox Machina to naprawdę kapitalna historia.
Co jest receptą na sukces tej serii? Moim zdaniem to unikanie przesadnego kombinowania. To wciąż ci sami bohaterowie, których poznaliśmy najpierw w sesjach Critical Role, a potem w serialu Amazona — wiernie przeniesieni na kartki komiksu. Każda postać pozostała dokładnie taka, jaką już pokochaliśmy: silny, choć głupkowaty, ale poczciwy Grog; cwany, narcystyczny Scanlan; oddana wszystkim elfka Keyleth i tak dalej. I nie ma w tym nic dziwnego, bo nad całym projektem od początku czuwa twórca tej historii — Matthew Mercer.
W tym tomie uznanie należy się także scenarzystce, Jody Houser, która doskonale uchwyciła cechy bohaterów, przekładając je na papier i oddając ich indywidualność w komiksowym medium. Każdy z członków drużyny ma wyraźny charakter, co sprawia, że są nie tylko interesujący, ale też w pełni autentyczni. Widać, że więzi i emocje zbudowane między nimi wciąż są żywe – czuć je na każdej stronie.
Epicka przygoda z ludzkim obliczem
Sama fabuła również nie zawodzi. Vox Machina to historia pełna epickich momentów, ale też tej bardziej ludzkiej strony bohaterów. Nasi awanturnicy, mimo że mają za sobą niejedną przygodę, wciąż potrzebują odpoczynku – i robią to w sposób, który świetnie oddaje ich charakter. Nie brakuje więc wizyt w karczmach, gdzie chętnie wydają zarobione monety, a gdy te się kończą, gotowi są stanąć do podziemnych walk.
To nie szlachetna drużyna pokroju tej z Władcy Pierścieni – raczej zgrana ekipa, która nie przebiera w środkach. Burdy, szemrane turnieje i podstępne zagrywki to ich codzienność. Tak przedstawione postacie są prawdziwe, pełne życia, brutalności i humoru. A jednocześnie nie brakuje wzniosłych momentów, w których bohaterowie stają na wysokości zadania, broniąc przyjaciół bez względu na ryzyko.
Jako wieloletni gracz RPG mogę powiedzieć, że w tej historii czuć klimat typowej sesji. Dla fanów gier fabularnych to dodatkowy smaczek — improwizowane questy, dynamiczne zmiany w fabule i momenty nieprzewidywalności nadają opowieści autentyczny rytm. Oczywiście, nawet jeśli nigdy nie grałeś w RPG i tak będziesz się świetnie bawić, ale gracze z pewnością docenią ten charakterystyczny klimat.

Rozwijanie talentu
Oprawa graficzna w serii Vox Machina przeszła wyraźną transformację, która zdecydowanie zasługuje na uwagę. Pierwszy tom, choć nie można go nazwać złym, pozostawiał trochę do życzenia – zwłaszcza pod kątem szczegółowości tła i ogólnej estetyki. W drugim Olivia Samson wykazała się ogromnym postępem, a w trzecim utrzymuje wysoki poziom, doskonaląc warsztat i jeszcze lepiej dopracowując detale. Dzięki temu świat Vox Machiny zyskał na głębi i klimacie.
Bohaterowie pozostają wierni swoim pierwowzorom, co ucieszy fanów serialu i sesji RPG, ale tym razem uwagę przykuwają też świetnie zrealizowane postacie drugoplanowe i tętniące życiem tłumy mieszkańców Westruun.
Rysunki są bogate w szczegóły, ale nie przytłaczają. Styl Samson jest wyrazisty i czytelny, a kolorystyka dodaje głębi – szczególnie w mroczniejszych scenach, gdzie każdy cień i odcień budują nastrój. Dynamika akcji to prawdziwy majstersztyk: brutalne walki oraz magiczne starcia kipią energią. Pomimo dużej liczby elementów w tle, całość pozostaje przejrzysta i pełna życia, idealnie oddając energię, którą fani Critical Role znają z sesji i serialu.
Pod względem graficznym Vox Machina to prawdziwa uczta wizualna, która zachwyci zarówno fanów oryginału, jak i nowych czytelników.
Jak zawsze z bonusem
Tak jak fabuła i warstwa graficzna, tak i samo wydanie nie zawodzi. Brawa należą się zarówno oryginalnemu wydawcy, Dark Horse Comics, jak i polskiemu — KBoom. Oczywiście najważniejsza jest treść, ale zawsze miło, gdy fani dostają coś ekstra — i tak jest również tym razem.
Poprzednie tomy przyzwyczaiły nas do dodatków, więc oczekiwania były spore. Tym razem może nie znajdziemy tak rozbudowanych prezentacji postaci jak wcześniej, ale to zrozumiałe – główni bohaterowie są ci sami, więc powtarzanie informacji byłoby zbędne.
Zamiast tego w szkicowniku autorstwa Olivii Samson znajdziemy nowych przyjaciół i wrogów Vox Machiny, w tym imponującą, lodową smoczycę. Nie zabrakło też szkiców okładek, które z pewnością docenią początkujący rysownicy — to świetna okazja, by podejrzeć proces twórczy i zobaczyć, jak można podejść do kompozycji czy dynamiki postaci. Dodatkową atrakcją są alternatywne okładki autorstwa m.in. Jess Taylor i Jonaha Baumanna, pokazujące różne interpretacje tego samego świata.
Całość uzupełniają komentarze Rachel Roberts — zabawne, a przy tym merytoryczne, zwracające uwagę na detale i kulisy powstawania ilustracji. Jedynym drobnym minusem jest brak krótkiego streszczenia wcześniejszych wydarzeń. Nie jest to duży problem, ale takie przypomnienie byłoby przydatne, zwłaszcza dla czytelników wracających do serii po dłuższej przerwie.

I przygoda trwa!
Vox Machina to przykład na to, że dobra historia obroni się w każdym medium. Nieważne, czy śledzimy ją jako sesję RPG, serial animowany czy komiks — bohaterowie wciąż zachowują swój niepowtarzalny charakter, a świat Exandrii nie przestaje fascynować. Trzeci tom tylko potwierdza, że twórcy doskonale wiedzą, jak opowiadać historie pełne akcji, humoru i emocji, nie zatracając ducha oryginału.
Świetna fabuła, dopracowana oprawa graficzna i bogate wydanie sprawiają, że to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów Critical Role, ale też dla każdego, kto ceni dobrą, epicką przygodę z sercem. A jeśli dodać do tego solidną porcję humoru i charakterystyczną drużynową chemię, trudno nie czekać z niecierpliwością na kolejne tomy.
Bo jeśli Vox Machina coś potrafi, to udowodnić, że dobra przygoda nigdy się nie kończy — tylko przechodzi na wyższy poziom.
