Duże chłopy, duże spluwy, dużo zabawy
Gears of War: Reloaded to remaster pierwszej części z cyklu, w której głównym bohaterem był Marcus Fenix – więzień, który zostaje wypuszczony z aresztu z uwagi na zbrojny konflikt między ludzkością, a rasą zwaną Szarańczą. Protagoniście towarzyszymy w jego pierwszych zadaniach po wypuszczeniu na wolność.
Mimo interesująco wykreowanego, mrocznego świata wraz z planetą Sera, która mocno przypomina naszą Ziemię, fabuła to głównie pretekst do rozgrywki opierającej się o częste wystrzeliwanie kilkudziesięciu magazynków w paskudną, wrogą rasę. Sama postać Marcusa została rozwinięta dopiero w późniejszych częściach, natomiast tutaj zostawia pewne rąbki tajemnicy. Bohater mimo małomówności, wywołuje respekt nie tylko dzięki swoim działaniom, ale również nieczęste momenty jego wypowiedzi dają wrażenie, że odzywa się tylko wtedy, kiedy musi. Pozostałe postacie mało zapadają w pamięć, jednak aktualnie dobrze wiemy, że pierwsze Gearsy miały być pewnym szkieletem opowieści, która miała rozwinąć się przy okazji kolejnych części, co ostatecznie się udało. Jednak dla samej gry jako pojedynczo liczonym elemencie, nie wyszło to na dobre.

Niech kieruje tobą ból, żołnierzu
Rozgrywka to czysto staro szkolne doświadczenie. Mapy złożone są z kilku aren, które zamiennie przeplatają walkę oraz pogawędki bohaterów, a w niektórych momentach schemat zmienia się w celu dodania jakiegoś małego urozmaicenia, np. obsługa pojazdu, który nie jest w stanie równocześnie strzelać i się przemieszczać. Patrząc na obecne czasy, naprawdę czasami brakuje takich prostych, a jakże satysfakcjonujących rozwiązań, jakie były widoczne w czasach PS3/Xboxa 360. Reloaded dobrze mi przypomniał ten czas, chociaż sama gra do perfekcyjnych przedstawicieli nie należy. Przede wszystkim kuleje sztuczna inteligencja przeciwników oraz naszych towarzyszy. Ci pierwsi zamiast strzelać do nas, potrafią przeskakiwać nad przeszkodami w nieskończoność lub po prostu stanąć i patrzeć się na kwadratową szczękę Marcusa. Natomiast towarzysze boju zamiast pomagać, odgrywają rolę mięsa armatniego, na którym czasami wrogowie skupią ogień.
Warto jednak podkreślić, że pierwsze Gears of War rozpromował wiele rozwiązań, które z czasem były dodane w kolejnych grach. Przykładem może być chociażby system osłon oraz szybkiego poruszania się między nimi. Tytuł z Marcusem nie był pierwszym, który oferował interaktywne otoczenie do chowania się przed ostrzałem, ale wyraźnie twórcy mieli pomysł na dopracowanie ich mechaniki tak, by dać poczucie przebywania na polu bitwy. Podobnie działa system aktywnego przeładowania, bo świetnie oddaje chaos podczas starć. Raz przeładujemy perfekcyjnie i możemy kontynuować potyczkę, a raz coś pójdzie nie tak, ręka się omsknie, czy broń się zatnie. Świetnie to działało na premierę oryginału, ale wciąż działa i teraz.

Ale to już było…
Chciałbym napisać coś o warstwie wizualnej i pochwalić widoczne różnice w obrazie między dzisiejszymi czasami a rokiem 2006, jednak nie mogę do końca tego zrobić. Z bardzo prostego powodu, w roku 2015 wyszedł już jeden remaster pierwszego GOW, który wygląda identycznie co wersja Reloaded – Ultimate Edition. Jak już o tym wspominam, to tak naprawdę nie ma większych różnic między wersją z przed 10 lat, a aktualnie recenzowaną, nie licząc jedynie najważniejszego faktu – Reloaded wyszedł na PS5. Jednak czy trzeba było wypuszczać w teorii ten nowy remaster tylko dlatego, że było to podyktowane zawitaniem na konsoli Sony? Nie można było wypuścić wersji Ultimate na PS5? Zwłaszcza że Reloaded było udostępnione jako darmowa aktualizacja dla posiadaczy wersji Ultimate. Biorąc to pod uwagę, recenzowana wersja jest przede wszystkim dla użytkowników najnowszego Playstation, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać historii Gearsów. To oni najwięcej zyskali z premiery tego remastera. Gra otrzyma odpowiednie noty za warstwę wizualną, jednak wolałem podkreślić podobieństwa między tą edycją a Ultimate.
Gears of War zbudował kawał historii, którą wielu wspomina ciepło. Dzięki nowemu remasterowi można cofnąć się w czasie z aktualnymi ulepszeniami graficznymi. Jeśli nie poznaliście tej opowieści, jak najbardziej warto spróbować pomóc Marcusowi oraz jego ekipie, zarówno na Waszych PS5, jak i w subskrypcji Game Pass.

Grę mogliśmy zrecenzować dzięki uprzejmości agencji PR Monday Comms, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.