Looseboy stworzył intrygującą mangę, opowiadającą o zwykłej dziewczynie, która zabija osoby obdarzone nadludzkimi mocami. Seria stale ewoluuje. Pytanie tylko, czy po ośmiu tomach autor jest w stanie nadal czymkolwiek zaskoczyć?
Z dłuższymi seriami bywa tak, że z biegiem czas potrafią one zmęczyć. I już nie czeka się z takim wyczekiwaniem na kontynuację, a wręcz zaczyna się myśleć o porzuceniu takiej serii. I ja właśnie po przerobieniu ósmej, a przede wszystkim dziewiątej części zacząłem odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Nadal dobrze się bawiłem, ale zacząłem się obawiać czy kolejne tomy utrzymają poziom. Niestety, ale wspominana dziewiąta część nie wniosła niczego nowego do serii, co mnie trochę rozczarowało. Dopiero na samym końcu pojawiło się światełko w tunelu… I faktycznie dziesiąty tom Talentless Nany okazał się przełomowy. Idziemy w zupełnie inną stronę! Do tej pory Nana zabijała utalentowanych, do tej pory byli oni po prostu pod obserwacją, ale zmieniła się sytuacja polityczna. I wszystkie osoby z talentami wylądowały w obozie, a może wręcz getcie. To wydarzenie odmieniło całą serię. Teraz Nana, która trzy lata spędziła w więzieniu, chce zorganizować ruch oporu i uwolnić wszystkich utalentowanych. Ale będzie to o wiele trudniejsze niż walka z przeciwnikami z supermocami. Nie tylko ma przeciwko sobie wojskowych, ale także zza grobu powrócił Nakajima (pierwszy „zabity” przez Nanę), jeszcze potężniejszy niż kiedykolwiek. Przyznaję, że po dziesiątym tomie jestem podekscytowany Talentless Naną, prawie tak samo mocno, jak po przeczytaniu pierwszych dwóch tomów. Natomiast kolejna część jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Mianowicie już byłem przekonany, że wiem, co myśleć o całej tej sytuacji, bohaterach i fabule. Już miałem chęci, aby poprzypinać łatki „dobry”, „zły” poszczególnym postaciom i… nagle wszystko wywróciło się do góry nogami. To jest chyba najpiękniejsze w tej serii, to ciągłe zbijanie z tropu, te naprawdę zaskakujące zwroty akcji. Cóż mogę więcej powiedzieć, po prostu czekam na kolejne tomy, bo jestem ciekaw, co jeszcze autor mógł wymyślić.

Na temat oprawy graficznej oraz wydania musiałbym się znów powtarzać. W zasadzie w mojej ocenie tych dwóch aspektów kompletnie nic się nie zmieniło. Zatem odsyłam do moich wcześniejszych recenzji (Talentless Nana t. 1-2; Talentless Nana t. 3-5; Talentless Nana t. 6-8). Również ponownie mogę powiedzieć, że za niecałe dwadzieścia pięć złotych otrzymujemy grube mangi wypełnione ekscytującą treścią. Podsumowując, po przeczytaniu tomów 9-11 znów poczułem powiew świeżości, ponownie wkręciłem się w tę serię i pierwsze oznaki zmęczenia po tomie dziewiątym rozwiały się całkowicie. Jestem bardzo zaintrygowany, jak to wszystko się zakończy. Choć trochę obawiam się, że bardzo długo przyjdzie mi czekać na finał tej opowieści. Niemniej wiem, że na chwilę obecną warto, ponieważ autor Looseboy doskonale wie, co robi. Polecam wszystkim zapoznać się z tą mangą, według mnie to jedna z najlepszych serii w ofercie wydawnictwa Waneko!

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.