Paramount Pictures pokazało wreszcie długo wyczekiwany teaser filmowego Street Fightera — aktorskiej superprodukcji, która ma być najbardziej wierną i najambitniejszą adaptacją gier Capcomu. Twórcy postawili na fan-casty, aktorów podobnych do swoich pierwowzorów oraz nazwiska kojarzone z kinem akcji, wrestlingiem i muzyką, co widać już w pierwszych sekundach materiału. Teaser nie tylko prezentuje bohaterów w ruchu, ale też towarzyszy mu zestaw nowych plakatów, dających wyraźne spojrzenie na każdego wojownika.
I rzeczywiście, lista nazwisk robi wrażenie. W obsadzie znaleźli się m.in. Andrew Koji jako Ryu, Noah Centineo jako Ken Masters, Callina Liang jako Chun-Li, Roman Reigns jako Akuma, Jason Momoa jako Blanka, Curtis „50 Cent” Jackson jako Balrog czy Andrew Schulz jako Dan Hibiki. Za reżyserię odpowiada Kitao Sakurai, a sam film będzie trzecim aktorskim podejściem do marki. Pierwsze — z 1994 roku — przyniosło kultowy pojedynek Jeana-Claude’a Van Damme’a i Raula Julii, natomiast próba z 2009 roku, The Legend of Chun-Li, okazała się kompletną porażką. Żadna z tych produkcji nie doczekała się kontynuacji.
Nowa adaptacja wygląda jednak na zupełnie inny kaliber. Wszystko wskazuje na to, że twórcy celują w mieszankę pastiszowego stylu, dynamicznych scen walki i dużej dawki nostalgii. W teaserze pojawia się nawet kultowy bonus stage ze Street Fighter II, gdzie zawodnicy rozwalają samochód — ukłon tak oczywisty, że trudno powstrzymać uśmiech.
Chociaż film może zaoferować trochę dramatów postaci, zwiastun wyraźnie zaznacza priorytety: widowiskowe, przerysowane walki i wierne odwzorowanie ikonicznych ciosów. To właśnie efektowne brawle wypadają tu najlepiej i trudno wyobrazić sobie fana, który narzekałby na takie podejście.
Teaser daje też do zrozumienia, że Street Fighter nie zamierza rywalizować tonalnie ze swoim „mroczniejszym kuzynem”, czyli Mortal Kombatem 2, który również trafi do kin w 2026 roku. Przy czym Mortal Kombat celuje w krwawe R-rated jatki, a Street Fighter prawdopodobnie dostanie PG-13.
Rok 2026 zapowiada się więc na prawdziwy pojedynek gigantów bijatyk na dużym ekranie — i wygląda na to, że obie serie mają do zaoferowania zupełnie inne, ale równie kuszące kino.