Każda dobra historia musi kiedyś dobiec końca. Nie wszystkie jednak potrafią zamknąć wieloletnią opowieść w sposób, który daje czytelnikowi poczucie satysfakcji, a jednocześnie pozostawia bohatera w miejscu, na które naprawdę zasłużył. Nightwing. Upadek Graysona udowadnia, że Tom Taylor doskonale wiedział, dokąd prowadzi swoją serię od pierwszego zeszytu. Paradoksalnie tytułowy upadek okazuje się bowiem nie historią o porażce Dicka Graysona, lecz o jego ostatecznym podniesieniu się i zamknięciu jednego z najlepszych rozdziałów w dziejach tej postaci.
Historia, która zatacza koło
To finał, który nie próbuje szokować za wszelką cenę. Zamiast kolejnego wielkiego resetu czy dramatycznego zwrotu akcji dostajemy opowieść o pogodzeniu się z przeszłością, odnalezieniu własnego miejsca i zrozumieniu, że największą siłą bohatera nie są jego akrobatyczne umiejętności, lecz ludzie, których zgromadził wokół siebie.
Od początku swojego runu, Taylor konsekwentnie budował historię opartą na rodzinie, odpowiedzialności i wspólnocie. Punktem wyjścia była fortuna pozostawiona Dickowi przez Alfreda Pennywortha, ale prawdziwym tematem serii od początku pozostawało pytanie, czym właściwie jest dom i co oznacza bycie bohaterem.
Ostatni tom domyka wszystkie najważniejsze wątki. Heartless przestaje być jedynie kolejnym złoczyńcą do pokonania, a staje się odbiciem Graysona – człowiekiem, którego dzieciństwo również naznaczyła tragedia, lecz który obrał zupełnie inną drogę. Taylor bardzo sprawnie odsłania kolejne elementy intrygi, reinterpretując wydarzenia rozsiane po ponad czterdziestu zeszytach. Szczególnie udana jest dwustronicowa sekwencja autorstwa Bruno Redondo, która nagle nadaje wcześniejszym scenom zupełnie nowe znaczenie. To jeden z tych momentów, które pokazują, jak starannie zaplanowany był cały run.
Największym zwycięstwem scenarzysty jest jednak sam Dick Grayson. Bohater przez lata uciekał przed traumą związaną ze śmiercią rodziców, lecz dopiero tutaj naprawdę się z nią mierzy. Taylor unika prostych rozwiązań i prowadzi Nightwinga do ważnego odkrycia dotyczącego własnej przeszłości. To właśnie ono pozwala mu ostatecznie zamknąć najboleśniejszy rozdział swojego życia i odzyskać wewnętrzny spokój.

Finał bardziej o rodzinie
Choć Upadek Graysona oferuje efektowne starcia i dynamiczną akcję, najważniejszym motywem pozostaje rodzina. Nie tylko ta biologiczna, ale również wybrana. Taylor zestawia ze sobą różne modele rodzicielstwa i pokazuje, że miłość rodzica do dziecka może prowadzić zarówno do największego dobra, jak i największego zła. W relacjach Alfreda, Bruce’a, Dicka, Melindy czy nawet Heartlessa przewija się pytanie o to, czym naprawdę jest odpowiedzialność za drugiego człowieka? Dzięki temu finał ma znacznie większy ciężar emocjonalny niż typowa historia o pokonaniu super złoczyńcy. To właśnie dlatego zakończenie działa tak dobrze. Nie dlatego, że stawka jest kosmiczna, lecz dlatego, że stawka to życie bohatera, którego czytelnik zdążył naprawdę polubić.
Bruno Redondo po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najlepszych rysowników współczesnego DC. Dynamiczne sekwencje akcji zachwycają płynnością, a plansze często wykorzystują układ kadrów do opowiadania historii, zamiast jedynie ilustrować scenariusz.
Retrospekcje otrzymują odmienną stylistykę, dzięki czemu łatwo odróżnić je od teraźniejszości, a kolory Adriano Lucasa znakomicie budują nastrój poszczególnych scen. Szczególnie imponują momenty ciszy, kiedy twórcy pozwalają obrazom mówić więcej niż dialogom. Całość wieńczy przepiękna okładka finałowego tomu, która doskonale oddaje charakter całego zakończenia.
Nightwing. Upadek Graysona nie jest opowieścią o klęsce. To historia o dojrzewaniu, wybaczeniu samemu sobie i odnalezieniu miejsca, które od początku było domem Dicka Graysona. Tom Taylor i Bruno Redondo stworzyli jeden z najlepszych runów o Nightwingu od wielu lat – pełen optymizmu, emocji i wiary w ludzi. Finał nie próbuje na siłę burzyć świata bohatera. Wręcz przeciwnie – pozwala mu wreszcie być szczęśliwym. W świecie współczesnych komiksów superbohaterskich to zaskakująco odważna decyzja.
Jeżeli cały run utrzymywał tak wysoki poziom, trudno nie uznać go za jedną z najważniejszych historii o Nightwingu w XXI wieku.
