Lost in Time wydaje wszystko, co stworzyli razem Antonio Segura i José Ortiz. Zaczęło się od Hombre, teraz przyszła czas na OZON-a. Czy ta pozycja okaże się zapomnianą perełka tego duetu, a może najsłabszym narysowanym przez nich komiksem?
O krok od apokalipsy
Jestem wielkim fanem twórczości Antoniego Segury i José Ortiza. Mam wszystkie komiksy od tego kreatywnego duetu, które zostały wydane w Polsce przez Lost in Time. Zatem oczywiście, że skusiłem się na OZON-a. Podobnie, jak Morgan czy Hombre księga 2, tak i recenzowana pozycja jest zbiorem kilkunastu czarno-białych opowiadań. Głównym bohaterem OZON-a jest prawy, wiecznie palący papierosy i uwielbiający kobiety oraz wódkę Rusin. Choć na okładce tego zbioru widzimy jeszcze piękną damulkę, to tak naprawdę poza protagonistą, wszystkie pozostałe postacie mają do odegrania epizodyczne role ograniczone do jednej opowieści. Drobnym wyjątkiem, ale potwierdzającym regułę, jest była żona Rusina. A w ogóle z ciekawostek pojawia się nawet bohater wyglądający jak Burton z Burtona & Cyba! Fabuła tych historii koncentruje się na tytułowej grupie, walczącej ze zmianami klimatycznymi, a konkretnie ścigającej ludzi, którzy doprowadzają do ekologicznych katastrof. Pomysł w sumie całkiem ciekawy, tym bardziej że ten świat powoli umiera. W większości miejsc na Ziemi nie da się już żyć z powodu wysokich temperatur. Zatem mamy do czynienia z komiksem apokaliptycznym. Kto wie, może świat pokazany w Hombre jest rezultatem tragedii, jakie obserwujemy w OZON-ie?

Walka z globalnym ociepleniem
Segura i Ortiz specjalizują się w komiksach akcji. Zatem mamy tutaj dużo opowieści skoncentrowanych na starciach z przestępcami. Mnóstwo strzelania i choć w pierwszej opowieści jedna z postaci mówi, że Rusin nie zabija, chyba że nie ma innego wyjścia, to dość szybko okazuje się, że w tych historiach trup ścieli się gęsto! No dobra, to podam kilka przykładowych ciekawych spraw: polowanie na podpalacza lasów, biblijny potop w nowym wydaniu, trujące gazy opanowujące miasta. A to jedynie wierzchołek góry lodowej, bo Rusin musi się też zmierzyć z fanatykami, którzy ukrzyżują każdego wroga natury. Segura miał całą masę pomysłów, więc w czasie lektury się wcale nie nudziłem. Niektóre opowiadania zaskoczyły mnie, inne zszokowały, a część była po prostu przeciętna i niezapadająca w pamięć. Problemem niektórych historii jest ich długość. Przez co niektóre twisty marnują potencjał. Na przykład nagle okazuje się, że za sznurki pociąga jeszcze inna osoba. I czytając, tę historię mam wrażenie, że powinno mnie to zaskoczyć, a może wręcz zszokować. Tylko że ja tej postaci nie znam, lub pojawia się dosłownie w tym momencie (chyba że ją przeoczyłem na wcześniejszych kadrach), w każdym razie i tak niestety nie mam czasu wyrobić sobie zdania na jej temat.

Czarnobiała kreska Ortiza
Bardzo podoba mi się styl Ortiza. Jednakże po przeczytaniu kilku komiksów przez niego zilustrowanych zarówno czarno-białych, jak i kolorowych, dochodzę do wniosku, że wolę, jednak gdy Ortiz dodaje barwy do plansz. Oczywiście nie zmiana to faktu, że jego kreska była mistrzowska i nadal po tylu latach nie sposób się nią nie zachwycać. Do wydania tym razem się przyczepię, bo w jednej scenie według mnie tekst z dymku powinien być wypowiadany przez kobietę, ale kelner przyjmuje zamówienie, zwracając się „proszę pana”. Niby drobiazg, ale ogólnie miałem też wrażenie, jakby tłumaczenie momentami było „toporniejsze”. Zdarzało mi się kilka razy czytać dymki w jednym kadrze, aby zrozumieć w pełni sens danej sceny. Niemniej pomimo tych drobnych przytyków sto trzydzieści złotych okładkowych, jak za taką cegłę wydaje mi się uczciwą ceną.

Czy warto dołączyć do OZON-u?
Sam do końca nie wiem, jak do końca ocenić OZON-a. Na pewno nie żałuję, że przeczytałem omawiany komiks. Jako że uwielbiam ten duet, komiks zostanie u mnie w kolekcji i jak tylko ukaże się księga druga, od razu po nią sięgnę. Jednakże spośród wszystkich dzieł Ortiza i Segury ten wypada chyba najgorzej. Cały czas się waham w ocenie. Mamy tutaj ciekawy klimat, fajny motyw apokaliptyczny, ale ostatecznie nie wkręciłem się aż tak mocno w te opowieści. Oczywiście kilka było wręcz wybitnych z trafiającym do mnie przesłaniem – jak ta o niesprawnych maskach przeciwgazowych zakupionych przez Dyrektora do spraw sanitarnych od… krewnego (w ogóle ten komiks przecudnie pokazuję, że nawet w obliczu globalnej katastrofy ludzie i tak myślą tylko o pieniądzach). Pozostałe jednak raczej szybko wylecą mi za pamięci.
Podsumowując, OZON jest ciekawym i dobrym komiksem, ale ten zdolny duet stworzył lepsze powieści graficzne. Jednakże warto docenić temat, bo jest coś nowego, oryginalnego i pouczającego. Na chwilę obecną byłaby to dla mnie siódemka, ale zobaczymy, co przyniesie księga druga.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.