Dobranoc, słodki książę
Jak pamiętacie z Ogrodu Ramy, kosmiczna komisja etyczna ostatecznie zmuszona była orzec, że ludzkość nie nadaje się do kohabitacji z innymi rozumnymi gatunkami. Dali nam szansę, którą doprowadziliśmy na skraj katastrofy. Tak to jest, kiedy badanie naukowe polega jedynie na próbkowaniu, a nie obserwacji w naturalnym środowisku. Gdyby Obcy poprzyglądali się gwałtownie tracącej bioróżnorodność Ziemi i ogrzewającej się w rytmie silników spalinowych, pewnie uszczelniliby akwarium zbudowane dla człowieków w Ramie III.
Resztę podróży do kolejnego węzła naukowo-komunikacyjnego społeczność Nowego Edenu spędziła w hibernacji. Dzięki temu udało się dostarczyć cenny ładunek kosmicznej arki i poddać go kolejnym etapom integracji lub izolacji od pozostałych inteligentnych gatunków.
Inżynierowie czy encyklopedyści?
Pytanie o to kto i po co skonstruował Ramów powraca w każdym tomie serii. W Ramie II Nicole i czytelnicy uzyskali pewne wskazówki. Przede wszystkim zapewniono nas, że w tamtym Węźle nie spotkaliśmy rasy inicjatorów całego przedsięwzięcia. Ci z nas, którzy czytali inne książki Clarke’a, zastanawiali się na pewno, czy gdzieś na końcu nie kryje się tajemnicza inteligencja jak z finału serii Odysei kosmicznej.
Żeby nie spojlerować, ale coś wam jednak podpowiedzieć, przypomnę, że Tajemnica Ramy wyszła w 1993 roku. To czasy Carla Sagana, jego Kosmosu, ale też Kontaktu. Epoka, w której New Age wciąż nieźle się trzyma. Nie wszystkie książki z gatunków opatrzonych przymiotnikiem “naukowy” z tego okresu dobrze się postarzały… Moim zdaniem niektóre wątki z opisywanej tu historii też nie. Ale zapewniam, że jakiś rodzaj odpowiedzi dostajemy i niewątpliwie może on stanowić paliwo dla dalszych rozważań nad sensem życia i kosmosu (nie, nie 42).
Co się stało z Nicole des Jardines?
Wielkie pytania o Wszechświat i jego mieszkańców stanowią ważny aspekt serii Clarke’a i Lee, ale nie oszukujmy się, od Ramy II chodzi jednak o pewną sportsmenkę i naukowczynię. To ona jest tricksterem napędzającym kolejne zwroty akcji, to jej nienasycona ciekawość umożliwia prawdziwy Pierwszy Kontakt, a idealizm i wiara w ludzkość znajdują smutny finał w kolejnym wygnaniu z rajskiego ogrodu. Życie ciężko doświadczyło Nicole, nawet jeśli od czasu do czasu obdarowywało ją czymś pięknym, miłością czy rodziną.
W Tajemnicy Ramy autorzy chyba postanowili wynagrodzić swojej bohaterce cierpienia, których dotąd jej nie szczędzili. Kiedy mówię “autorzy”, oczywiście mam na myśli zarząd kosmicznego ZOO, ale trochę też jego prezesów, panów Clarke’a i Lee. Podarowali oni swojej ulubionej postaci wizytę w ostatecznym muzeum historii naturalnej. To jej oczami patrzymy na historię kosmosu, rozwój życia, to dzięki niej zadajemy pytanie o TYCH Obcych i ich rolę.
Moim ulubionym tomem tej serii pozostaje pierwszy – brawurowa satyra na naukowców głosząca jednocześnie głęboką wiarę w naukę. Nicole jest właściwie jedynym echem tego, górnolotnie mówiąc, przesłania w jej kolejnych książkach. Rozumiem więc, dlaczego autorzy w finale postanowili pozamykać dramatyczne wątki i wrócić do nerdowskiego klimatu z samego początku opowieści o tym, jak ludzie znaleźli wielki, pusty statek kosmiczny i usiłowali zrozumieć, co właściwie oznacza to spotkanie. Zwłaszcza że nie da się odpowiedzieć na takie pytanie bez zahaczenia o fundamentalne kwestie naukowe i miejsce ludzkości w kosmosie.
