Eduardo Risso zdobył uznanie, za sprawą świetnych rysunków w wielu docenionych komiksach (Batman. Rozbite miasto, 100 naboi itd.). Czy warto poznać jeden z pierwszych jego projektów, jakim był komiks pod tytułem Parque Chas?
Co jest prawdą, a co fikcją?
Na Parque Chas składa się prawie stustronicowa część pierwsza i o połowę krótszy rozdział drugi. Wraz z Ricardem udajemy się do tajemniczej, tytułowej dzielnicy zlokalizowanej w Buenos Aires. Nasz protagonista wynajmuje właśnie tam pokój od dziwnej kobiety, która zakazuje mu otwierania okna w sypialni. To dopiero początek nietypowych wydarzeń, dość szybko Ricardo przekonuje się, że Parque Chas jest niczym trójkąt bermudzki, do którego wszystko może trafić. I na próżno w tej dzielnicy szukać logiki. Już po pierwszych stronach ujął mnie pomysł na ten komiks. Bawimy się motywem miejskich legend! Ricardo szuka odpowiedzi, słucha miejscowych, jak opowiadają mu o rozmaitych dziwnych zdarzeniach, jakie miały miejsce w Parque Chas. I tak trafia się genialna historia o tajemniczej odnodze metra zbudowanej dla generała Peróna oraz o mordercy rozjeżdżającym ludzi w nocy zielonym Falconem. Poznajemy też dziecięce dzieje dwójki bohaterów, jedna dotyczy ustawki pomiędzy uczniami dwóch szkół, która przerodziła się w niebezpieczną bitwę, a druga spotkania z przerażającym El Cuco w kanałach. I w tym wszystkim najlepsze jest to, że Barreiro nie podaje nam odpowiedzi na tacy. Bardzo podobają mi się te niedopowiedzenia, przypomina mi to klimat opowiadań grozy spod pióra Lovecrafta.

Ricardo po drugiej stronie okna!
Ogólnie do pierwszej części Parque Chas nie mam żadnych zastrzeżeń. Bawiłem się wyśmienicie, próbując wraz z protagonistą zrozumieć naturę tej chaotycznej dzielnicy. W drugiej części Barreiro prowadzi nas na drugą stronę okna, które już było wspomniane na samym początku komiksu. I jest jeszcze dziwniej, może trochę za dziwnie. Z ciekawszych rzeczy, mamy wariację na temat teorii spiskowych związanych choćby z reptilianami (choć tutaj mamy coś innego zamiast jaszczuroludzi). Niemniej bardziej podobały mi się te dziwne, zagadkowe sprawy z pierwszej części. Wolałbym więcej opowieści o znikających maratończykach czy tajemniczych bibliotekach. W każdym razie zwiedzanie pełnego absurdów świata po drugiej stronie okna również było intrygujące, z tego powodu pochłonąłem błyskawicznie te sto pięćdziesiąt stron. I czuję się w pełni usatysfakcjonowany całą historią.

Przeraźliwy El Cuco!
Eduarda Risso raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Ma on na swoim koncie sporo udanych powieści graficznych. Jego style jest na tyle specyficzny, że od razu rzuca się w oczy. Jednakże jak to bywa z wszystkimi umiejętnościami, kształtują się one z biegiem lat. Podobnie było z kreską Risso. I dzięki wydawnictwu Mandioca mamy możliwość zobaczyć jeden z pierwszych komiksów przez niego narysowanych. I choć nie jest to jeszcze ta charakterystyczna kreska, to widać już tutaj rękę mistrza. Choćby świetnie operuje światłem i cieniem, a także dba o każdy detal. Podczas czytania z przyjemnością podziwiałem każdy kadr, zwłaszcza moją uwagę zwróciły świetnie narysowane twarze bohaterów. Nawet te epizodyczne postacie miały jakieś charakterystyczny element, że rozpoznałbym ich w dzikim tłumie. Do wydania nie mam żadnych zastrzeżeń. Solidne wydany komiks w twardej oprawie z ciekawą, intrygującą okładką. Cena okładkowa wynosi sto dziewięć złoty i może jest to ociupinkę za droga, ale nawet u wydawcy można znaleźć już za niecałe osiemdziesiąt złotych. I za tę kwotę już zdecydowanie warto nabyć recenzowaną pozycję.

Czy warto zagubić się w dzielnicy Parque Chas?
Parque Chas jest fenomenalnym komiksem. Pomysł na dzielnicę pełną tajemnic jest po prostu genialny. Aż chciałbym zobaczyć tę historię przełożoną na język filmu. Przez całą lekturę czułem się niczym Ricardo – zżerała mnie ciekawość i chciałem poznać odpowiedzi na wszystkie pytania. Na szczęście Barreiro pozostawił trochę niedopowiedzeń, zatem Parque Chas tak szybko nie wyleci mi pamięci. Oczywiście chciałbym też pochwalić świetną kreskę Eudardo Risso bez tego tak łatwo nie przeniósłbym się do niesławnej dzielnicy Buenos Aires.
PS: Jeśli spodoba Wam się Parque Chas, to polecam sięgnąć jeszcze po Miasto. Można tam zauważyć ewolucję pomysłów Ricarda Barreiro, bo z pojedynczej dzielnicy przenosimy się do tajemniczego, dziwacznego miasta…
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Mandioca, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.