Czy można zawsze wygrywać?
Napisałem we wstępie, że ta odsłona przygód Batmana i spółki ma naprawdę dobrą fabułę. Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ cały utwór zaczyna się od sytuacji, w której Liga dostaje sromotnie po tyłku. Istoty rządzące strachem opanowują członków JL. Dopiero ofiarność Green Lanternów pozwala zapobiec klęsce. Jednak ziarno strachu zebrało swoje żniwo. Członkowie Ligi zaczynają się zastanawiać nad swoimi odruchami i motywacjami. I właśnie w tym momencie znowu zaczynają przegrywać. Coś zmusza superzłoczyńców do skoordynowanych ataków na stowarzyszenie, a dodatkowo tajemniczy wirus infekuje oprogramowanie Cyborga i Pierścień Lanternów. Czy w takim razie Liga da radę tajemniczemu przeciwnikowi? Czy uda im się pokonać zagrożenie? I co wyjdzie z rodzącego się uczucia Flasha do młodej Green Lantern? Na te i inne pytania odpowie ten komiks. Zaręczam, że niektóre zagrania i twisty sprawią, że będziecie mieli mętlik w głowie.
Emocjonalne apogeum
Poza świetną fabułą także ładunek emocjonalny, niesiony przez ten utwór, kwalifikuje go do dzieł wybitnych. Czytając Epidemię, naprawdę idzie się utożsamiać z bohaterami i przeżywać ich emocje. Zwłaszcza w przypadku Batmana i Jade – Green Lantern. Bohaterowie zarysowani w tej historii na głowę biją bohaterów innych komiksów. Flash na przykład jest bardziej flashowy niż w serii mu poświęconej. Na kartach można spotkać naprawdę sporo znanych postaci, do których należą chociażby Kapitan Bumerang czy Alfred. A wszystkie naprawdę dobrze narysowane, jak i napisane. Scenarzyści i graficy zrobili tutaj kawał porządnej roboty, za co należą im się ukłony.
Podsumowując, można rzec, że Epidemia to naprawdę udany komiks. Wart zarówno czasu, jak i pieniędzy. Polecam każdemu.