Ja, inkwizytor. Łowcy dusz to czwarty tom Cyklu inkwizytorskiego autorstwa Jacka Piekary. Ta książka zawiera tylko cztery opowiadania, natomiast dwa z nich mają ponad 100 stron, więc można na dłużej zagłębić się w przedstawiane historie. Kolejne sprawy, w które zamieszany jest Mordimer, pozwalają na poczucie grozy czasów pełnych tortur, brudu, biedy i politycznych zagrywek.
Nie wiem, czy jest to umyślne działanie autora, czy po prostu taki mam gust i nieszczęście, że najlepsze moim zdaniem opowiadanie zawsze jest tym ostatnim. Nie inaczej było w tym tomie. Zanim więc dotarłam do prawdziwej perełki, mogłam wraz z głównym bohaterem powrócić do tematu wampirów, które poznaliśmy już wcześniej.
Natomiast w historii Piękna jest tylko prawda Mordimer mierzy się z intrygą szlachciców. Został postawiony w bardzo ciekawym położeniu, ponieważ wydawało się, że słusznym rozwiązaniem byłoby działanie wbrew zasadom, którymi do tej pory się kierował. Zastanawiałam się czy zmieni nieco poglądy lub przymknie oko na działanie drugoplanowych postaci.
Wisienką na torcie jest opowiadanie Wodzowie ślepych. Jak ja się dobrze przy nim bawiłam, chociaż początek nie zapowiadał aż takiej rozrywki. Inkwizytor zostaje wplątany w wojnę i jako oficjalny wysłannik nie ma możliwości wyplątania się w taki sposób, aby przeżyć. Staje się pionkiem, który ma być użyteczny, ale jeśli nie przetrwa, to nie będzie wielkiej straty. Dojście do takich wniosków nie jest zbyt miłe dla Mordimera, ale świadomy swojego położenia stara się jak najlepiej grać, choć według cudzych zasad. Bardzo podobało mi się pokazanie, jak tworzy się własną wersję historii i jak łatwo można wmówić masom, co rzekomo widzieli. Jednak to samo zakończenie jest najbardziej zaskakujące i naprawdę warto do niego dotrwać.
Czwarta część cyklu to dobra kontynuacja, a ostatnie opowiadanie to taka dawka emocji i informacji, że od razu chce się więcej. Po każdym zakończeniu jestem mocno pozytywnie nastawiona na następną książkę, a potem znowu okazuje się, że opowiadanie kierują nas w całkowicie inne tematy i rejony. Nie zmienia to jednak moich odczuć i nie wpływa na chęć dalszego czytania.
Chociaż trudno utrzymać równy poziom wszystkich opowiadań, to czwarty zbiór wydaje mi się bardziej udany niż dwa poprzednie. Cały cykl jako całość jest na pewno godny polecenia, chociaż trzeba mieć świadomość, że zarówno opisywane, czasami brutalne sceny, jak i wulgarny język i po prostu okrutne czasy nie każdemu przypadną do gustu. Warto więc zapoznać się najpierw z próbką twórczości Jacka Piekary. Dla mnie jest to bardzo przyjemna lektura, choć to słowo w ogóle nie pasuje do klimatu książek. I chociaż nadal nie lubię Mordimera jako osoby, to humor wpleciony w historie mnie bawi i w pewien sposób urzeka.
