Pierwszy dodatek fabularny do jednej z najciekawszych gier zeszłego roku wraca do pytania, które pierwowzór tylko sugerował: co by było, gdyby Jan Naukowiec jednak został na planecie.
Nie będę ukrywał, rok temu The Alters rodzimego 11 bit studios kupiło mnie po całości. Rzadko się zdarza, by gra połączyła emocjonalnie naładowaną fabułę, trudne moralne wybory i survival oparty na precyzyjnym zarządzaniu czasem w tak spójną i wciągającą całość, że zaraz po napisach końcowych chciało się wracać do niej od nowa, by sprawdzić, co kryją inne warianty historii i inni Janowie. Rozszerzenie tej koncepcji, Last Variable, powstało właśnie z myślą o tych, którzy owego pytania „Co by było, gdyby?” nie potrafili odpuścić. I samo w sobie stanowi na nie odpowiedź.
Nowy Jan, stara Oaza
Jako że słowo się rzekło, fabularnie Last Variable podejmuje wątek, w stronę którego twórcy w podstawowej wersji gry nieustannie nas popychali, mimo że formalnie było to rozgałęzienie opcjonalne. Chodzi o decyzję Jana Naukowca, by zostać na planecie i poświęcić się badaniu fenomenu Oazy, jedynego miejsca na powierzchni, które w jakiś niewytłumaczalny sposób przetrwało kolejne cykle palącego słońca. Rzecz jasna jednak, jak to w tej serii bywa, nic nie jest tu podane na tacy. Już w pierwszych minutach dodatku okazuje się, że wcielamy się w kolejną, nową wersję samego siebie. Co się stało z poprzednikiem? Dlaczego trzeba było go zastąpić? I przede wszystkim: jaka tajemnica faktycznie kryje się za Oazą? Rozwikłanie tych pytań staje się głównym motorem napędowym fabuły, a droga do odpowiedzi wiedzie, podobnie jak w podstawce, przez sprawne zarządzanie ludźmi i zasobami oraz stopniowe budowanie naukowej hipotezy na temat mechanizmu działania Oazy.
To, co odróżnia ten wątek od głównej kampanii, to charakter naszej matrycy. Tym razem punktem wyjścia dla kolejnych alteracji jest naukowa wersja Jana i konsekwencje jego dalszych życiowych wyborów, a nie splot przypadkowych zdarzeń z przeszłości różnych bohaterów. Dzięki temu poznajemy nowe specjalizacje: fizyk, geolog czy biolog, którzy pełnią zasadniczo te same funkcje co alterzy z podstawowej wersji gry, tylko przefiltrowane przez pryzmat nauki. Ktoś wydobywa metale szybciej, ktoś inny sprawniej naprawia instalacje, jeszcze inny dba o zdrowie załogi. Nowi bohaterowie nie są jednak bezproblemowymi automatami do wykonywania zadań. Są równie humorzaści i wymagający uwagi jak ich poprzednicy, więc trzeba z nimi rozmawiać, dbać o ich potrzeby i realizować zlecane przez nich zadania poboczne, jeśli chce się utrzymać bazę w stanie pozwalającym na dalsze badania.

Ciężar pamięci
Istotne jest to, że twórcy nie sięgnęli po najprostszy trik, jakim byłaby amnezja bohatera pozwalająca zacząć całkowicie od zera. Akcja dodatku rozgrywa się bowiem w momencie, w którym w podstawowej grze poznaliśmy już część technologii, więc i tutaj startujemy z pewnym zapleczem. Mamy choćby skaner anomalii, którym można je jednocześnie neutralizować. To decyzja, która ma sens fabularny, ale stawia też przed scenarzystami wyzwanie: jak sprawić, by powrót do dobrze znanego świata nie był jedynie odgrzewaniem tych samych pytań egzystencjalnych.
Odpowiedzią jest tu przesunięcie ciężaru z relacji między różnymi Janami na relację między Janem a samą planetą. To właśnie w tym miejscu Last Variable najbardziej broni się jako osobna, sensowna opowieść, a nie zwykły dodatek zawartości. Zamiast kolejnej galerii alternatywnych wersji, obarczonych własnymi traumami i wyborami, dostajemy historię o obsesji, uporze i pytaniu, czy poświęcenie wszystkiego dla jednej tajemnicy naukowej ma jeszcze sens, gdy nie ma już nikogo, kto mógłby to poświęcenie docenić. To subtelna, ale odczuwalna zmiana tonu względem podstawki, która momentami stawiała w centrum uwagi emocjonalne relacje między Janami.

Trzynaście lat w jednej chwili
Choć na papierze mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z prostym „więcej tego samego”, i do pewnego stopnia rzeczywiście tak jest, to skala problemu postawionego przed graczem została tu przemodelowana. Nasza baza w Last Variable jest stała i chroni przed zgubnym działaniem słońca, o ile uda się zbudować komorę hibernacyjną. Gra wymusza to zresztą na nas praktycznie od pierwszych chwil, dając zaledwie kilkanaście dni na zebranie zasobów potrzebnych do przetrwania kolejnych trzynastu ziemskich lat w podziemnej bazie. To czas, w którym warunki na powierzchni planety zmiotą dosłownie wszystko, resetując część naszego postępu. Struktury zbudowane w samej Oazie przetrwają, a przeprowadzone badania będziemy mogli wykorzystać w kolejnym cyklu, ale cała zabawa z rozstawianiem pylonów, kopalni i usuwaniem anomalii zaczyna się od nowa.
To sprytne rozwiązanie narracyjno-mechaniczne, bo pozwala twórcom pokazać upływ czasu i konsekwencje naszych decyzji w skali, jakiej podstawowa gra nie mogła sobie pozwolić, jednocześnie utrzymując poczucie ciągłości. Nie tracimy wszystkiego, ale musimy wciąż na nowo udowadniać, że zasługujemy na kolejny etap badań. Ten rytm cyklów, budowy, katastrofy i odbudowy, staje się właściwie osobnym bohaterem dodatku, momentami równie ważnym jak sam Jan i jego alterzy.

Nowe narzędzia badacza
Obok tego dochodzi cały zestaw mniejszych i większych nowości. Mamy choćby kwestię uzupełniania notatek na uczelnianej białej tablicy podsumowującej postępy w badaniach Oazy, terraformery poszerzające jej zasięg, system rurociągów do wydobywania ulepszonego Rapidium czy bazy polowe, którymi obsadza się kolejnych alterów. Do tego dochodzi ogromna nowa mapa do eksploracji, momentami jeszcze bardziej rozbudowana horyzontalnie i wertykalnie niż obszary znane z podstawki – do tego stopnia, że można odnieść wrażenie, że jej rozgałęzieniom nie ma końca. Mimo że nadal mówimy o jednym obszarze zamiast kilku, jak to miało miejsce w oryginale, ale jak na dodatek i tak jest to zakres imponujący, a poszczególne systemy terraformowania, wydobycia i badań nachodzą na siebie w sposób, który wymaga sporo planowania z wyprzedzeniem.

Zmiana rytmu
Choć niewątpliwie struktura rozgrywki została przez twórców po raz kolejny skrupulatnie przemyślana, jest jednak coś, co osobiście uwiera mnie bardziej niż cokolwiek innego w Last Variable – a jest tym zmiana jej charakteru. Podstawowa wersja The Alters była przede wszystkim walką z czasem, w której każda decyzja miała swój koszt liczony w minutach, a presja brała się z nieustannego odliczania do katastrofy. Tutaj ten rytm zostaje zastąpiony przez coraz bardziej rozbudowaną sieć instalacji, które muszą ze sobą współgrać, a satysfakcja płynie raczej z optymalizacji skomplikowanego systemu niż z gonitwy z zegarem. Bo po prawdzie, po wybudowaniu wspomnianej przeze mnie wcześniej komory hibernacyjnej, jedynym co nam zagraża jest częściowa utrata progresu.
To wciąż angażujące, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że coś z pierwotnego napięcia zostało po drodze zagubione. Osobiście wolałem założenia pierwowzoru, w którym presja czasu, a nie logistyki, była tym, co napędzało każdą decyzję. Tam liczyła się każda minuta spędzona na powierzchni, tutaj liczy się raczej to, czy dobrze zaplanowaliśmy kolejność budowy i badań na najbliższe kilka cykli. To wciąż survival, ale zupełnie inny w odczuciu, bardziej przypominający budowanie skomplikowanej maszyny niż walkę o przetrwanie z sekundy na sekundę.

Powrót po roku
Nie znaczy to jednak szczęśliwie, że DLC stało się czymś, co można odhaczyć z zamkniętymi oczami. Twórcy nie dają tu bowiem żadnej taryfy ulgowej od startu rozgrywki, a informacja w menu głównym wprost zaznacza, że przed rozpoczęciem dodatku silnie zalecane jest ukończenie podstawowej wersji gry i nie są to czcze słowa. Wracając do Last Variable niemal rok po premierze oryginału, musiałem solidnie pogrzebać w pamięci, by przypomnieć sobie zarówno kontekst fabularny, jak i specyficzne tempo rozgrywki, którym gra uderza od pierwszych minut. To pułapka, w jaką może wpaść niejeden gracz powracający po dłuższej przerwie, choć jednocześnie trudno mieć o to pretensje do studia. W końcu to naturalna konsekwencja tego, że dodatek trafia na rynek z takim opóźnieniem względem premiery bazowej gry.

Strona techniczna
Pod względem technicznym Last Variable nie odbiega znacząco od tego, co znamy z podstawki. Silnik radzi sobie dobrze zarówno z kameralnymi wnętrzami bazy, jak i rozległymi, skomplikowanymi terenami nowej mapy, a stonowana, surowa estetyka i nieco przytłumiona paleta barw pozostają spójne z pierwowzorem. Nie natrafiłem przy tym na błędy, które w istotny sposób zaburzałyby przyjemność z rozgrywki, choć dwukrotnie grze udało się zaliczyć crash do pulpitu z właściwie niewiadomych powodów. Przy dodatku tej skali nie jest to całkowita porażka, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile nowych systemów trzeba było zazębić z już istniejącym fundamentem podstawowej gry, ale mimo wszystko – stabilność pozostaje do doszlifowania.

Podsumowanie
Last Variable to dodatek, który najwięcej daje tym, którzy w podstawowej wersji The Alters najbardziej pokochali relację Jana z samym sobą i pytania o alternatywne ścieżki życia; niekoniecznie zaś tym, dla których największą siłą oryginału była bezwzględna, odliczana w minutach walka o przetrwanie. Fabularnie to satysfakcjonujące domknięcie jednego z najciekawszych wątków kampanii bazowej, a pomysłowa mapa, cała masa pomniejszego kontentu i mechaniki terraformowania dowodzą, że 11 bit studios wciąż ma pomysł na rozwijanie tego uniwersum. Choć można czepiać się zmienionego rytmu rozgrywki, Last Variable pozostaje podróżą, którą warto odbyć, choćby po to, by po raz kolejny zapytać samego siebie: kim byłbym, gdybym gdzieś, kiedyś postąpił inaczej.
Grę do recenzji dostaliśmy od Evolve PR, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.