Christopher Bec kojarzony z Pomroką, Mroczną Otchłanią czy Siberią 56 ponownie wybrał się w kosmos zabierając ze sobą Jaouena Salaüna, autora Elecboya. Czy Eternum tego kreatywnego duetu okaże się jednym z najlepszych tegorocznych komiksów?
Kosmiczna zagadka
Eternum to już drugi komiks Christophera Beca wydany w Polsce, a rozgrywający się w kosmosie. Siberia 56 bardzo mi się podobała, mam ją do dziś i mile ją wspominam. Zatem z wielką ochotą zabrałem się za Eternum. I tak szczerze, to do końca nie wiem, co myśleć o tym komiksie, ale po kolei. Historia koncentruje się na znalezieniu reliktu na górniczym księżycu Aldeman. Co dość szybko prowadzi do komplikacji, bo statek z naukowcami wysłany z Ziemi w celu jego zbadania odkrywa, że baza górnicza jest pusta. Wszyscy robotnicy wymordowali się nawzajem. Co tam się wydarzyło? I czym jest tajemniczy artefakt? W międzyczasie dochodzi do potężnych rozbłysków i potężne strumienie światła przemierzają galaktyki w nieznanym kierunku. Sporo tutaj tajemnic dlatego pochłonąłem dość szybko ten komiks, aby poznać rozwiązanie zagadki. Z jednej strony wszystko zgrabnie zostało wyjaśnione i ogólny koncept Beca według mnie jest ciekawy, aczkolwiek mam poczucie jakiegoś niedosytu. Nie czuję się w pełni usatysfakcjonowany rozwiązaniami fabularnymi – mam mieszane uczucia. Historia mi się podobała, wciągnęła mnie, ale… czegoś mi tutaj zabrakło. Może jakiegoś mocniejszego zwrotu akcji…? Mam też problem z bohaterami, bo przez dłuższy czas, mamy bardziej poczucie obcowania z bohaterem zbiorowym. Jest grupa naukowców, górników, a przez to nikt nie zapada w pamięć. Dopiero potem wyłania się choćby Adam Sanders, żołnierz, który brał udział we wcześniejszym konflikcie zbrojnym na Ziemi i nie może poradzić sobie z traumą. Aczkolwiek tajemniczy artefakt zdaje się działać na niego kojąco. Kluczowym bohaterem staje się także Siderow, czyli prezes kosmicznego konsorcjum, dążący do odkrycia tajemnicy reliktu obcych. Jawi się jako postać niejednoznaczna. W pewnym stopniu jest i chorobą i lekarstwem. Ciężko, go w sumie ocenić, bo de facto dźwiga na sobie sporę brzemię, ale pytanie, czy to wystarczający powód, aby go nie potępić, za niektóre działania. Jest jeszcze trzecia bohaterka, ale o niej zamilknę, aby nie spojlerować. Powiem tylko, że rysownik Salaün umiejętnie pokazał jej wszystkie atuty.

Blask kosmicznego promienia
Nie czytałem Elecboya, wydanego przez Lost in Time, więc to mój pierwszy kontakt z kreską Jaouena Salaüna. I moje wrażenie po przekartkowaniu było raczej negatywne. Jakoś tak wydało mi się to nijakie i generyczne. Niemniej, jak już na poważnie wziąłem się za lekturę, to styl Salaüna ujął mnie. Zwłaszcza podoba mi się, jak przedstawia wszystkie panele, hologramy itp. Miałem wrażenie, że faktycznie patrzę na jakiś wyświetlacz – piękny efekt. Podobnie świetnie wyglądają te strumienie światła. Cała reszta, łącznie z wyglądem postaci też trzyma poziom. Bardzo mi się spodobały ponadto projekty kombinezonów obcych na pierwszych stronach komiksu. No i okładki, zwłaszcza te w galerii na końcu tomu robią fenomenalne wrażenie. Do wydania się miałem się nie przyczepiać, ale znalazłem jedną literówkę – „a rządy szybko zastałyby obalone”.

Czy warto poznać twórczość Christophera Beca?
Eternum jest ciekawym komiksem science fiction, który przedstawia oryginalny pomysł na wizje powstania ludzkości. Zamiast nadmiaru akcji, mamy tutaj tajemnice do rozwikłania, choć sam finał nie jest aż tak bardzo satysfakcjonujący, jakbym sobie wyobrażał. Do tego pomysł na rozwiązanie dylematu na samym końcu. Według mnie był oczywisty od początku, a bohaterowie dość późno na to wpadli. Podsumowując, bawiłem się świetnie, choć po zakończonej lekturze, mam poczucie, że mogło być trochę lepiej. Niemniej Eternum dowodzi, że warto sięgać po komiksy Christophera Beca. W pierwszej kolejności jednak polecam sięgnąć po Siberię 56.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.