Sława i pieniądze
To z tymi dwoma słowami kojarzy nam się Hollywood. I niewątpliwie dla garstki wybranych właśnie tym jest kariera filmowa. Tym razem porozmawiamy jednak o ludziach, dla których podstawowa zbitka to pot i krew lub harówa i bieda. Zupełnym przypadkiem są to osoby, które pragną coś stworzyć, powiedzieć coś własnego… Ale żeby przetrwać, muszą pracować u innych. Zamiast własnej kreatywności, realizują cudze pomysły… a może wręcz chałtury?
Jak bardzo możesz zmienić się by sprzedać swą muzykę? pytał w latach 90. Kazik. Dwadzieścia lat wcześniej w fabryce słów odpowiedź brzmiała często – całkowicie. Sprzedawano oczywiście twarz, głos czy umiejętności kaskaderskie, urodę i talent. Sammy Harkham postanowił o tym opowiedzieć, zaczynając w nieco nietypowym miejscu, mieszkanku nuklearnej rodziny z malutkim dzieckiem.
Komiks startuje więc od wielkiego zmęczenia, które definiuje relację pewnego scenarzysty przed trzydziestką i jego partnerki. Potem następuje pośpiech, bieganina i nerwówa, suto zakrapiana alkoholem, już w wykonaniu samego artysty z aspiracjami. Niekompatybilne rozkłady dnia, krótkie spotkania późną nocą w łóżku, niekupione jedzenie… Nie musicie pracować w branży kreatywnej, ani nawet mieć potomka, żeby wczuć się w ten klimat.

Wielkie zmęczenie materiału
To już nie są złote lata Hollywood, Kleopatra dawno zeszła z afiszy, kręci się sporo i nieco głupio. Ma być akcja, nieco szczucia cycem. To jeszcze sporo przed epoką VHS, ale u Harkhama już czuć klimat masowej produkcji obrazków mających zająć widza tylko na chwilę, pozbawionych większych ambicji. Dzisiaj uwielbiamy takie retro klimaty, jednak dla bohatera Krwi to jego codzienna, upierdliwa, nudna praca bez szansy na rozwój, samodzielne reżyserowanie czy stworzenie wreszcie czegoś własnego.
W przypadku bohatera i jego partnerki frustracja i brak perspektyw sprawi, że zaczną spoglądać w kierunku innych osób – w końcu jedno drugiego i tak już prawie nie widuje. To napięcie między życiem prywatnym i (bardzo wymagającym) zawodowym eksplorują też Wojny Lucasa, robią to jednak nieco inaczej, mniej dusząco, być może dlatego, że wszyscy znamy szczęśliwe zakończenie tamtej historii. W Krwi czytelnik może obserwować jeszcze jeden aspekt pracy filmowców, który przewija się w komiksie o Gwiezdnych Wojnach – wieczne łażenie za kimś, kto może twórcy umożliwić kolejny krok, dysponuje środkami i przestrzenią do pracy, krótko mówiąc, trzyma władzę. Te pielgrzymki często kończą się późną nocą i po wielu szklaneczkach czegoś na rozluźnienie.
W ramach oddechu zasadnicza fabuła Krwi została przerwana historią pewnego kowboja, To taki film w filmie, krotochwila pokazująca nieco przyjemniejsze oblicze Hollywood. Czyta się ją bardzo przyjemnie, mnie jednak trochę wytrąciła ze skupienia na głównej historii.
Choć Krew dziewicy opowiada o przemyśle filmowym, to pokazana tu perspektywa niespełnionej płotki przemykającej między poważnymi graczami jest uniwersalna. Nie bez powodu kilka razy przywołałam tu klimat ostatniej dekady XX wieku – ten ulokowany w latach 70. komiks idealnie pokazuje przygody w kapitalizmie, jakie przeżywało pokolenie czasów przełomu w Polsce. wielki sen o sławie i pieniądzach, od którego dzieli nas przecież jedna znajomość, domówka, dobre słowo, brudzio czy nocna rodaków rozmowa.
