Po przeciętnym pierwszym tomie Samuraja Jeana-Françoisa Di Giorgio i Frédérica Genêta od Egmontu przyszła kolej na kontynuacje. Czy drugi tom spowoduje, że zakocham się w tym świecie?
Spotkanie braci
Pierwszy tom Samuraja okazał się przyzwoitym przeciętniakiem. Nie zachwycił mnie niczym szczególnym, dlatego po zastanowieniu się uznałem, że nie będę kontynuował przygody z tą serią. Jednak w międzyczasie natknąłem się na materiał Ignacego Trzewiczka z Kanału Fantastycznego, który uważa ten cykl za najlepszy komiks samurajski, bijący na głowę choćby Usagieg Yojimbo. Jako że jestem wielkim miłośnikiem twórczości Stana Sakai, postanowiłem jednak sprawdzić drugi tom, aby ostatecznie się przekonać, czy faktycznie Samuraj ma, o wiele więcej do zaoferowania niż mi się wydawało po pierwszym tomie. A zatem w tej części złożonej z czterech zeszytów wraz z Takeo wybieramy się na Bezimienną Wyspę. Okazuje się, że ulokowaną tam wioskę co roku odwiedza klan Nobunaga. Zabiera pieniądze i organizuje pojedynek szermierzy. W tę rzeczywistość wchodzi Takeo, który opowiada się po stronie wioski i przystępuje do pojedynku, jako ich przedstawiciel. W międzyczasie w sposób zaskakujący, trochę banalny i nie do końca przekonujący odnajduje swojego brata Akio. Połowa tomu dotyczy Bezimiennej Wyspy, potem trafiamy na kontynent i wtedy okazuje się, że Akio uwielbia hazard, przez co wraz z Takeo wplątują się w kłopoty. Co jednak istotniejsze ten drugi zakochuje się w pięknej dziewczynie, służącej wyjątkowo podłej kobiecie.

Samurajski kunszt
Tom drugi czytało mi się, o wiele lepiej niż pierwszy. Zwłaszcza przygoda na Bezimiennej Wyspie zaciekawiła mnie, a do tego poczułem w pełni klimat typowej japońskiej samurajskiej opowieści (świetnie poprowadzony wątek z pojedynkiem). Dobrze też wygląda relacja między głównym bohaterem, a jego bratem. Autorzy na każdym kroku wyraźnie zaznaczają ich odmienne charaktery. Aczkolwiek nadal miałem wrażenie, że to taka historia do przeczytania i zapomnienia. Nic aż tak mnie tutaj nie zachwyciło. Wielka tajemnica pochodzenia braci zupełnie mnie nie intryguje. Tom drugi kończy się też cliffhangerem, ale podobnie, jak po lekturze części pierwszej, tak i teraz zastanawiam się, czy warto brnąć w Samuraja. Niby dobrze się go czyta, ale jest tyle lepszych komiksów. Fakt, faktem oprawa graficzna jest obłędna, rysownik dba o detale, a każde starcie wygląda spektakularnie. Jednak nadal to w moim odczuciu trochę za mało.

Czy warto dołączyć do Takeo i Akio?
Samuraj jest według mnie średniakiem. Można przeczytać, ale nic nadzwyczajnego w tej historii nie dostrzegam. Osobiście z samurajskich historii o wiele bardziej cenię i wolę Usagiego Yojimbo czy Drogę miecza od Lost in Time. Zatem w przeciwieństwie do Ignacego Trzewiczka Samuraj mnie nie porwał. Jasne, gdy w czasie pisania te recenzji, wracałem do komiksu, kartkowałem go, to za każdym razem zachwycałem się cudownymi ilustracjami. Jednak sama fabuła, dość szybko uleciała mi z głowy. Zatem, jeśli ktoś uwielbia japońskie klimaty, to śmiało powinien sprawdzić ten cykl, bo to nie jest zły komiks. Niemniej w moim odczuciu jest wiele lepszych powieści graficznych i trochę szkoda mi marnować miejsce na półce na Samuraja.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.