Na komisariacie fajnie jest
Jako fanka Pikusia Konopki byłam pewna, że z Toumim i Stuckym będę bawić się doskonale. I tak się stało. Koniec recenzji!
No dobrze, wytłumaczę, specjalnie dla tych, którzy lubią dłuższe opisy. To komiks detektywistyczny w sensie ścisłym. Jak głosi podtytuł, zbrodnie są w nim niezbyt doskonałe. Za to policjanci nieprzesadnie bystrzy. O dziwo, udaje im się być skutecznymi, a uważny czytelnik bez trudu zrozumie tok myślenia Toumiego – wszystko jest narysowane, kryminalne zagadki naprawdę mają tu sens, wystarczy cofnąć się o kilka stron. Poza tym dzieło Anouk Richard to krotochwila upstrzona specyficznym humorem Stucky’ego, partnera komisarza, postaci równie serdecznej, co prostolinijnej.
Toumi to poważny funkcjonariusz, byle czym się nie zajmuje. Będą morderstwa, zaginięcia, próby przekrętów finansowych. W przerwach umysły chłopaków nie próżnują, ich gabinet to ostoja rozkminy. Sami się przekonacie, nawet Stucky nie stroni od rozrywki intelektualnej. Jest on mianowicie fanem sudoku.

Zbrodnie w miasteczku
Jak wspomniałam, trup ściele się gęsto. Pierwsze ciało zobaczycie już na stronie tytułowej rozdziału Sprawa Wursta – węża, a może dżdżownicę, w zgrabnych, zakrwawionych kawałeczkach. Śledztwo zaprowadzi naszych protagonistów w rejony pełnej kontrowersji i wzajemnej wrogości sztuki. Z resztą, Toumi i Stucky przez większość swojego czasu pracy będą zmuszeni spotykać się z przedstawicielami klasy wyższej, naturalnego środowiska dramatu i kryminału.
Gdzie mieszka ta para detektywów? W jakim miasteczku lub metropolii skrywa się komisariat? Na pewno nie w Gotham! Wświecie Toumiego żadna nazwa nie pada, za to kolory są radosne jak z dziecięcego obrazka. Może to Lazurowe Wybrzeże, nawet rozsławione żandarmami Saint-Tropez? Los Angeles, którym niegdyś tak sprawnie opiekował się Colombo, trendsetter mody na prochowiec? Nasi bohaterowie nie odwiedzają jednak plaży, więc może należy ich przesunąć bardziej na północ?
Jak już Wam wspominałam, moim pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu o komiksie Ricard było Pięć przygód detektywa Konopki Domagalika, które uwielbiałam, właściwie wciąż uwielbiam. Autorka świadomie kieruje czytelnika w stronę skojarzeń z czymś dziecinnym, dziecięcym wręcz. Jej styl jest wyraźnie “kredkowy”, z lekko drżącą, cienką, ołówkową linią konturu i liternictwem stylizowanym na kaligrafię z zeszytu w linie. Nawiązania do bajek podkreślają też strony tytułowe rozdziałów, ze scenkami w wykonaniu filcowych figurek Toumiego i Stucky’ego. Skojarzenia z Pui Pui i podobnymi produkcjami w pełni uprawnione. Dzięki tej estetyce, odrealniającej krwawe zbrodnie oraz suchemu dowcipowi, całość ma charakter opowieści all ages, nadającej się dla czytelników dorosłych i znacznie młodszych, zwłaszcza nastolatków. Myślę, że jedenastolatki z miejsca zaczną cytować żarciki z dialogów, podczas gdy szesnastolatki w stronę Toumiego nawet nie spojrzą. Wiecie, jest taki wiek, kiedy humor działa inaczej, w skrajnych przypadkach wcale.
Komisarz Toumi to rzecz wyjątkowo przyjemna. Swobodnie porusza się między głupawą komedią upstrzoną sucharami i rzetelną detektywistyczną historyjkę, między absurdem i realistyczną intrygą. Do tego nikt tu nie strzela krótkimi seriami, czego Pikuś Konopka nie znosił, czyli bohater mojego dzieciństwa na pewno doceniłby komiks Ricard!
