Pan Poduszka
W pierwszej chwili, jak zobaczyłem zapowiedź Pillow Mana, pomyślałem, że to jakieś kuriozum. Moja pierwsza myśl była taka, że to opowieść, o jakimś kompletnie nieznanym mi superbohaterze. W końcu Egmont się w tym specjalizuje. Po przeczytaniu opisu nie miałem absolutnie pomysłu, o co będzie chodziło w fabule tego komiksu. I dlatego po niego sięgnąłem! I okazało się, że Pillow Man, to faktycznie kuriozum, ale dla mnie, bo to moje pierwsze zetknięcie z obyczajową powieść graficzną bez żadnych elementów fantastycznych itd. W skrócie ta pozycja opowiada o bezrobotnym mężczyźnie cierpiącym na bezsenność, który otrzymuje nietypową pracę. Mianowicie zostaje żywą poduszką, dbającą o komfort snu swoich klientów (oni śpią, a on czuwa). Brzmi absurdalnie? Z jednej strony tak, a z drugiej bardzo dziwne rzeczy i usługi się sprzedaje, więc szczerze koniec końców, sama koncepcja pillow manów do mnie trafiła. Sam komiks to faktycznie typowa obyczajówka z oczywistymi elementami do odhaczenia. W końcu nasz bohater ma partnerkę, więc chyba nie będzie to dużym spojlerem, że to musiało się wydać. I jak w większości tego typów pozycji czy standardowych komedii romantycznych doprowadziło to do sporych komplikacji. Zatem Pillow Man, poza samym wyjściowym konceptem niczym szczególnie nie zaskakuje. Jest wręcz do bólu przewidywalny. Czy to jednak źle? Nie do końca, dla mnie to był wbrew pozorom prawdziwy powiew świeżości. Oderwałem się od komiksów superbohaterskich, fantasy, science fiction czy historycznych. Z tego względu bardzo przyjemnie mi się to czytało, ale raczej szybko mi ta historia uleci z pamięci.

Żywa przytulanka
Théo Calméjane na pewno nie trafi do topki moich ulubionych rysowników. Niestety w tym rankingu wylądowałby gdzieś na szarym końcu. Styl jest oszczędny, według mnie jego rysunki momentami są zbyt proste. Wiem, że jest mnóstwo osób doceniających minimalizm, ale ja jednak oczekuję czegoś więcej. W przypadku Pillow Mana jednak ta prostota nawet wpasowuje się w taką lekką, schematyczną historię obyczajową. Zatem szósteczka jest jak najbardziej sprawiedliwa. Co do wydania, to nie mam większych zastrzeżeń. Nie ma żadnych dodatków, komiks w twardej oprawie na kredowym papierze za sto złotych okładkowych – standard.

Czy chciałbyś spać z Pillow manem?
Pillow Man zostanie takim niepozornym kuriozum w mojej kolekcji. Mój pierwszy komiks obyczajowy, do tego opowiadający o dziwnym i nietypowym… „zawodzie”?! Nic mnie tu przesadnie nie zachwyciło, aczkolwiek trafiła się co najmniej jedna poruszająca scena. I ogólnie jest to życiowa powieść graficzna – pokazuje, jak ważna w życiu jest bliskość i obecność drugiej osoby. Porusza też tak ważne wątki, jak bezrobocie czy bezsenność. Podrzuca również ciekawy temat do dyskusji na temat moralności niektórych „prac”. No bo, czy zgodzilibyśmy się, aby nasz partner pracował jako żywa poduszka? Spędziłem miło czas, obserwując życiowe zmagania Jeana, które nawet dały mi do myślenia. Podsumowując, dla mnie bez rewelacji, bo jednak komiks obyczajowy, to chyba nie moja bajka, choć jednocześnie przyznaję, że Stéphane Grodet wykonał kawał solidnej, rzemieślniczej roboty. No i sam koncept na pillow manów jest ciekawy.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.