Vincente Cifuentes nie jest zbyt rozpoznawalnym rysownikiem czy scenarzystom na naszym polskim podwórku. Murdervale od wydawnictwa Elemental jest jego pierwszym komiksem wydanym po polsku. Czy warto poznać twórczość Cifuentesa?
Wioska grozy
Zaczęło się naprawdę dobrze. Nie jest łatwo zrobić przyzwoity komiks grozy. Według mnie jest to, o wiele trudniejsze niż w przypadku innych mediów, jak książka, film czy gra komputerowa. I tutaj przez dobre trzydzieści stron Vicente Cifuentes umiejętnie buduje klimat niepokoju. Otóż nasi protagoniście, Victor i Sara, aby odpocząć od pracy, jadą na wycieczkę i trafiają do tajemniczego tytułowego miasteczka. Wynajmują pokój i cieszą się chwilą. Jednakże ewidentnie coś wisi w powietrzu. A to nad ranem widać ślady butów przy łóżku, a to za oknem pojawia się dziwna i tajemnicza postać w masce. Mało tego, bohaterowie w przeciwieństwie do nas, nie wiedzą nawet co się znajduje na dnie jeziora, w którym beztrosko pływali. I ta atmosfera zaskoczyła. Co prawda nie do końca przekonała mnie relacja dwójki głównych bohaterów. W ogóle miałem poczucie, że momentami dialogi się nie kleiły między postaciami (były trochę nienaturalne). Niemniej to akurat drobnostka, bo już byłem przekonany, że trafił mi się przyzwoity komiks grozy. I wtedy Vicente powoli zaczął odsłaniać swoje karty. Pojawiły się retrospekcje – średnio ciekawe. Ujawniona została bezpłciowa antagonistka – wiedźma. I tak powoli przeszliśmy do finału. Cała historia zdawała mi się za szybko rozwiązana, ale i tak nie byłem przygotowany, na to, że to jednak nie jest koniec. Otóż Murdervale, zawiera w sobie tzw. pełną wersję reżyserką lub Murdervale 2. Można powiedzieć, że to dodatkowy rozdział, który kontynuuje wątki, ale w praktyce jest po prostu zbędny. Jeszcze szybciej przechodzimy do finału i całość ostatecznie jawi się, jako strasznie niesatysfakcjonująca, momentami wręcz nudna i przewidywalna historia. W tym wypadku chyba lepiej byłoby nie dokończyć tej opowieści i zostawić krótszą „wersję kinową”.

Ofiary wiedźmy
O postaciach głównych wiele się więcej nie będę wypowiadał. Czuć pomiędzy nimi chemię, ale coś w tych dialogach mi trochę zgrzytało. Bardziej jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewnego pisarza i jego córkę. Wyobraźcie sobie, w telewizji leci program, w którym obca Ci kobieta opowiada, że jej męża porwała jakaś obca siła w opuszczonym miasteczko, którego nie ma na mapach. Ty jesteś wypalonym pisarzem, którego gonią terminy. Potrzebujesz zatem inspiracji. Co robisz? Jedziesz do tej kobiety, aby koniec końców wraz z nią i swoją córką (!) udać się do tego nawiedzonego miejsca. Każdy by tak zrobił, prawda? Naprawdę, po co, drogi autorze musiałeś dodać do tej opowieści tego zbędnego, irytującego faceta? Tak samo, nie wykorzystano należycie grupki nastolatków, która przypadkiem zawędrowała do Murdervale. No dobra, chyba starczy tego. Nie jest to najgorszy komiks grozy, ale fabuła i bohaterowie koniec końców wypadają poniżej średniej. Szkoda, bo był tu naprawdę świetny klimat. Mógł autor pójść w stronę nawiedzonego miasteczka, a tymczasem musiał wpleść w tę historię wiedźmę z jej demonicznym planem…

Czy warto wybrać się na spacer po Murdervale?
Murdevale wydano w twardej oprawie, na kredowym papierze. Na końcu dodano galerię bardzo klimatycznych okładek, grafik rysowanych przez różnych autorów. Ogólnie styl Vincente Cifuentesa podoba mi się, zwłaszcza doceniam sceny pokazujące zwidy Victora – kolejny bardzo klimatyczny element. Niestety, co z tego, że oprawa graficzna się broni, jeżeli pozostałe elementy kuleją? Przeczytałem pierwsze trzydzieści stron przed snem i już nie mogłem się doczekać, aby przerobić resztę, ale niestety im bardziej zagłębiałem się w tę historię, tym częściej się potykałem. Wielka szkoda. Według mnie autor zmarnował potencjał. W tym wszystkim najgorsze jest chyba, to, że teoretycznie może wyjść kontynuacja.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Elemental, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.