Na Krakoi grasuje szpieg, który sprzedaje sekrety mutantów. Wolverine musi znów wyciągnąć szpony. Brutalne starcia, detektywistyczna intryga i… Karaoke – ten tom ma wszystko, co w Loganie najlepsze.
Agent Logan w akcji
W ramach serii Rządy X wracamy do przygód Wolverine’a. Dla mniej uważnych śledzących – warto zaznaczyć: choć Logan miał już swój epizod w Świcie X, tam zatrzymano się na jednym tomie. Tu natomiast powracamy na Krakoę i od razu trafiamy w sam środek wydarzeń, które mają realne znaczenie dla losów mutantów.
Album wyraźnie dzieli się na dwie odrębne historie – obie utrzymane w detektywistycznym tonie, gdzie Rosomak musi wykazać się nie tylko siłą mięśni i ostrością szponów, ale również sprytem oraz zmysłem śledczym. Najpierw przyjdzie mu zmierzyć się z piratem Blackmorem, a także walczyć o odzyskanie legendarnego Ostrza Muramasy – przy czym szybko okazuje się, że za całą intrygą stoi ktoś zupełnie inny. W drugiej opowieści Logan ponownie łączy siły z agentem CIA Jeffem Bannisterem – wspólnie z Forge’em i Domino starają się odkryć, który z mutantów zdradza Krakoę, montując podsłuchy i handlując tajemnicami wyspy. Na koniec dostajemy jeszcze klimatyczną, dodatkową historię, która świetnie zamyka tom.

Detektyw z pazurem
Za scenariusz drugiego tomu Rządy X. Wolverine ponownie odpowiada Benjamin Percy, który już wcześniej udowodnił, że dobrze czuje tę postać. Tym razem serwuje nam dwie różnorodne, ale spójne tematycznie historie – Rosomak walczy, śledzi, podejmuje decyzje. Mamy tu klasyczne superbohaterskie uderzenie: brutalne starcia, śmierć, zdrady i intrygi – ale jest też miejsce na cichsze momenty, śledztwa i moralne dylematy.
Pierwsza opowieść, koncentrująca się na poszukiwaniu Ostrza Muramasy, wypada niestety słabiej. Narracja jest poszatkowana i zbyt zawiła. Nawet dla tych, którzy znają tom pierwszy czy X-Mieczy, fabuła może być nieczytelna. Blackmore jako przeciwnik wypada interesująco, a plot twist ma potencjał – ale wszystko tonie w chaotycznym prowadzeniu. Znacznie lepiej wypada druga historia. Jest prostsza w konstrukcji, ale dzięki temu bardziej angażująca. Powrót Jeffa Bannistera to mocny punkt – jego relacja z Loganem została świetnie napisana, jest w niej chemia i autentyczność. Gościnny udział Forge’a i Domino tylko wzbogaca opowieść. Intryga z kretem na Krakoi wciąga, a tempo opowieści wreszcie trzyma poziom. Świetnie działa też scena karaoke wśród mutantów – śpiewający Blob czy duet Jean Grey–Storm wykonujące „Unbreak My Heart” przełamują cięższy klimat i przypominają, że nasi bohaterowie mają też swoje życie, a nie tylko ratowanie świata na głowie. Całość wieńczy krótka, ale świetnie napisana historia o polowaniu Logana na Krakena – doskonały dodatek, który podkreśla jego dziką naturę, ale i bardziej refleksyjne oblicze.

Z klimatem
Za oprawę graficzną albumu w większości odpowiada Adam Kubert, wspierany przez Lana Medinę i Paco Diaza. Ich style są na tyle zbliżone, że mniej wprawne oko może nawet nie zauważyć różnic – co działa na plus, bo całość jest graficznie spójna.
Choć scenariusz pierwszej historii bywa chaotyczny, rysunki pomagają nadać mu formę oraz przejrzystość. Kubert i spółka sprawnie balansują między stylistyką typową dla komiksu superbohaterskiego a bardziej stonowaną, miejscami nawet noir-ową atmosferą. Brutalne walki, napięte śledztwa, a z drugiej strony lekkość codziennego życia mutantów – jak choćby wspomniane karaoke – wszystko znajduje odbicie w warstwie wizualnej. Warto pochwalić dbałość o detale w tle, dobrze oddaną mimikę postaci oraz dynamiczne kadrowanie – szczególnie ciekawym zabiegiem jest tu odwrócenie jednej ze stron o 90 stopni, co daje mocny efekt narracyjny i wizualny.
Osobne wyróżnienie należy się historii „Stary mutant i morze”, do której rysunki przygotował Javí Fernández. Jego styl jest bardziej surowy, z mocną kreską oraz lekkim przybrudzeniem – Logan wygląda tu jak wersja z Old Man Logan i to pasuje do tonu opowieści. Mamy tu bohatera wypływającego samotnie w morze, zmagającego się nie tylko z mitycznym Krakenem, ale także z własnymi demonami. Fernández świetnie oddaje przestrzeń, potęgę żywiołu, fizyczność walki. Scena, w której Kraken wynurza się z głębin i rzuca cień na statek, to prawdziwy wizualny majstersztyk – kadr, który spokojnie mógłby zawisnąć na ścianie. I nie tylko u fanów Marvela – również miłośnicy Cthulhu będą ukontentowani.

Wolverine nadal w formie
Drugi tom serii Rządy X. Wolverine to przyzwoita porcja mutant-action z detektywistycznym sznytem, który nie próbuje rewolucjonizować gatunku, ale potrafi zaskoczyć. Choć nie wszystkie elementy fabularne zagrały tak, jak powinny, to solidna oprawa graficzna, dobrze rozpisane relacje między postaciami i świetnie uchwycony charakter Logana wynagradzają te potknięcia. Jak zwykle w Egmoncie dostajemy też kilka dodatków – alternatywne okładki, krótkie streszczenie serii – ale to historia Stary mutant i morze jest tu prawdziwą perełką. Krótka, intensywna i nastrojowa. Idealna dla fanów Rosomaka.