Rick Remender stworzył wiele komiksów i to o rozmaitej tematyce. W Ofiarnikach stworzył unikalne i intrygujące uniwersum. A cały ten świat ożywił genialny Max Fiumara.Czy pojawienie się nowego rysownika może osłabić magię tego komiksu?
Pierwszy tom Ofiarników zaintrygował mnie już samą kreacją świata pełnego bogów, stworzonych niejako na wzór greckiego panteonu. A część druga dokonuje ciekawej zamiany miejsc dwójki protagonistów. Otóż Gołąb do tej pory pozbawiony siły sprawczej, który był jedynie pionkiem, nagle zyskuje siłę i może sam o sobie decydować. Natomiast rozpuszczona Soluna, mająca wszystko, co tylko zapragnęła, nagle ląduje na ulicy i musi żebrać i polować na szczury! Ale i tak najbardziej spodobały mi się, rozdziały poświęcone Gołębiowi. Wkroczył on na drogę zemsty… i dzieje się, oj dzieje się, aż szkoda, że w tomie drugim zamieszczono tylko pięć zeszytów. Do jednej rzeczy mógłbym się tylko przyczepić. Gołąb od początku był traktowany przez rodzinę jako wyrzutek, służący. Nie miał zatem za bardzo jak zdobyć nawet powierzchownego wykształcenia. Tymczasem w scenie, w której rozmawia z jednym z bogów, czuć, że te słowa nie pasują do osoby z takim charakterem i posiadającą ograniczoną wiedzę o świecie. Choćby tekst o rozpolitykowaniu… kompletnie jest tutaj od czapy. Wyznawcy nie bardzo nawet zdają sobie sprawę, jak wyglądają relacje bogów, a poza tym polityki tutaj nie uświadczymy. Bogowie są raczej hedonistami niż graczami, toczącymi jakąś grę pod stołem. A przynajmniej tak to wyglądało do tej pory. Pomimo tej drobnej niespójności, świetnie się bawiłem przy drugim tomie. Według mnie tutaj trochę bardziej idziemy w akcję niż tworzenie czegoś ambitniejszego, ale może to i dobrze. Czasem trzeba się oderwać od szarej rzeczywistości dzięki wciągającej, mknącej na złamanie karku historii…

Rysownik rysownikowi nierówny
Dlaczego?! Za jakie grzechy, w połowie komiksu zmieniono rysownika?! Max Fiumara tworzy takie piękne kompozycje, jego postacie są tak żywe i barwne, zwłaszcza bogowie. Uwielbiam jego kreskę. Oczarowała mnie już w pierwszym tomie i jeszcze bardziej ją doceniłem, gdy przekonałem się, że dwa ostatnie zeszyty rysuje André Lima Araújo. Żeby nie było, jest on sprawnym rysownikiem, ale w kresce Maxa widać po prostu magię, idealnie pasuje ona do wykreowanego uniwersum pełnego fantastycznych istot i bogów. A styl André jest prosty, poprawny, ale w tej historii, to po prostu trochę za mało. Mam nadzieję, że w trzecim tomie powróci Max Fiumara! A jak już jesteśmy przy różnych stylach, to wspomnieć wypada, że podobnie jak w tomie pierwszym zamieszczono tu grafiki innych twórców. Wyglądają one obłędnie! Szkoda, że jest ich tak mało. I co najważniejsze, są jeszcze szkice Maxa Fiumara przedstawiające między innymi projekty bogów.

Czy warto dołączyć do ofiarników?
Historia w tomie drugim zmierza w ciekawym kierunku. Z jednej strony obserwujemy Gołębia, który wkracza na drogę zemsty, a z drugiej Solunę, która straciła wszystko, łącznie ze swoimi mocami. Rick Remender stworzył niesamowity, wciągający świat. Jestem ciekawy, w jaką stronę będzie zmierzać fabuła, z tego powodu już nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Lost in Time do tej pory wchodziła raczej, w krótkie serie, a tymczasem Ofiarnicy mają potencjał na dłuższą, ciągnącą się przez wiele zeszytów historię. Widzę tutaj naprawdę spory potencjał i mam nadzieję, że Rick Remender tego nie zepsuje. I, co najważniejsze, trzymam kciuki, aby kolejne zeszyty rysował Max Fiumara.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.