Za reżyserię i scenariusz odpowiada Michael Sarnoski, znany choćby z takich filmów jak The Pig i A Quiet Place: Day One. Opierając się tylko na tych dwóch tytułach, można jasno stwierdzić, że reżyser ma doświadczenie w pracy zarówno przy produkcjach niekomercyjnych, jak również przy wysokobudżetowych blockbusterach. Jego najnowszy projekt The Death of Robin Hood natomiast wydaje się łączyć walory kina autorskiego z budżetem na hollywoodzką skalę.
Nie będzie to romantyczna wizja ludowej legendy. Śledzimy losy Robin Hooda już u kresu swojej świetności. Poważnie ranny banita trafia pod opiekę przypadkowej kobiety, dzięki której dostaje szansę na odkupienie. Daleko mu do bezinteresownego obrońcy biednych i potrzebujących, kojarzonego np. z filmu Robin Hood: Prince of Thieves w reżyserii Kevina Reynoldsa. Wszystko wskazuje na refleksyjną historię stanowiącą dla głównego bohatera próbę rozliczenia z burzliwą przeszłością – w tym wypadku serią morderstw i innych przestępstw.
Trudno nie zauważyć cech wspólnych z Loganem Jamesa Mangolda, w którym również lekko zapuszczony Hugh Jackman jako strudzony wojownik po przejściach musi zmagać się z długo tłumionymi traumami i błędami z dawnych lat.
W filmie wystąpią także Jodie Comer, Bill Skarsgård, Murray Bartlett, Noah Jupe oraz Faith Delaney, na razie w niesprecyzowanych rolach.
Za produkcją stoją dwa niezależne studia Lyrical Media oraz Ryder Picture Company. Kwestią dystrybucji zajęło się popularniejsze studio A24, znane z dopieszczonych pod względem artystycznym projektów.
The Death of Robin Hood trafi do kin tego lata – 19 czerwca.