Kolejne potyczki rycerstwa
W zeszłym roku miałem przyjemność przeczytać wiele świetnych i wybitnych komiksów. Jedną z takich perełek był Rycerz Psi Łeb. Po dziele Vincenta Brugeasa i Ronana Thoulhoata spodziewałem się masy akcji, intryg, walki, a tymczasem dostałem lekką, wciągającą przygodówkę o dwójce biednych rycerzy biorących udział w turniejach rycerskich. Lektura tego komiksu sprawiła mi masę frajdy. Była to świetna odskocznia od wielkich narracji! Po lekturze tomu pierwszego czekałem z niecierpliwością na kontynuacje, choć jednocześnie miałem poczucie, że jest to zamknięta całość. Niemniej byłem ciekaw, jak dalej potoczą się losy Jehana i Josselin. I księga druga Rycerza Psiego Łba zdecydowanie dowiozła. Nie tylko uśmiałem się co niemiara, za sprawą naprawdę świetnie przedstawionych relacji bohaterów, ale także ujęło mnie ukazanie, jak czasem zwykły zbieg przypadków może prowadzić do tragedii. Vincent tak pięknie pokazał tutaj, jak łatwo, mogą rodzić się teorie spiskowe. Nasi protagoniści są kompletnie nieświadomi, że za sprawą pewnych zbiegów okoliczności, kilku gestów i przypadkowych spotkań robią sobie wrogów. Wszystko dlatego, że prawdopodobny główny antagonista trzeciego tomu postrzega te przypadkowe działania, jako w pełni zaplanowane i wyrachowane. To jest najpiękniejszej element tego komiksu. Nawet tydzień po lekturze jestem wciąż w szoku, jak łatwo wymyślić nieprawdziwą teorię i to o dziwo na jakże mocnych podstawach.

Wilkołaki w średniowieczu?
A co się dzieje w drugim tomie. Mamy kolejny turniej! Jednocześnie w tle zostaje zarysowana pomniejsza intryga. Przypadkowo giermek protagonistów słyszy, jak ktoś wspomina o uśmierceniu pannicy na turnieju. A przecież wiadomo, że jedyną kobietą, jest Jehan, która udaje mężczyznę, aby móc walczyć z innymi rycerzami. Ten wątek został naprawdę świetnie poprowadzony. Ujęło mnie też to, że znów mamy świetnie pokazaną nieświadomość naszych bohaterów. Autorzy łaskawie pokazali nam w epilogu kulisy całej intrygi, tymczasem nasi protagoniści mają zupełnie błędne mniemanie o tym, co się wydarzyło na tym turnieju! Cóż mogę rzec, ledwo co się rok zaczął, a już dostajemy od Lost in Time genialną historię! Czego potwierdzeniem jest dodatkowa opowieść na końcu tomu! Vincent zaprezentował komiks, o tym, jak nasi protagoniści grają w grę wymyśloną przez miejscowego gawędziarza. Jest to nic innego, jak wydane przez Rebela Wilkołaki (powstał nawet film na Netflixie opowiadający o bohaterach, którzy też grają w ten tytuł i przenoszą się do wnętrza gry). Dla mnie to była to wisienka na torcie – zabawne dopełnienie już i tak genialnego komiksu.

Przepiękne rycerskie proporce
Żeby jednak nie było tak różowo, to coś ostatnimi czasy, mam wrażenie, że gorzej wypada tłumaczenie w komiksach od Lostów. Tutaj natrafiłem na dialog, który nie ma kompletnie sensu! Jehan na 127 stronie mówi: „zresztą… jestem bardzo ciekawa, jak będziesz udawał mojego ojca”. Ogólnie, chodzi o to, że Jehan zgadza się, aby Josselin przezimował we włościach jej ojca. I jak interpretować to zdanie? Nie mówiąc już o tym, że oboje są w podobnym wieku, a ponadto, jaki byłby sens udawać ojca danej osoby przed jej biologicznym tatą? Poza tym jestem zachwycony wyglądem komiksu. Kreska Ronana Toulhoata jest obłędna. Na końcu zamieszczono garść szkiców. No i bardzo podobają mi się te jednostronicowe wstawki przed każdym rozdziałem, w których dany bohater trochę się uzewnętrznia. Coś w stylu Ukrytej Prawdy, ale zrobionego z klasą.

Czy warto walczyć na turniejach rycerskich?
Rycerz Psi Łeb jest fascynującą i wciągającą opowieścią przygodową. Mamy świetne pojedynki, mnóstwo humoru, bohaterów, których nie da się nie polubić, a do tego kilka ciekawych wątków w tym dobrze poprowadzoną intrygę. Jasne, że bardziej cenię Króla Rozpustników od tego duetu, ale jednocześnie to właśnie Rycerz Psi Łeb dostarczył mi po prostu masę frajdy. Bawiłem się naprawdę wyśmienicie i nie dość, że nie mogę się doczekać trzeciego i ostatniego tomu, to jeszcze równie chętnie wrócę do tej historii.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.