Punkt przełomowy
Pojedyncze wydarzenie może zmienić losy ludzkości. Fantastyka niejednokrotnie eksplorowała ten motyw, by przedstawić alternatywną wersję historii. Czasami może to przypominać efekt motyla, kiedy indziej zaś przełom da się rozpoznać już na pierwszy rzut oka. Rachunek gwiazd zdecydowanie należy do drugiej kategorii.
Powieść otwierają słowa „Pamiętasz, gdzie byłeś, gdy uderzył Meteor?”. Jest to zapowiedź tego, co wydarzy się dalej. Nie mamy bowiem do czynienia ze zwykłym kawałkiem skały, którego fragmenty będą trafiały do kolekcjonerów minerałów. W świecie przedstawionym jest to naprawdę wielki kawałek „kosmicznego śmiecia”, który uderza w morze nieopodal wschodniego wybrzeża USA w 1952 roku. Jest on dość duży, by wpłynąć na klimat planety i wywrócić wszystko do góry nogami.
Przełom opisywany jest z perspektywy głównej bohaterki – doktor Elmy York – byłej pilotki WASP (oddziału pilotek, które podczas II WŚ zajmowały się głównie transportowaniem samolotów). Miała ona dość szczęścia, by nie zginąć w wyniku uderzenia meteorytu i by potem znaleźć się w centrum zachodzących zmian. Gdy okazuje się, że Ziemia może przestać być zdatną do zamieszkiwania, nasza protagonistka wspiera rozwój programu kosmicznego, a jednocześnie pracuje nad tym, by sama mogła zostać astronautką.
Dyskryminacja i szklany sufit
Autorka w bardzo umiejętny sposób przedstawia część z problemów, które dotyczą dyskryminacji w społeczeństwie. Skupia się tu na dwóch głównych aspektach – rasizmie i nierównym traktowaniu kobiet. Oba zjawiska są przedstawione w sposób nienachalny, ale jednak bardzo widoczny.
Warto zwrócić szczególną uwagę na to, jak Mary Robinette Kowal opisuje rasizm. Pisarka pokazuje czytelnikowi, jak decyzje podejmowane na wysokim poziomie wpływają na gorsze traktowanie olbrzymiej grupy ludzi. Jednak co ważniejsze widzimy też mechanizm, który pozwala na to, by to miało miejsce. Dla wielu osób pewne zjawiska są naturalne – nie kwestionują ich, nie zastanawiają się, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Gdy kolejne grupy ofiar Meteoru są transportowane w bezpieczne miejsce, Elmy nie dziwi brak osób czarnoskórych. Dopiero kiedy jest skonfrontowana z faktami zauważa, że to nie przypadek. Później wielokrotnie orientuje się, jak sama pomija osoby czarnoskóre – nie ze złej woli, po prostu przywykła do tego, jak wyglądało społeczeństwo USA w pierwszej połowie XX wieku.
Dyskryminacja kobiet wybrzmiewa w Rachunku gwiazd wyraźniej. Nawet czytając powieść bardzo nieuważnie, nie sposób by było nie zauważyć tego, jak protagonistka walczy o to, by dać pilotkom równe szanse do partycypowania w programie kosmicznym. Autorka pokazała też, jak niekiedy wzniosłe hasła o „obronie kobiet” są używane do tego, by nie pozwolić im przebić szklanego sufitu.
Prezentowanie relacji
Autorka dobrze opisuje ludzi i ich relacje. Bohaterowie są wyraziści i mają swoje silne i słabe strony. Nawet „czarny charakter” nie jest jednowymiarowo zły. Owszem, bez problemu możemy poznać jego mroczne strony, ale Kowal pokazuje też, że jest zwyczajnym człowiekiem – z problemami, ale także z dozą przyzwoitości. Również protagonistka nie jest idealna. Ma swoje słabości, popełnia błędy, krzywdzi innych (nawet jeśli nieświadomie). Ten sposób pisarstwa pozwala uwierzyć w bohaterów. Nie są oni tylko zbiorami liter na kremowym papierze – stają się ludźmi.
Bardzo dobrze oddana jest relacja Emmy z jej mężem Natanielem. Niewątpliwie jest to małżeństwo, jakiego można im pozazdrościć – pełne miłości i zrozumienia potrzeb. Oboje poświęcają coś z siebie, by drugie mogło dojść tam, gdzie chce. Autorka nie unika też tematu seksualności – nie popada tu w pornografię, ani nawet erotykę. Opisy są albo bardzo zdawkowe, albo nie ma ich wcale – starczy, że narratorka daje znać czytelnikowi, co ma miejsce. Ta sfera nie wszystkim musi odpowiadać (sam nie jestem fanem), ale nie da się ukryć, że czyni to relację bohaterów bardziej realistyczną.
Ciągłe napięcie
Powieść dość dobrze wpisuje się w przywołany we wstępie cytat. Kiedy w Ziemię uderza Meteor, wydaje się, że ciężko będzie dalej budować napięcie. Niemniej Mary Robinette Kowal się to udaje i książkę czyta się niemalże z wypiekami na twarzy. Od pewnego momentu poziom emocji nieco opada, ale Rachunek gwiazd ciekawi aż do ostatniej strony.
Zarówno styl pisarki jak i historia są warte poświęcenia im czasu. Dodanie do powieści wciąż aktualnej problematyki jest dodatkowym bonusem i czyni lekturę nie tylko przyjemną, ale też wartościową.
