Wioska na końcu historii
Moim ukochanym końcem świata jest ten pokazany w Najdalszym Brzegu Nevila Shutego. I chociaż komiks Legutko w zasadzie nie należy do gatunku postapokaliptycznego, uplasuje się w tym prywatnym rankingu schyłków wysoko. A to dlatego, że de facto opisuje początek całkiem podobny do mojego, i jest, jak do Shute’owa apokalipsa, chichy i zamyślony.
Żeby mieć to już za sobą, od razu skorzystam z wielkich słów – tak, to historia mojego pokolenia, bez ambicji na sagę generacyjną, za to z cichym zastanawianiem się, skąd przyszliśmy, jak do tego doszło, że pewne myśli stały się dla konkretnej grupy społecznej wspólne. Ten komiks wpisuje się w rozmowę rozpoczętą przez Magdę Hagedorn, a może jeszcze Agatę “Endo” Nowicką czy Olgę Wróbel. Świetnie uzupełnia się z wydanymi prawie równolegle Okruchami Kasi Babis – tam, gdzie one są otwarcie polityczne, Legutko podrzuca czytelnikom podpowiedzi i otwarte pytania.
Co charakterystyczne i wspólne dla powieści graficznych, Babis i Legutko obie przytaczają słynny bon mot o końcu historii ogłoszony przez Fukuyamę. Nie sądzę, żeby było to wspomnienie na wyrost główek małych dziewczynek. Ja też pamiętam to hasło ze swojego dzieciństwa. Widocznie w telewizji było o nim głośno. Na pewno stanowiło uderzający komentarz do rzeczywistości dla uczniów podstawówki karmionych wówczas nielichą ilością patriotyzmu i wspomnień o wojnach światowych.
Bohaterka Legutko, mała Natalia, zajmuje się tym, czym wszystkie wiejskie dzieciaki epoki około transformacyjnej. Marzy o psie, usiłuje nadać sens informacjom z wieczornych Wiadomości, podsłuchuje i podpytuje w tym celu dorosłych. Grzebie patykami w piachu, kataloguje guziki, je pierogi, słucha wspomnień dziadków. Te doniesienia z granicy czasów czyta się wspaniale, pozwalają zanurzyć się na chwilę w odgrzebanej z własnej przeszłości nudy długich popołudni i dziwacznych pomysłów na ratowanie świata.

Tu się rozwiązały koniec z początkiem
Komiks Natalii Legutko to także biografia poglądów i postaw etycznych, które dzisiaj dla wielu z nas są zupełnie naturalne, a wciąż uwierają naszych dziadków, a czasem i rodziców. Jej bohaterka rozmawia z tatą o jedzeniu zwierząt, zainspirowana filmem o śwince Babe. Razem rozkminiają rodzinne pochodzenie, ku rozczarowaniu dziewczynki jakieś takie wybitnie chłopskie. Te dyskusje toczą się na tle barwnego tureckiego dywanu – myślę, że wiele i wielu z nas w bardzo podobny sposób stwarzało siebie i swój światopogląd. W komiksie nie mogło zabraknąć wątku psiego, kolejnej pełzającej rewolucji, dzięki której dzisiaj psiecka łańcuchy noszą tylko do hip-hopowej stylizacji. Czytanie tych fragmentów Końca było dla mnie fenomenalnie otwierające umysł – nie dlatego, że nigdy o tym nie myślałam. Raczej nie miałam jeszcze okazji o tym czytać, bardzo rzadko spotykam takie ujęcie mikrohistorii w dyskursie artystycznym, publicznym.
Legutko korzysta w tym komiksie z bardzo spójnego języka graficznego przywodzącego na myśl książeczki edukacyjne jeszcze z lat 80., na przykład wspomniane przeze mnie i moje chomiki z czułością Poznaję Świat, albo okładki PIW-owskiej serii Klub Interesującej Książki. To nie tylko nostalgia, ale odwołanie do estetyki, która rodziła się jeszcze w latach 60. i bardzo mocno ukształtowała naszą wizję tego, co jest retro i oldschoolowe. Choć lata 90. kojarzą nam się z amerykańskim kinem na VHS, to przecież w każdym domu na półkach stały pamiątki, książki, dekoracje i zabawki. Z czasów PRL i to właśnie one były dla wielu dzieciaków pierwszą dostępną rozrywką. Po drodze zagubiły się nazwiska twórczyń i twórców tego fenomenu, ale powoli przywracają je badacze z pokolenia autorki Końca, na przykład Alicja Kobza w Graficzkach (wyd. Karakter).
Tytuł tej recenzji, prywatna historia powszechna, został podkradziony z bardzo ciekawej rozmowy z Natalią Legutko w Radiu Kraków. To hasło przyświecało jej pracy doktorskiej, której częścią artystyczną jest właśnie opisywany tu komiks. Refleksja nad uniwersalnością indywidualnych wspomnień i emocji przebija z Końca bardzo wyraźnie, nigdy jednak nie gubiąc ludzkiego, prywatnego charakteru samej opowieści. Przecież każdy z nas żyje i będzie żyć zanurzony w konkretnym czasie, który niesie ze sobą znacznie więcej niż estetykę czy dostępną rozrywkę.
