Praca, praca, praca…
Wytłumaczenie, jak grać w Covenanta, to wymagająca sztuka. Z jednej strony mamy tylko cztery typy akcji do wyboru, ale jednocześnie jest tyle dodatkowych elementów, które wynikają z siebie nawzajem, że łatwo się w tej grze pogubić. Już sama struktura instrukcji mnie zaskoczyła. Mianowicie po opisie przygotowania gry, mamy kilka stron opisujących wszystkie elementy dodatkowe znajdujące się na planszy (tory, złote monety, relikty, tradycje), a dopiero potem opisano akcje, które wpływają na te wcześniej pokazane detale. Zważywszy, że nie chcę Was zanudzać, to opowiem głównie o tym, co robimy naszymi krasnoludami. Najpierw jednak warto dodać, że efekt akcji zależy od siły krasnoluda (na start mamy cztery piony o sile 1), która może osiągnąć maksymalny poziom czwarty. Dodatkowo możemy ich jednorazowo wzmocnić piwem (+1/+2 do siły). A teraz przejdźmy do działań naszych robotników:
1. Kilof – pozyskujemy surowce i odkrywamy nowe kafle, na których budujemy budowle;
2. Topór – bijemy gobliny/orki/trolle (na goblina potrzebujemy jeden punkt siły, a na trolla 3), dla punktów zwycięstwa, surowców i innych profitów, a także aby na koniec nie stracić PZ za obecność tychże niemilców na kafelku z naszą budowlą;
3. Wózek – dostarczamy surowce, aby zdobyć punkty zwycięstwa oraz odblokować do wybudowania filary i bramy, a także dostarczamy towar potrzebny do budowy tronu (PZ-ty na koniec gry).
4. Cyrkiel – stawiamy domy, warsztaty, bramy i filary (każdy element daje inne profity od surowców po punkty zwycięstwa).
Tak gramy przez 3 rundy (na koniec każdej odpalamy punktowanie za umieszczone budowle) i potem przechodzimy do punktowania końcowego. Po tych raptem 12 akcjach na gracza, osoba z największą liczbą PZ wygrywa.

Kopać, atakować i budować!
Pierwsza myśl, jaka nasunęła mi się po rozgrywce w Covenanta, to, że mam do czynienia z grą logiczną w szatach eurosa. W tej grze wykonasz raptem dwanaście ruchów, a w jednej rundzie poślesz dokładnie czterech robotników. Cała magia tego tytułu opiera się na znalezieniu takiej synergii, aby jedna akcja wzmocniła kolejną. Przykładowo wysyłasz krasnoluda z siłą jeden wraz z piwem +1 i wykonujesz akcje kopania o sile 2. Zdobywasz mythrall i szmaragd oraz wykopujesz komnatę, umożliwiającą Ci wzmocnienie jednego z Twoich krasnoludów z jedynki na dwójkę. Następną akcją zatem będzie wysłanie dwójki, aby dostarczyła wydobyte surowce, dzięki czemu zdobędziesz 3 PZ (są cztery typu surowców, wykonując akcje wózek za żelazo i szmaragd dostajesz 1 PZ, a za mythrall i złoto 2 PZ), odblokujesz filar do budowy, przesuniesz się o dwa pola na jednym z torów, a to… odblokowuje złotą monetę, którą wkładasz w gniazdo na swojej planszy. Aktywujesz tym samym kolejny efekt, jakim będzie wzmocnienie Twojego krasnoluda o 1. I właśnie takie lawinowe zagrywki dają ogromną frajdę. Niby masz tylko cztery akcje do wyboru, ale każda z nich może wyzwolić kilka efektów!

Krasnoludy do taczki!
Covenant pięknie prezentuje się na stole. Cztery rodzaje drewnianych budynków, unikalne znaczniki surowców i do tego dwuwarstwowe planszetki graczy ze wgłębieniami na elementy gry. Ładnie też wyglądają taczki, które, gdyby nie nadruk z jednej strony, uznałbym za działa. Mam tylko zarzut do pionów naszych krasnoludów oraz wrogów. Choć nadruki na nich prezentują się dobrze (widać, jak zmienia się krasnolud w zależności od posiadanej siły), to są lekko rozmazane (słaba rozdzielczość). Ponadto wyłapałem jeden drobny błąd w instrukcji, a mianowicie dwa razy relikty zostają określone mianem relikwii. Jeszcze przyczepiłbym się do planszy przedstawiającej pole gry dla 1-2 graczy. Przy dostarczaniu surowców, jeśli zrealizujemy cel (dostarczymy odpowiednią ilość zasobów), oznaczamy wykonane zadanie swoją flagą i zdobywamy profit. Tylko dlaczego przy dwóch graczach są cztery miejsca na flagę (każdy gracz tylko raz może zapunktować w danym miejscu)? Na dodatek dwie pierwsze lokaty przedstawiają identyczny bonus. Według mnie szybszy gracz powinien dostać lepszy profit. Zdziwiło mnie to, ale popatrzyłem na zdjęcia innych wersji językowych i wygląda, że nie jest to błąd. Niemniej, według mnie powinno to być zmienione. Poza jednak tymi trzema detalami to Covenant jest doprawdy solidnie wydaną i zaprojektowaną grą.

Po złoto i piwo!
Regrywalność w Covenancie niełatwo ocenić na pierwszy rzut oka. Mamy w teorii dużo zmiennych: inny układ kafelków na planszy, różne bonusy do zebrania na poszczególnych torach, odmienne tradycje na start (zdolności aktywujące się w rozmaitych sytuacjach, np. po wybudowaniu bramy – wzmocnij krasnoluda). Jednakże w praktyce i tak wykonujemy jedną z czterech akcji, a w pierwszej rundzie, jeżeli nie pozyskamy nowego narzędzia, to wykonamy dokładnie taki sam zestaw akcji, tylko w innej kolejności. Zatem, choć nie czuję się znużony po rozegraniu kilku partii dzień po dniu, to jednak mam poczucie, że przy tak małej ilości ruchów oraz różnorodnych akcji zaczyna wkradać się pewna powtarzalność.
Jak przystało na gracza solo, przetestowałem też i ten wariant rozgrywki. I działa on całkiem nieźle, nie wymaga od nas poświęcania dużo uwagi automie, ale przy tak wymagającej i mózgożernej grze lepiej skupiać się tylko na swoim poletku. Z tego względu chętnie zagramy jednak z żywymi graczami. Niemniej dzięki frajdzie, jaką odczuwam z tworzenia niesamowitych combosów, pewnie jeszcze wrócę do rozgrywki solo.

Czy warto upijać krasnoluda?
Pierwsza partia w Covenanta może jakoś bardzo mnie nie zachwyciła, ale jednak rozgrywka była na tyle ciekawa, że z chęcią rozegrałem następną partię. I tak z każdą kolejną grą coraz bardziej zacząłem doceniać ten tytuł. W każdym składzie osobowym grało mi się równie przyjemnie, bo dla mnie to przede wszystkim zmyślna eurosowa łamigłówka. Każda runda, każdy ruch musi być od początku do końca przemyślany, jeśli chcemy osiągnąć przyzwoitą liczbę punktów (oczywiście losowość czy rywale są w stanie nam popsuć plany). Nie sztuką w tej planszówce jest wykonać jeden zmyślny ruch, sztuką jest wywołać efekt lawiny. I to w Covenancie uwielbiam. Do tej pory nie mam pojęcia, jakim cudem da się tu ugrać sto punktów, a tym bardziej dwieście (na planszetce zakrywamy ikonę +200 PZ flagą w naszym kolorze), aczkolwiek za każdym razem świetnie się bawiłem. Dlatego zawsze chętnie wrócę do Covenanta, choć nie będzie to mój ulubiony euros od Portalu (o wiele bardziej zachwyciły mnie, choćby tegoroczne Mrówki).
