Mikaël Bourgouin (rysownik między innymi Blue Note. Ostatnie dni prohibicji) i Matchieu Gabella (scenarzysta między innymi Jednorożca) stworzyli akcyjniaka o lekarzu działającym poza prawem pod tytułem Przysięga Hipokratesa. Czy z połączenia sił tych dwóch utalentowanych twórców wyjdzie równie wybitny komiks?
Lekarzu, lecz się sam
Przysięga Hipokratesa opowiada o losach lekarza, który został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu. Alexandre Delerue, bo to właśnie o nim mowa, postanawia za wysoką cenę oferować swoje usługi osobnikom z półświatka. Pewnej nocy, poza dwoma pozornie przygłupimi braćmi złodziejaszkami, wpada do niego osobnik, który twierdzi, że jest łowcą wampirów i został ukąszony przez jednego z krwiopijców. Nie będę zdradzał więcej fabuły, powiem tyle, że choć klimat i nastrój komiksu mnie kupił, tak sama opowieść, choć była intrygująca, jednak pozostawiła pewien niedosyt. Największym atutem dla mnie niewątpliwie jest nasz protagonista. Alexandre ma niebywałą charyzmę, do tego wielką odwagę, potrafi, jakby nigdy nic, wytknąć przywary potencjalnemu mordercy, na dodatek dwukrotnie większemu od niego. Do tego wymyślił sprytne procedury, jak unikać zdradzenia swojej tożsamości itd. Ogólnie nasz lekarz mocno skojarzył mi się z głównym bohaterem serialu Breaking Bad. I pod tym względem żałuję, że Matchieu Gabella jednak postawił na wątek z łowcą wampirów. Niby ten pomysł też daje radę, ale mam wrażenie, że można było stworzyć z tego o wiele ciekawszy komiks, a może nawet serię komiksową.

Doczekać świtu
Najmocniejszym punktem recenzowanego komiksu jest gęsty klimat, potęgowany przede wszystkim przez fenomenalną kreskę Bourgouina. Prawie cała historia rozgrywa się w ciemnościach nocy lub w mroku porzuconego magazynu. I to nie tylko wydarzenia czy fabuła tworzą atmosferę zagrożenia, strachu, niepewności, a przede wszystkim styl rysownika i użyta paleta barw. Bardzo mi się też podobają nieliczne sceny rozgrywające się na zewnątrz, w czasie zachodu słońca. Te kadry świetnie kontrastują z panelami przedstawiającymi wnętrze magazynu pogrążone w mroku. Zatem o ile fabuła jakoś bardzo mnie nie wciągnęła, o tyle klimat wyłaniający się z tych wszystkich plansz po prostu mnie pochłonął. Wydanie, jak to bywa w przypadku Lost in Time, jest na najwyższym poziomie. Nie mam do czego się przyczepić, ale też ze względu na brak choćby dodatków, nie ma tu również specjalnego elementu godnego wspomnienia.

Czy warto przestrzegać przysięgi Hipokratesa?
Chciałbym powiedzieć coś więcej o Przysiędze Hipokratesa, ale niestety ten komiks wpada w najgorszą możliwą kategorię, czyli do wora komiksowych średniaków. Zatem choć jest tu sporo pozytywów (między innymi świetnie napisana postać protagonisty, ogólny klimat zaszczucia i nastrój grozy) to jednocześnie brakuje w fabule „tego czegoś”. To nie jest opowieść, która zapadnie w pamięć na dłużej, albo do której będzie się chciało wracać. Jednocześnie to bardzo przyjemny akcyjniak, przy którym zdecydowanie nie zmarnowałem czasu. Zatem proponuję najpierw zobaczyć przykładowe plansze, bo jeśli te ilustracje Wam się spodobają, tak jak mnie, to na pewno nie będziecie żałowali zakupu tej powieści graficznej.
P.S. 1. Epilog mnie rozbawił, choć nie było to zamierzone. Tak naprawdę to dopiero po jego przeczytaniu dotarło do mnie, że pomimo frajdy z lektury, pomysł Mathieu Gabelli związany z łowcą wampirów nie do końca mnie kupił.
P.S. 2. Za to rozbawiła mnie scena, w której okazało się, że jeden z dwóch braci, którzy na początku wpadają do doktorka, wcale nie jest takim tępym osiłkiem, na jakiego wygląda. Zdecydowanie Gabelli lepiej wychodzi tworzenie postaci niż fabuły.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.