Działka działce nierówna
Rodos jest wyjątkowo prostą grą. Na określonym polu (obszar działki jest ograniczony przez ramkę złożoną z czterech elementów) budujemy działki. Każdy gracz w swojej turze dokłada kafelek w kształcie litery „L” lub „Z”, na którym znajdują się cztery rodzaje upraw (pomidory, kwiaty, słoneczniki, kapusta). Celem jest zbudowanie jak największego obszaru swoich upraw. Co oczywiste, nie jest to takie banalne, ponieważ na każdym kafelku są wszystkie rodzaje upraw, a więc gracze będą się nawzajem blokować. Na szczęście mamy jeszcze płotki, którymi możemy łączyć obszary odległe od siebie o dwa do czterech pól. Zatem, mamy naprawdę proste, wręcz banalne zasady, a jednocześnie trzeba naprawdę się napracować, aby osiągnąć przyzwoity wynik. Do tego dochodzi przyjemna, negatywna interakcja w postaci blokowania się płotkami (jeżeli ktoś postawi swój płotek, to my już nie możemy dołożyć swojego na żadnym z zakrytych pól).
Każda partia, którą rozegrałem, dostarczyła mi masę frajdy. Lubię takie gry logiczne. Choć nie da się ukryć, że o wiele ciekawiej i trudniej jest przy pełnym składzie osobowym. Doceniam też zamieszczenie wariantu, w którym budujemy dwie największe uprawy zamiast jednej. I ta opcja idealnie sprawdza się przy grze dwuosobowej.

Chatka, uprawy i kwiaty
Pierwszym elementem, jaki doceniłem w wydaniu tej gry, była minimalistyczna, humorystyczna okładka. I w zasadzie na tym kończą się pozytywy. Rodos pod każdym względem wygląda jak typowa budżetowa planszówka. Elementy są w miarę solidne, ale jednocześnie nie ma niczego, co przyciągnęłoby wzrok. Na dodatek w moim egzemplarzu trafił się płotek z ułamaną deseczką. Kolejnym problemem jest ramka, która jednak średnio nadaje się do utrzymania kafelków, mających dużą tendencję do rozjeżdżania się, ale i tak mogło być gorzej. Wykonanie koniec końców nie wpływa na odczuwanie frajdy z samej rozgrywki.

Czy warto wybrać się na RODOS?
Cóż mogę powiedzieć więcej o tej grze? Jest to przyjemny, lekki i angażujący tytuł familijny. Bawiłem się przy nim wyśmienicie, ale nie da się ukryć, że ta planszówka nie wyróżnia się wśród całej masy podobnych gier. Na dodatek wydanie też nie powala na kolana. Niemniej, polecam przetestować tę grę, bo sama rozgrywka sprawia mnóstwo frajdy, więc warto dać szansę Rodosowi.
PS: Lubię serię gier Ubongo i bardzo chętnie gram w te łamigłówki, ale wolę je rozwiązywać solo. Jeśli miałbym zagrać, w jakąkolwiek planszówkę Rejchtmana w 3-4 osoby, to w pierwszej kolejności wybrałbym Rodosa.

