Przygoda, kryminał i spora doza fantastyki
Winter Queen jest szalonym komiksem łączącym kilka gatunków, jak choćby kryminał z fantastyką i elementami grozy, a na dodatek ta opowieść zbudowana została na historycznej podstawie. Tytuł odnosi się do głównej bohaterki, która faktycznie była czeską królową z XVII wieku i panowała przez raptem jedną zimę – stąd nadano jej taki przydomek. Autor wykorzystał też jej fascynacje okultyzmem i to właśnie na tym elemencie oparł swoje szalone uniwersum. Otóż nasza bohaterka trafia do czasów współczesnych przy pomocy magii. Zatem uświadczmy tutaj świetne sceny, gdy Elizabeth walczy z miejscową policją przy użyciu miecza. Podobają mi się takie połączenia archaiczności ze współczesnością, dlatego od samego początku miałem silne skojarzenia z takimi filmami, jak Nieśmiertelny, czy Goście, goście. Dość szybko nakreślony zostaje też wątek kryminalny. Dwadzieścia lat temu okolice prześladował morderca, który odcinał języki swoim ofiarom. Wszystko wskazuje, że on powrócił. Pytanie tylko, co z tym wszystkim ma wspólnego szalona dziewczyna wymachująca mieczem oraz zwłoki druida, które pojawiły się wraz z nią na dachu wieżowca. I właśnie tutaj mamy ciekawy wątek komediowy. Nie spodziewałem się tego, ale kilka razy parsknąłem śmiechem. Jednakże co się dziwić, gdy widzi się kadry ze zdezorientowanymi policjantami mierzącymi się z najdziwniejszą i najbardziej niedorzeczną sprawą w ich życiu. Winter Queen to szalona przygoda, która zabierze nas w wir akcji, pełnej magii, dziwacznych stworzeń, a co najważniejsze zaciągnie nas nawet… do piekła. Fernando Dagnino pięknie sportretował czeluść piekielną, zwłaszcza że jeszcze przez długi czas będę widział, tę cudowną wizję demona połykającego i wydalającego człowieka… Jest tutaj naprawdę sporo ciekawych motywów i wątków, ale nie zamierzam odkrywać wszystkich kart, lepiej, abyście sami przekonali się, jak bujną wyobraźnię ma Dagnino. Zamiast tego opowiem, coś więcej o bohaterach.

Magia voodoo
Wbrew pozorom tytułowa Winter Queen wcale nie jest najważniejszą i najciekawszą postacią. O dziwo na ten tytuł zasługuje Chicken Man. Ten drobny, ale utalentowany oszust ma swoje show w Nowym Orleanie. Odprawia rytuały voodoo i zgarnia sporo mamony, ale to wszystko do czasu, jak nasza protagonistka przypadkiem niszczy mu cały spektakl, ujawniając przy tym jego machlojki. Ponadto okazuje się, że nasz Chicken Man był powiązany ze sprawą obrzynacza języków sprzed dwudziestu lat! I cała intryga się zagęszcza. Prócz Chicken Mana przewija się na kartach tego komiksu kilka ciekawych postaci, w tym jedna ponętna, niebieskoskóra demonica – Ith. No i sami gliniarze na czele z największym niedowiarkiem Jeramainem mają parę zabawnych scen. Jednak co się dziwić, gdy za pomocą broni palnej próbujesz walczyć z diabłem…

Niezwykła uroda królowej Czech
No dobra, póki co w recenzji widać same pozytywy, zatem przechodząc do oceny oprawy graficznej, zacznę od minusów. Trafiło mi się kilka kadrów, o których nie do końca wiedziałem co myśleć. Na przykład scena, gdy główna bohaterka odcina rękę jednemu z policjantów. Już samo to, że po tym ataku, pozostali policjanci, zamiast do niej strzelić, trzymają ją jedynie na muszce, świadczy o pewnym poziomie głupoty. Jednak chodzi mi o to, że mamy trzech gliniarzy, jeden z nich pada na ziemię i się wykrwawia. Ona przepycha się pomiędzy tą dwójką i leżący policjant do niej strzela. Powiem szczerze, ile razy bym nie patrzył na te kadry, to według mnie atakuje ją ten człowiek, któremu odrąbała rękę. Tylko że w tym kadrze on ma obie ręce. To był w sumie taki jedyny przykład dysonansu, jaki odczułem w czasie lektury. I jeszcze w jednym kadrze, według mnie źle został dopasowany dymek (w teorii wypowiada tę treść policjant, w praktyce, pasuje on idealnie do słów niebieskoskórej demonicy). Jednakże poza tymi drobnymi zgrzytami, mogę śmiało powiedzieć, że Fernando Dagnino jest bardzo utalentowanym rysownikiem. Nie tylko zrobiły na mnie wrażenia sceny z piekła, ale też retrospekcje rysowane w innym stylu, czy efektowne ukazanie skutków poszczególnych zaklęć. Z tego względu, doceniam, że na końcu tomu znajdziemy jeszcze szkice postaci i demonów, a także scenorysy i projekty okładek (szkoda tylko, że na jednej stronie umieszczono aż siedem stron szkiców – za wiele na tak małym kadrze nie zobaczymy). Prócz tego, znalazło się też miejsce na krótki opis tła historycznego. Gdyby zatem ktoś był ciekawy, kim faktycznie była tytułowa Winter Queen, to bez sięgania po Internet, dowie się wszystkiego z tego komiksu.

Czy warto poznać historię Winter Queen?
Komiks Fernando Dagnino zaskoczył mnie pozytywnie na kilku poziomach. Po pierwsze, ujął mnie ciekawy miks różnych gatunków. Mamy tutaj ciekawie poprowadzony kryminał, z fascynującymi elementami fantasy. Po drugie dwójka głównych bohaterów, czyli Chicken Man i Elizabeth wypadają świetnie, do tego ich relacja ciekawie się rozwija, choć o wiele lepszą więź nasz chłopak nawiązuje z Ith. I po trzecie i najważniejsze trafiło się tu kilka niespodziewanych zwrotów akcji, które kompletnie mnie zdezorientowały. Winter Queen jest doskonałym komiksem rozrywkowym, przy którym można spędzić bardzo miło czas, podziwiając wspaniałe kadry Fernanda Dagnina. Chętnie jeszcze kiedyś wrócę do tej historii, bo tak szczerze, to według mnie, jest tutaj potencjał na kontynuację, więc kto wie, może Fernando w przyszłości opowie jeszcze jakąś ciekawą historię o perypetiach królowej Czech.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Scream Comics, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.