Po sukcesie Świata Bestii można było odnieść wrażenie, że Tytani wreszcie znaleźli swoje miejsce w nowym uniwersum DC. Drużyna Nightwinga miała zastąpić Ligę Sprawiedliwości, a Tom Taylor otrzymał szansę, by zbudować z niej najważniejszy zespół superbohaterów wydawnictwa. zamyka jednak ten rozdział szybciej niż można było się spodziewać. To finał pełen widowiskowych starć i emocji, ale jednocześnie pozostawiający poczucie niewykorzystanego potencjału. Choć polskie wydanie oznaczono jako tom trzeci, w rzeczywistości jest to drugi głównej serii Titans autorstwa Toma Taylora. Szkoda, że właśnie tutaj historia dobiega końca, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że drużyna dopiero zaczynała nabierać własnej tożsamości.
Bohaterowie pod ostrzałem
Taylor rozpoczyna historię od konsekwencji wydarzeń ze Świata Bestii. Tytani nie są już postrzegani jako bezdyskusyjni wybawcy świata. Społeczeństwo coraz częściej widzi w nich zagrożenie, a największym symbolem tej nieufności staje się Beast Boy.
Gar mierzy się nie tylko z publiczną nagonką, ale również z ogromnym poczuciem winy. Jeszcze niedawno był bohaterem ratującym świat, dziś ludzie reagują na jego widok strachem i agresją. To jeden z najciekawszych wątków albumu, pokazujący, że nawet największy heros może stać się kozłem ofiarnym. Szkoda jedynie, że temat odkupienia zostaje zepchnięty na dalszy plan przez kolejne widowiskowe zagrożenie.
Tytuł nie pozostawia wątpliwości, kto znajduje się w centrum wydarzeń. Raven ponownie musi zmierzyć się z dziedzictwem Trigona i własną mroczną naturą. Nie jest to jednak klasyczna historia o walce dobra ze złem. Taylor bardziej interesuje się pytaniem, czy człowiek może uciec od własnego przeznaczenia i czy zło rzeczywiście definiuje to, kim jesteśmy.
Motyw Mrocznej Królowej trudno nazwać odkrywczym. Fani Tytanów wielokrotnie oglądali już podobne opowieści o skażeniu Raven przez Trigona, dlatego scenariusz często sprawia wrażenie powrotu do dobrze znanych motywów zamiast próby zaproponowania czegoś nowego. Nie oznacza to jednak, że historia nie działa. Wręcz przeciwnie – relacja Raven i Beast Boya pozostaje emocjonalnym centrum całego tomu, a przemiana bohaterki ma odpowiedni ciężar dramatyczny. Finałowa konfrontacja przynosi kilka efektownych pomysłów, zwłaszcza moment, w którym Raven czerpie siłę nie z demonów, lecz ze swoich przyjaciół. To symboliczne podkreślenie, że prawdziwą potęgą Tytanów od zawsze była ich więź.
Największym pozytywnym zaskoczeniem okazuje się Vanadia – nowa bohaterka, która otrzymuje zadanie zniszczenia Tytanów. Jej historia jest zaskakująco tragiczna i wnosi do komiksu emocjonalny ciężar, którego chwilami brakuje głównemu konfliktowi. Taylor bardzo szybko budzi wobec niej sympatię, pokazując, że za kolejnym przeciwnikiem stoi człowiek uwikłany we własny dramat. Problemem jest tutaj wątek Vanadii kończy się równie szybko, jak się zaczyna. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przy większej liczbie zeszytów mogłaby stać się jedną z najciekawszych postaci całej serii.
Po znakomitym solowym runie Dicka Graysona można było oczekiwać, że również tutaj będzie naturalnym liderem drużyny. Tymczasem Taylor świadomie oddaje pierwszeństwo Raven i Beast Boyowi. Nightwing nadal pozostaje sercem zespołu i spoiwem łączącym wszystkich bohaterów, ale tym razem jego rola jest zdecydowanie bardziej wspierająca. Dla części czytelników może to być rozczarowujące, zwłaszcza że seria wyraźnie stanowi duchową kontynuację wydarzeń z jego własnego komiksu.

Spektakularnie i dynamicznie
Największym problemem Mrocznej Królowej jest tempo. Taylor wrzuca do historii Trigona, jego dzieci, demony, Amandę Waller, nowe zagrożenia oraz kolejne wielkie bitwy. Wszystko dzieje się niemal jednocześnie, przez co niektóre wątki nie mają szans odpowiednio wybrzmieć. Nie pomaga również fakt, że zakończenie sprawia wrażenie przygotowania gruntu pod następny wielki event DC, zamiast pełnoprawnego zamknięcia historii Tytanów. Pozostawia to pewien niedosyt, zwłaszcza że sama drużyna zasługiwała na bardziej rozbudowany epilog.
Lucas Meyer bardzo dobrze odnajduje się w widowiskowych scenach akcji. Demoniczne armie, piekielne krajobrazy i pojedynki z udziałem Raven prezentują się efektownie, a całość zachowuje dużą czytelność mimo ogromnej liczby postaci. Na uwagę zasługują również plansze autorstwa Daniele Di Nicuolo, którego bardziej dynamiczna, wyrazista kreska dobrze uzupełnia styl Meyera. Wizualnie album prezentuje wysoki poziom, choć trudno nie odnieść wrażenia, że najbardziej zapadają w pamięć retro okładki Chrisa Samnee, doskonale oddające klimat klasycznych historii o Tytanach.
Tytani. Mroczna Królowa nie jest słabym komiksem. To sprawnie napisany, pełen akcji finał serii Toma Taylora, który oferuje kilka bardzo udanych momentów, zwłaszcza dotyczących Raven, Beast Boya i Vanadii. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że twórcy nie zdążyli w pełni rozwinąć potencjału tej drużyny. Szkoda, że seria kończy się właśnie teraz. Po wydarzeniach Świata Bestii Tytani wydawali się gotowi na własną wielką epokę. Zamiast tego otrzymaliśmy solidne, ale nieco zbyt pospieszne pożegnanie z zespołem, który mógł zaoferować znacznie więcej.


