W ramach serii wydawniczej DC Black Label ukazało się wiele ciekawych, oryginalnych komiksów. Czy wystarczy, że w Batmanie. Mieście szaleństwa od Christiana Warda pojawia się Batman w wersji Cthulhu, aby ten komiks okazał się jedną z najlepszych pozycji z tej linii wydawniczej?
Przerażająca wersja Gotham
Christian Ward w Batmanie: Mieście szaleństwa wymyślił Dolne Gotham, które jest odbiciem Gotham w krzywym zwierciadle. Szaleństwo z tego miejsca przenika do miasta Gacka i tak nasz Mroczny Rycerz musi dojść do źródła zagrożenia. Tym okazuje się nie kto inny jak jegomość z tylnej okładki, czyli Batman w wersji Cthulhu. I tutaj trzeba przyznać, że te macki wypełzające spod maski wyglądają wyjątkowo zachęcająco. Właśnie dlatego sięgnąłem po ten komiks. Po Batmanie. Zagładzie Gotham nie miałem jeszcze dość grozy w stylu Lovecrafta w komiksach DC, więc liczyłem, że Ward zaserwuje coś podobnego, jak Mike Mignola. Ostatecznie mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony obiektywnie patrząc, nie ma się tu za bardzo, do czego przyczepić. Opowieść jest angażująca, mamy kilku interesujących bohaterów (na przykład Two-Face z Górnego i Dolnego Gotham), a do tego na koniec Ward serwuje naprawdę mocną puentę, której wydźwięk jest jeszcze mocniejszy dzięki retrospekcji z dzieciństwa Brzuchomówcy. Jednakże dla mnie jest tego wszystkiego za mało. To raptem trzy zeszyty i po prostu chciałbym więcej. Chciałbym zobaczyć, jak szaleństwo płynące z Dolnego Gotham wpływa na tych z Górnego (mamy tylko pokazane trzy przypadki, a motyw z Clayfacem to jedynie wspomnienie Nightwinga). A przede wszystkim ubolewam, że Christian Ward pokazał tylko niewielki fragment Dolnego Gotham (poznajemy bliżej tylko trzy wersje znanych postaci – Batman, Two-Face i Killer Croc).

Mroczne zaułki Dolnego Gotham
Choć scenariusz Christiana Warda nie przypadł mi w całości do gustu, tak jednego jestem pewien, a mianowicie, że autor ma świetne pomysły, a do tego jest genialnym rysownikiem. W czasie lektury czuć tutaj klimat tego ponurego i strasznego Gotham (mam na myśli zarówno Dolne, jak i Górne). Jednak najciekawszy zabieg zastosował autor względem Two-Face. Mianowicie jego oszpecona strona jest brzydko narysowana, wręcz tak jakby narysowało to małe dziecko. Pewnie nie każdemu ten zabieg przypadnie do gustu, ale według mnie to naprawdę innowacyjny i ciekawy pomysł, który do mnie przemawia. Podoba mi się też, jak Ward przedstawił Two-Face z Dolnego Gotham. Dlatego tym bardziej żałuję, że Christian nie pokazał, jak wyglądałby Pingwin czy Joker w tej drugiej rzeczywistości. Niestety, nie można mieć wszystkiego. Za to nie mam żadnych zarzutów do wydania. To kolejny solidnie wydany DC Black Label w większym formacie (Egmont wydaje w ramach tej linii komiksy w dwóch rozmiarach), który dobrze będzie się prezentował na półce razem z innymi świetnymi komiksami z tej serii, jak Catwoman. Samotne miasto.

Czy warto zagłębić się w otchłań szaleństwa?
Mam dylemat w ostatecznej ocenie tego komiksu. Już dochodzą do mnie głosy pełne zachwytów nad tym dziełem. Doskonale je rozumiem i w pewnym stopniu przychylam się do pochlebnych opinii. Jednakże oczekiwałem znacznie więcej i według mnie ta historia zyskałaby, gdyby Christian Ward dodał parę elementów i postaci. Warto też wspomnieć, że jest on wielkim fanem i wielbicielem Azylu Arkham. Teoretycznie recenzowany komiks jest jego duchową kontynuacją. To może być powód, dla którego aż tak nie zachwycam się tą pozycją. Niestety, ale dla mnie Azyl Arkham jest najgorszym komiksem z Batmanem, jaki czytałem i błyskawicznie się go pozbyłem (wiem, wygłaszam teraz straszne herezje). Podsumowując, choć nie nadaję na tych samych falach co Christian Ward, to jednak doceniam przede wszystkim jego kreskę i pomysłowość.

P.S. Liczyłem też trochę na elementy horrorowe, ale w moim odczuciu, ciężko poczuć tutaj nastrój grozy. Niby wizja Batmana w wersji Cthulhu jest świetna, ale ja do samego końca czułem, że przede wszystkim czytam kolejny typowy komiks o przygodach Gacka.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.