Recenzując ten komiks wiem, że mam do czynienia z czymś przełomowym i tak naprawdę zapewniło mi to wydawnictwo Nagle! Cóż, Żółwie z Nowego Jorku, mimo że wydawały się potulne i miłe, to jednak trzeba przyznać, że polski tytuł ze słowem „wojownicze” zawsze prowadził ich do tego momentu, który teraz doczeka się adaptacji filmowej oraz gry wideo. Coś niezwykłego.
Pozostał tylko jeden
Komiks Ostatni Ronin oryginalnie został opublikowany przez IDW. Historia opiera się na nieużywanym pomyśle Kevina Eastmana i Petera Lairda sprzed lat, przez co jest to pierwszy komiks IDW, w którym pojawia się nazwisko tego drugiego jako współtwórcy. Akcja toczy się w przyszłości, w zniszczonym wojną Nowym Jorku, który kontroluje klan Stopy. Ostatni z żyjących Wojowniczych Żółwi wyrusza tam na niemal beznadziejną misję, szukając sprawiedliwości za utraconą rodzinę.
Choć Laird jest współautorem fabuły, w rzeczywistości jego rola ograniczyła się do udzielenia zgody twórcom na rozwinięcie pierwotnego pomysłu. Recenzowany przez mnie tytuł to hołd, a jednocześnie satyra na twórczość Jacka Kirby’ego i Franka Millera. W szczególności komiksy Millera, w tym jego seria Daredevil, mocno wpłynęły na stworzenie TMNT (Teenage Mutant Ninja Turtles – angielskie rozwinięcie skrótu Wojowniczych Żółwi Ninja). Widać, że autorzy podobnie do swojego wzorca zarysowują historię o podstarzałym bohaterze-roninie walczącym w mrocznej, futurystycznej rzeczywistości. Ba nawet, ubierają Karai we wdzianko Elektry.
Niektórych długoletnich fanów TMNT może rozczarować to, który z żółwi jest ostatnim ocalałym, jako że każdy ma swojego ulubieńca. Jednak sposób, w jaki twórcy przedstawiają jego tragiczną i samotną drogę, pozostaje wciągający, szczególnie gdy nękają go wizje zmarłych braci. Jednym z atutów serii jest różnorodność interpretacji, a także sposób utrzymania mrocznych opowieści o przyszłości superbohaterów, przedstawiający znane postaci w dystopijnym kontekście. Co prawa główny przeciwnik – wnuk Shreddera, wydaje się trochę miałki niczym Kylo Ren w nowej trylogii Star Wars. Jednak wprowadzenie do fabuły starzejącej się April O’Neil i jej córki Casey Marie Jones mocno podkreśla przewijający się wątek rodziny.
Wizualno-fabularna epopeja
Pod względem graficznym komiks przez wszystkie pięć rozdziałów, nawiązujących oryginalnie do pięciu zeszytów, zachwyca spójnym i świetnie oddanym nastrojem historii – światło i kolory doskonale budują mroczną atmosferę. Design postaci jest dobrze przemyślany, a wizerunek podstarzałego, pogrążonego w smutku żółwia wypada bardzo realistycznie. Jednym z moich ulubionych zabiegów artystycznych jest styl przypominający oryginalne komiksy, który pojawia się w retrospekcjach. Tego typu zabieg pozwala oddzielić główną fabułę od przeszłych, równie ważnych wydarzeń, ale też stanowi swoisty hołd dla klasyki.
Ciężar fabuły, wysoka jakość ilustracji sprawiają, że Ostatni Ronin to lektura obowiązkowa dla każdego fana superbohaterów, Zmutowanych Nastoletnich Żółwi Ninja, oraz poszukiwaczy pięknych klasycznych historii komiksowych. Mamy do czynienia z czymś nowym, podejmującym rzadko spotykany wątek samotności, zwłaszcza w odniesieniu do Żółwi z Manhattanu. Niezwykła dramatyczna, pełna tragizmu opowieść, która, prowadzi do zasłużonego i satysfakcjonującego zakończenia. Szkoda tylko, że wydanie jest może mało odpowiednie? Egmontowe komiksy potrafią kosztować mniej, za podobną zawartość. Obok kilku obrazków niedostajemy w zasadzie nic więcej. Jednak to nie przeszkodzi mi w tym, by polecić wam ten tom!