Jeśli jest się fanem książek takich autorek jak Sarah J. Maas czy Holly Black, ma się zdecydowanie spory problem. Po pierwsze – niewiele jest literatury podobnej, gdyż obie pisarki mają dość specyficzny styl i zagrywki. Z drugiej strony – wydawcy często powołują się na ich nazwiska, więc czytelnicy są dosłownie zasypywani polecajkami tytułów, które na pewno im się spodobają. Właśnie wśród gąszczu tego typu powieści natrafiłam na Dwór Miodu i Popiołu.
Nie ma romansu, nie ma przygody
Kallik (zwana Alli) jest mieszańcem, porzuconym przez ojca po śmierci matki. Nie ma zbyt wielu praw w swojej społeczności, jednak nie przeszkadza jej to w szkoleniu się na wojowniczkę. Pechowo zdarza się tak, że w trakcie dość istotnej dla dziewczyny próby (a dokładniej mówiąc: podczas ceremonii po jej zakończeniu) zniszczone zostaje najważniejsze dla Fae miejsce – Underhill, a ponieważ dziewczyna wie, kto za tym stoi, decyduje się ukryć. W ten oto sposób główna bohaterka ląduje na dworze, między intrygami, znienawidzoną macochą oraz mężczyzną, za którym w przeszłości szalała.
Stworzyć książkę, o której od razu się zapomina, też trzeba umieć
Mam wiele uwag odnośnie powieści autorstwa Shannon Mayer oraz Kelly St. Clare. Zaczynając od tytułu, który jest nieznośną kalką wielu innych powieści na rynku, poprzez pierwsze strony niezwykle chaotycznie wprowadzające nas w powieść, na irytujących kreacjach bohaterów kończąc. Nie ma w tej historii nic, co w mojej opinii zostałoby sensownie przemyślane.
Postacie w tej powieści mają dwadzieścia kilka lat, a zachowują się jak bardzo rozpuszczone nastolatki (fakt, że przyjaciółka Kallik ma obfity biust, został powtórzony zdecydowanie zbyt wiele razy). Sama Kallik niestety irytuje najbardziej: bezczelna, w gorącej wodzie kąpana, nie wspominając o kiepskim guście odnośnie obiektów westchnień. Widać, że autorki chciały wykreować ją na typową silną, zdeterminowaną i sprytnie poruszającą się między intrygami kobietę, ale niestety im się to nie udało. Również wspomniana sympatia Alli nie przekonuje do siebie podczas lektury. Faloan zachowuje się albo jak buc, albo jak stalker. Relacja między wspomnianą dwójką miała prawdopodobnie wpisywać się w trop enemies-to-lovers. jednak szczerze mówiąc, szybciej bym z nich zrobiła rodzeństwo niż zakochaną parę. Jakby tego było mało, autorki po drodze wpadły na jeszcze jeden pomysł i dodały motyw pochodzenia z całkiem różnych dworów, co działa na przywoływaną dwójkę jak zakazany owoc (niestety mnie jako czytelniczce cały ten wątek ani trochę nie smakował).
Po słabych głównych bohaterach i nieudanym romansie warto dodać, że fabuła również nie dźwiga tej książki, ponieważ jest tak chaotyczna i skomplikowana, że ciężko jest ją nawet zrozumieć, a co dopiero opisać w recenzji.
Panie, dej pan spokój
Są książki słabe i jest Dwór miodu i popiołu. Osobiście nie znalazłam w tej lekturze nic, co warte byłoby pozytywnej oceny i nie jest to nawet kwestią tego, że nie zaliczam się do grupy modelowych odbiorców. Niedopracowana, nieprzemyślana i nieciekawa, więc ja także jestem na nie.