W odróżnieniu od wcześniejszych przygód dzielnej dziewczynki i jej psiej towarzyszki, Opowieść gołębia oraz Odległe krainy w znacznie większej mierze skupiają się na tytułowej bohaterce. We wstępie do tomu czwartego Marcin Podolec przedstawia nam retrospekcję dotyczącą historii suczki sprzed kataklizmu. Z kolei cały album numer pięć opowiada o poczynaniach Bajki oraz jej nowo poznanej towarzyszki – ogromnej ćmy.
Różne oblicza adaptacji
Marcin Podolec nie przestaje zaskakiwać oryginalnymi pomysłami na ukazanie świata po globalnej katastrofie w wersji przyjaznej dla najmłodszych czytelników. Kto, według autora, mógłby przetrwać w kreskówkowych realiach postapokaliptycznej baśni? Karaluchy? Superbakterie? Nie! Gołębie, które od lat ćwiczyły się w sztuce przetrwania, adaptacji do w niesprzyjających warunków i odżywiania śmieciami. Jak się okazuje, gołębie Podolca były nie tylko od dawna gotowe na apokalipsę, ale również miały ogromny wpływ na rozwój cywilizacji oraz są niezwykle pozytywnie nastawione do otaczającej je rzeczywistości, jakakolwiek by nie była. To w sumie wiele tłumaczy. Bajka na końcu świata obfituje w tego typu przejawy kreatywności i inteligentnego humoru.
Autor przedstawia również kolejne zagrożenia, tym razem nie ze strony trujących substancji czy zmutowanych potworów, ale innych mieszkańców otaczającego świata. Nie zadowala się jednak wykreowanej kartonowego „złola”. Zamiast tego konfrontuje Bajkę z przeciwnikiem, którego zachowanie zostało solidnie umotywowane wydarzeniami z jego przeszłości i stanowi sposób na przystosowanie do nowej rzeczywistości. Przy okazji powraca wątek znanego z poprzednich albumów Zmiennokształtnego, rzucając nowe światło na jego zachowanie. Chociaż na konkluzję tej części historii trzeba będzie zaczekać do kolejnego tomu, już teraz można stwierdzić, że Bajka na końcu świata przekazuje młodym czytelnikom cenną lekcję na temat pochopnego oceniania innych osób.
Wartościowe morały bez zbytniego moralizatorstwa to zdecydowanie mocna strona całej serii. Marcin Podolec zdaje sobie sprawę z tego, że dobra historia dla dzieci powinna nieść ze sobą jakieś wychowawcze treści, a przy tym ani nie nudzić, ani nie traktować ich protekcjonalnie. Stąd też w Bajce… znalazło się miejsce na przygodę, tajemnicę i odrobinę konfliktów oraz zmyślne dowcipy, a wszelkie nauczki wplecione zostały w sposób naturalny w akcję. Wnioski dotyczące przyczyn, skutków i ocen postaw i zachowań autor pozostawia czytelnikom, wierząc w ich inteligencję.
Bajkowy świat po zagładzie
Trudno powiedzieć coś nowego na temat szaty graficznej komiksu, ponieważ rysownik jest konsekwentny w swoich decyzjach artystycznych, a ilustracje trzymają równy poziom od samego początku do ostatnich stron najnowszej części. Nie można jednak chociaż krótko nie pochwalić warstwy graficznej Bajki na końcu świata. Podolec wciąż imponuje tym, jak bardzo panuje nad swoim stylem oraz poszczególnymi planszami. Wszystko tu jest przemyślane, zaplanowane i spójne. Nadal dominują przygaszone, zgniłe kolory, a weselsze, bardziej nasycone barwy pojawiają się jedynie sporadycznie, by podkreślić jakiś element nietypowy dla postapokaliptycznego pustkowia. Kreskówkowa stylistyka świetnie kontrastuje ze zniszczonym światem przedstawionym, a projekty nowych postaci są wręcz cudowne. Gdyby pojawiły się oficjalne gadżety z Bajki na końcu świata z wizerunkiem gołębia w naszyjniku z chleba albo zapatrzonej hipnotycznie w ogień ćmy, bez wątpienia składałbym zamówienie.
Jestem pod wrażeniem tego, jak szybko i regularnie opowieść o Wiktorii i Bajce się rozrasta. Od premiery pierwszego tomu minęły ledwie trzy lata z hakiem, a seria już liczy ponad trzysta stron i cały czas trzyma równie wysoki poziom. Kultura Gniewu zaplanowała z kolei idealny format dla tej opowieści. Jakość papieru, twarda oprawa, format, objętość oraz odstęp pomiędzy publikacją kolejnych części sprawiają, że warto zainwestować w Bajkę…