Doktor Octopus powraca! Zebrał nową Złowieszczą Szóstkę – a jeśli myślicie, że w przeszłości myślał na wielką skalę, to się mylicie. Spidey ma poważne kłopoty, bo najtrudniejsza bitwa, jakiej będzie musiał sprostać dopiero przed nim. Tylko czy uda mu się wyjść z tego starcia zwycięsko?
Światła, kamera i AKCJA!
W końcu docieramy do zakończenia historii Nicka Spencera, którą mogliśmy obserwować w najnowszej serii Amazing Spider-Man. No ale od początku… recenzowany komiks zaczyna się od tego, że Doc Ock powraca na dobre i po raz kolejny organizuje swoją drużynę – Złowieszczą Szóstkę. Złoczyńcy w składzie – Doktor Octopus, Electro, Sandman, Kraven Łowca, Lizard i Mysterio zamierzają na dobre wyeliminować naszego pajęczaka. Szybko okazuje się jednak, że nie oni jedni, a przeciwnicy wyrastają jak grzyby po deszczu.
Jednak jak na wielkie wydarzenie przystało, nie brakuje tutaj innych wątków. Mamy więc m.in. Mary Jane, która jest gwiazdą filmu reżyserowanego przez niejakiego Cage’a McKnighta, będącego zresocjalizowanym Misterio. Mamy również Doktora Strange’a rozmawiającego z Mephisto o jego roli w zepsuciu duszy Petera Parkera, co stanowi preludium do jednego z lepszych zakończeń, jakie ostatnio czytałem. A no i oczywiście nie mogło zabraknąć upiornego Kindreda. Ba, żeby to tylko jednego…
Chcąc uniknąć zbytnich spojlerów, powiem, że fabuła przypadła mi do gustu. Szczególnie to, co zrobiono z Doc Ockiem i Boomerangiem (obie postacie zmieniają się pod koniec książki). Ten pierwszy okazuje się ważną postacią w narracji, a drugi sprzeciwia się własnym życzeniom i przyjaźni, którą zbudował ze Spider-Manem, by spełnić wolę Kindreda. Ale to nie koniec plusów albo minusów (zależy jak na to patrzeć, chociaż o tym później), ponieważ scenarzysta serwuje nam niczym nieskrępowaną rozwałkę. Widok wszystkich tych złoczyńców na jednej stronie, z których wielu nigdy nie zostało przedstawionych w tej samej scenie, jest całkiem fajny.
Trochę jak w kalejdoskopie
Przy tak wielu postaciach wrzuconych do przysłowiowego worka, zaangażowanych jest wielu artystów, więc przeskakiwanie od jednego do drugiego – nawet w ramach jednego zeszytu – może być uciążliwe, co nie ułatwia śledzenia akcji przy absurdalnych scenach walki. A to i tak łagodne określenie, na to co się dzieje, na prawie wszystkich panelach, szczególnie kiedy mówimy o walce jednego Spider-Mana z sześcioma Złowieszczymi Szóstkami! Niby Dom Pomysłów przyzwyczaił nas do tego, że starcia superbohaterów i superłotrów rzadko kiedy odbywają się na zasadach fair play, ale to już gruba przesada.
No ale wracając do warstwy graficznej, to tutaj też lista jest spora i obejmuję takich artystów jak Marcelo Ferreira, Mark Bagley, Ze Carlos, Dio Neves, Carlos Gomez, czy Ivan Fiorelli. Na wyróżnienie zasługuje z pewnością Mark Bagley, którego prace zachwycą tych, którzy czytali Ultimate Spider-Mana (nawiasem mówić również wydane u nas nakładem wydawnictwa Egmont w ramach serii Marvel Classic). Widać to najlepiej w scenach z dużą liczbą postaci i aż szkoda, że nie był on odpowiedzialny za cały komiks. Ogólnie jednak Złowieszcza Wojna broni się porządną kreską z mnóstwem fajnych ujęć Spideya, kilkoma interesującymi wyborami układu paneli, mieszając chaotyczne walki z przerażającymi momentami, w których pojawia się Kindred lub spokojnymi fragmentami z Mephistem.
I co z tego wyszło?
Nadszedł czas na wielkie podsumowanie, dlatego wracamy do plusów, a raczej minusów. Bo o ile fabuła była dla mnie naprawdę przyjemna, to musicie wiedzieć, że tak wiele postaci jest związanych z wieloma okresami historii Spideya, co może – chociaż nie musi – być mylące. Przykładowo Kindred pierwotnie był kimś, innym niż jest obecnie. A teraz to nawet dwóch Kindredów, którzy z kolei są nawiązaniem do dawnej historii, która opowiadała o tym, że Norman miał dwójkę dzieci z Gwen (co zostało hmm, powiedzmy, że naprostowane)! To wyjaśnia, dlaczego nasz „główny” złoczyńca ścigał Petera… Ktoś, kto dopiero od niedawna czyta Spideya, może być lekko zdezorientowany przez większość czasu.
Z racji, że Pajączek musi mierzyć się ze zgrają, mniej lub bardziej, znanych przeciwników sprawia też, że akcja może być trudna do śledzenia. Nie pomaga też fakt, że większości z nich nie poświęcono zbyt dużo czasu, a przecież wielu ma bogate historie. Z drugiej strony podobał mi się pomysł, aby sześć grup podobnych do Złowieszczej Szóstki zaatakowało Spider-Mana w tym samym czasie. Jestem zaskoczony, że czegoś takiego nie widziałem wcześniej. Ogólnie całość ma przyzwoitą grafikę, mimo tego, że pracowało nad nią tak wielu artystów (co często potrafi skończyć się źle) i jest ekscytująca, szczególnie pod koniec, kiedy dowiadujemy się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodziło.
Wspomnę jeszcze, że komiks zamykają w zasadzie trzy króciutkie historie. Pierwsza jest autorstwa Christosa Gage’a oraz Todda Naucka i ma stanowić przypomnienie, jak wielu ludziom pomógł wujek Ben i jak pomaga nadal długo po swojej śmierci. Następna to z kolei streszczenie całej historii Spider-Mana autorstwa Seana Ryana i Gustavo Duarte, która podkreśla fakt, że podsumowanie historii Spideya na dwóch stronach jest niemożliwe. A trzecia? To historia napisana przez Zeba Wellsa i Ivana Fiorelliego, która bezpośrednio wiąże się z Niesamowitym Spider-Manem , czyli Benem Reillym – oryginalnym klona Petera. No i mamy jeszcze kilka stron z „encyklopedii pajęczaka”, gdzie możemy poczytać biogramy kilku superłotrów, oraz całą masę okładek alternatywnych. Przyznam, że bardzo przyjemny dodatek.