Zarys skromnej fabuły
Wade Wilson (Ryan Reynolds) próbuje jakoś ogarnąć swoje życie po całej tej szalonej akcji z Cable’em. Chce być herosem, którego wszyscy poważają. Pragnie, żeby jego czyny miały znaczenie. Marzy o tym, by być jednym z tych bohaterów, których świat podziwia, a ich dokonania są zapisane złotymi zgłoskami w historii. Ale nie jest to takie proste, bo Deadpoola mało kto traktuje poważnie. Nawet jego dziewczyna ma go już serdecznie dość. Mimo to Wade nie jest nieszczęśliwy. Odnalazł się w nowej rzeczywistości, otoczony przyjaciółmi, których może nazwać rodziną. Czuje spokój, jakiego dawno nie doświadczył. I nagle, wszystko zostaje zagrożone, gdy pod jego drzwiami pojawiają się agenci TVA. Z jakichś powodów rzeczywistość, w której żyje Deadpool i wszyscy jej mieszkańcy, ma zostać wymazana. Pyskaty najemnik zaczyna więc kombinować, jak temu zapobiec. Okazuje się, że kluczem do rozwiązania może być Wolverine.
Gwóźdź programu, czyli humorystyczna jazda bez trzymanki
Warto zwrócić uwagę na humor, którym Deadpool & Wolverine wręcz kipi. Twórcom udało się uzgodnić z Marvelem, że mimo iż film powstaje pod nową marką i dla innego studia, to zasady pozostają bez zmian. Mogą drwić ze wszystkiego i wszystkich, bez wyjątku. Nie ma granic ani tematów tabu. Biorąc pod uwagę obecny stan poprawności politycznej, czy poczynań Disneya jest to jak świeży powiew powietrza. MCU od dłuższego czasu traciło na swoim komediowym aspekcie. Żarty i gagi co prawda się pojawiały, ale szybko wyczułem, że coś zaczęło w MCU się psuć. Pod tym względem Reynoldsa zdecydowanie można nazwać „Zbawicielem Marvela”. Jego Deadpool nie zgadza się na zasady narzucone przez Kevina Feige. Dla fanów Marvela to świetna wiadomość, ale dla widza, który ogląda filmy o superbohaterach okazjonalnie, już nie.
Wartość dodana do MCU
Nie oszukujmy się, Deadpool i Wolverine w duecie służą raczej stworzeniu fanserwisu, co jest obecnie regularną praktyką w środowisku marvelowym. Do tego, jeśli nie śledziliście produkcji o Deadpoolu spod stajni 20th Century Studios (dawniej 20th Century Fox) przez ostatnie lata, trudno będzie nie tyle zrozumieć zarys fabularny, ile wychwycić wszystkie żarty i aluzje, a jest tego sporo. Duża część filmu może przez to wydawać się dla nowicjuszy pozbawiona sensu.
Elementy akcji
Sceny akcji w Deadpool i Wolverine miały swoje wzloty i upadki, ale mimo wszystko stanowią jedną z mocniejszych stron filmu. Uwielbiam ten karykaturalny rozlew krwi, a wojownicze popisy Hugh Jackmana w stroju oryginalnego komiksowego Wolverine’a zrobiły na mnie spore wrażenie.
Duet, na który każdy fan Marvela po cichu czekał
Deadpool & Wolverine to przede wszystkim popis dwóch aktorów. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Reszta obsady jest praktycznie niewidoczna, ponieważ Ryan Reynolds i Hugh Jackman kradną całe show. To właśnie ich wspólne występy były długo oczekiwane przez widzów. Reynolds robił wszystko, co w jego mocy, żeby w końcu wprowadzić Logana do swojego filmu. Gdy mu się to udało, wykorzystał każdą okazję, by ich współpraca była jak najbardziej efektywna. Na ekranie zobaczymy kilka brutalnych starć między nimi, gdzie nie obowiązują żadne zasady – każdy cios jest dozwolony, bez wyjątków. Dodatkowo obaj aktorzy wymieniają się znakomitym sarkastycznym humorem, który jest równie interesujący jak ich fizyczne potyczki.
A co na to Jackman?
Hugh Jackman ewidentnie cieszy się z powrotu do roli Wolverine’a. Czuje się w tej roli bardzo komfortowo, a ten powrót sprawia mu wyraźną radość, zwłaszcza że może zagrać wersję postaci bliższą komiksowym korzeniom, bardziej luzacką i bezpośrednią. Jego występ jest przyjemny do oglądania. Może to nie jest dokładnie ten sam Logan, którego widzieliśmy w poprzednich filmach, ale nadal jest świetny.
Za możliwość obejrzenia filmu dziękujemy sieci kin Cinema City!