Deadpool jak to Deadpool
Jak opisać postać Deadpoola? To gość poddany eksperymentom, cierpiący na poważne zaburzenia, słyszący głosy, ma szpetną aparycję, wyśmiewa wszystko i wszystkich, jest niepoważny… kocha katany, spluwy i słodkie jednorożce. Marzył o dostaniu się do którejś z drużyn superbohaterskich, np. Avengers. Tak naprawdę nazywa się Wade Wilson. Był najemnikiem, aspirował do bycia bohaterem, ale wrócił do „wyuczonego” zawodu.
Kolorowy świat Najemnika
Jak dowiadujemy się w kilku zdaniach opisujących fabułę poprzedzającą Najemnika śmierć nie tyka, Deadpool chciał być bohaterem, ale… mu nie wyszło, delikatnie to ujmując. „Superbohater” kasuje sobie pamięć i znowu zostaje najemnikiem na zlecenie. Problem polega na tym, że, jak sam twierdzi, zadania nie są opłacalne, a on potrzebuje czegoś większego, rozgłosu. W końcu jego umiejętności nie powinny się marnować. I tak oto pojawia się przed nim nowe wyzwanie, któremu sprostać nie mogli nawet Avengers, X-Meni itd. Z kolei w innej historii antybohater próbuje na nowo opisać swoją genezę, parodiując różne wątki zarówno z komiksów Marvela, jak i DC. W kolejnej Deadpool walczy z kosmitami, z zombi, trafia do fantastycznego świata, zmaga się z problemami egzystencjalnymi, robi vloga. W międzyczasie Wade wprowadza na rynek majtki z pluszaków… To i wiele więcej znajdziecie w tomie Najemnika śmierć nie tyka.
Powódź humoru
Od początku można było się spodziewać, że komiks będzie specyficzny. W końcu mamy do czynienia z nietuzinkowym bohaterem, właściwie antybohaterem, i obecnie zabójcą na zlecenie. Deadpool sypie na każdym kroku żartami, wielokrotnie nieprzyzwoitymi. Nie ma dla niego żadnej świętości, no może prócz filmów z Hugh Grantem z lat 90. Osobiście do gustu przypadła mi postać Wade`a Wilsona/Deadpoola z najnowszych filmów, w głównej roli wystąpił Ryan Reynolds. Z każdym zetknięciem się z komiksem o przygodach tejże postaci poszukuję tej „lekkości” z filmu. Niestety w Najemnika śmierć nie tyka większość żartów była na niskim poziomie lub została źle rozegrana. Czasami można odnieść wrażenie, że twórcy na siłę chcą sparodiować jak najwięcej zjawisk. Biorą na warsztat przede wszystkim superbohaterskie stereotypy. W pewnym momencie robi się to nużące, a sam Deadpool gubi własną historię w spazmach śmiechu! A w końcu jakąś ma, prawda!? Mając wcześniej do czynienia z seriami, których był głównym bohaterem, odczuwałam większą spójność fabularną. Był to np. jakiś event, wokół niego zbudowano fabułę. W przypadku Najemnika śmierć nie tyka odnosiłam wrażenie, że ten element spajający historię był klejem mocno rozcieńczonym. Teoretycznie będzie nim sam Deadpool, wątek ze skasowaniem pamięci, poszukiwaniem nowych zleceń… choć trudno to wyczuć.
Chcę bohatera, ileż można się śmiać
Problem polega na tym, że trudno skupić się tutaj na bohaterach. Tak naprawdę prócz Deadpoola w pamięci zapada zasadniczo tylko jego asystentka. Miało być zabawnie, miała być akcja. Ale z mojej strony pojawia się pytanie — po co to wszystko? Przecież nie można się cały czas śmiać. A jak jest już powód, to powinien być dobry, żarty słabej jakości nie są w stanie napędzać całej fabuły i dialogów. Po części, to naśmiewanie się z braku realizmu u „supersów”, tej ich idealności jest całkiem ciekawe, w tym miejscu dobrze radził sobie z tym Brad Bird w Iniemamocnych. Potrzeba jednak czegoś więcej, jakiegoś własnego pierwiastka twórczego.
Dysonans graficzny
Trudno całościowo odnieść się do warstwy graficznej i wyrazić jedną spójną opinię. Bywają momenty, gdzie panele są dużo słabsze. Z jednej strony rysowane niezwykle ekspresyjnie, z drugiej zdają się być robione w nadmiernym pośpiechu. Są niedopracowane, tak jakby ktoś prowadził wyścig z czasem, by zdążyć zgodnie z deadline’em. Część z nich jest naprawdę świetnie dopracowana, każdy fragment kadru zaplanowany i przemyślany. Niektóre kadry to „typowe” sceny z komiksu, ostre rysy, wyraziste kolory, po kilku stronach widzimy natomiast prawdziwą scenę batalistyczną, stworzoną na wzór obrazu jakiegoś artysty. Widzimy też takie panele, które stylistyką przypominają stare plakaty Star Wars – od IV do VI epizodu. Może będę mieć okazję do przeczytania kolejnych tomów, jeśli nie, nie będę specjalnie rozpaczać.
Niezdecydowanie
Mam nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze, zarówno pod względem graficznym, jak i fabularnym. Komiks ma w sobie potencjał, ale musi zostać dopracowany. Bo za to Deadpoola kochamy, jest inny, łamie czwartą ścianę, nie wiadomo, czy jest zły czy dobry i ma strasznie, ale to strasznie dziwne przygody i poczucie humoru. Na sam koniec mała dygresja do tytułu – „śmierć nie tyka” – ciekawie użyte, zważywszy, że w pewnej historii nasz antybohater był kochankiem samej Śmierci. Na fali mojej krytyki muszę przyznać, że historie zawarte w albumie podobały mi się pod względem fabularnym, zasadniczo każda z nich miała w sobie coś interesującego. Zawierały też typową dla „uniwersum Deadpoola” ironię i krytykę norm społecznych. Komiks jednocześnie mi się podobał, a z drugiej strony zdawał się być momentami zbyt żenujący. Do gustu przypadły mi nawiązania do popkultury i wyśmiewanie nielogiczności, głupoty wydarzeń opisywanych w komiksach. Dotyczyło to również kreowania postaci. Oczywiście na plus zaliczam także postać samego Deadpoola i jego asystentki — Negasonic Teenage Warhead. Genialnie przedstawiono znanych z Marvela bohaterów – Rocketa, Star Lorda, Kapitana Amerykę.